Zastanawiam się jaki cel przyświeca akcji, pod którą podpisało się paru ludzi, z których się śmieje, i paru innych, których szanuję. Niestety, nie wyjaśnili tego. Prawdopodobnie stwierdzili, że trzeba "coś" robić.
Jaki będzie tego skutek, poza dobrym samopoczuciem ze zrobienia "czegoś"? W świecie żaden oczywiście. Przecież przedsiębiorcy nie wycofają kapitałów z Chin, inwestowanie tam daje im o wiele większe przebicie, dzięki niskim kosztom pracy. A już pobratymcy ideologiczni "Krytyki Politycznej" zadbają, żeby produkcja w Polsce i Unii nie opłacała się w ogóle. Rządy świadome tego, mają na karku wydatki socjalne i rosnące koszty emerytów, również nie dokonają sepuku, pogarszając swoich stosunków z największym producentem na świecie.
Apel może poskutkować jedynie wśród Tybetańczyków. Może wzbudzić w nich fałszywą nadzieję na międzynarodową solidarność. Może któryś z nich wykorzysta to, aby podtrzymać albo spotęgować zbrojne zamieszki, a może nawet powstanie? Znamy ten scenariusz z własnej historii. Nie muszę chyba tłumaczyć, czym się skończyły nadzieje Polaków na pomoc w czasie każdego z powstań narodowych. Tybetańczycy są w podobnej sytuacji. Czy w razie zbrojnych walk sygnatariusze apelu wyruszą do Tybetu z kałasznikowem na plecach, żeby wspomóc tych, których być może sprowokują do dalszego oporu? Czy stoją za ich apelem karabiny maszynowe i broń nuklearna?
Jedyne co możemy dla Tybetańczyków, to wytłumaczyć im: "chłopaki i dziewczyny, idźcie do domu, bo jedyne co was teraz może spotkać, to masakra. Czekajcie spokojnie, aż rządowi w Pekinie podwinie się noga, a tymczasem korzystajcie z chińskiego rozwoju gospodarczego. Nam nikt tego 200 lat temu nie wytłumaczył, dlatego traciliśmy krew i pieniądze na bezsensowne ruchawki, za to przegapiliśmy "pięć minut" Europy, kiedy stała się gospodarczym mocarstwem. Nas ten wzrost ominął, na nasze własne życzenie. Bądźcie mądrzejsi od nas, nie popełniajcie naszych błędów. Pamiętajcie, żadne mocarstwo nie jest wieczne. Czekajcie cierpliwie, aż Kitajcom podwinie się noga".
W swoim imieniu apeluję do polskich sportowców, aby mój apel rozpowszechniali pośród wszystkich napotkanych Tybetańczyków. Będzie to z pewnością z większym pożytkiem.
Ps. Swoją drogą, nie dziwie się, że apel do sportowców ukazał się na blogu KP. Przy ich atencji dla spuścizny romantyzmu to logiczne i konsekwentne stanowisko. Pamiętajmy czym romantyzm odbił się w historii Polski.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)