Na blogu Krytyki Politycznej pojawiła się interesująca notka. Autorzy przedstawili następującą tezę: lewica musi w większym stopniu zajmować się sprawami socjalnymi z pominięciem dotychczas eksploatowanych tematów, typu wykluczenie ze względu na płeć. Zdroworozsądkowo stwierdzili, że ludzi nie interesują problemy typu rozpowszechnienie niesprawiedliwego wzorca kobiecości, znacznie bardziej interesuje ich traktowanie w zakładzie pracy, zarobki itd.
Z tego można wyciągnąć dwa wnioski: dobry i zły.
Dobry: lewicowo-prawicowy kulturkampf kończy się wygraną prawicy. Sama lewica widzi, że sprawy rewolucji kulturalnej zajmują Polaków w stopniu marginalnym, że środowiska feministyczne to margines, że zamocowanie idei lewicowej (w rozumieniu kulturalnym) w społeczeństwie nie rośnie, tylko maleje.
Zła wiadomość: lewica wraca w stare koleiny, które już tak wiele krajów doprowadziły do ruiny. Otóż dociera do niej, że jedyny sposób na dotarcie do społeczeństwa, to rozbudzanie wzajemnych resentymentów pomiędzy pracownikami i pracodawcami, popieranie wszelkich roszczeń pokrzywdzonych (ich zdaniem) grup społecznych. Dotarło do nich, że uwiarygodnić może ich tylko uczestnictwo w rzeczywistych problemach, typu wykorzystywanie pracowników, a nie w wydumanych, typu "szklany sufit". To na dłuższą metę może spowodować ich sukces wyborczy, po "długim marszu" oczywiście. Ale coś za coś: nie zdobędą zaufania u pracowników fizycznych, prostych ludzi z prowincji, jeśli jednocześnie będą szerzyć wśród nich tolerancje dla homoseksualistów. Znaczący udział środowisk katolickich mógłby ich uwiarygodnić, na co wskazuje Łukasz Foltyn. Jak widzimy lewica musi dokonać podobnego manewru, jak w latach siedemdziesiątych dawni partyjni rewizjoniści: musi zwrócić się w kierunku Kościoła Katolickiego. Trudno powiedzieć, czy dla dzisiejszej lewicy, karmionej pogardą dla religii, uczonej, że istotą religii jest wykluczanie i "opresja", jest to manewr możliwy do wykonania, nawet w ramach "mądrości etapu".
Oczywiście nie wierzę, że problemy, pod jakie lewica się podczepi zostaną rozwiązane. Człowiekowi łatwo wmówić, że mu się należy, łatwo rozbudzić jego roszczenia, ale trudno je zaspokoić. W kraju bogatym można wydawać przez lata pieniądze w błoto, Polska bogata nie jest. (Można oczywiście iść też w ślady Europy Zachodniej, gdzie "krajowcy" pracują pod opieką socjalną, a "przyjezdni" wykonują prace wymagające wysiłku i zaangażowania). Polska, jeśli chce być krajem znaczącym, nie może sobie pozwolić na wydawanie pieniędzy na rozbudowane, socjalne programy. Było by to dla Polski, jako organizacji politycznej zabójcze. Ale oczywiście to dla lewicy nie ma znaczenia. Lewica zajmuje się nie Polską, jako wspólnotą polityczną i jej przyszłość nie jest dla niej warta funta kłaków. Lewicę interesuje co najwyżej "ludność tego terytorium" (cytat z "Przewodnika po lewicy" wydanego przez Krytykę Polityczną), Polskę sobie odpuszcza.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)