Janusz Korwin Mikke, noszący dumny tytuł "Szowinisty roku 2007", naśmiewał się swego czasu z idei równouprawnienia kobiet wskazując, że czeka na określenie parytetu płci w takich zawodach, jak górnik dołowy, czy szambiarz. I ja jakiś czas temu miałem zamiar napisać tekst w podobnym tonie o tym, że najwyraźniej w górnictwie istnieje "szklany chodnik" - w analogii do "szklanego sufitu" uniemożliwiającego kobietom awans. Szklany chodnik powoduje, że kobieta, która chciała by poszaleć ze świdrem na ścianie, albo pokierować kombajnem węglowym, nie ma na to szans. Rzeczywistość jak zwykle przerosła wyobraźnie szyderców.
Dziś rano ze zdumieniem usłyszałem w Trójce, że "Polska wypowie konwencję zakazującą zatrudniania kobiet do ciężkiej pracy pod ziemią - poinformowało Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Jest to podyktowane koniecznością dostosowania polskiego do unijnych norm dotyczących równouprawnienia" (za wp.pl). Dalej czytamy: 'Europejski Trybunał Sprawiedliwości wezwał państwa członkowskie UE do wypowiedzenia 45. Konwencji Międzynarodowej Organizacji Pracy, uznając ją za normę przestarzałą. Nowoczesnym standardem jest Konwencja nr 176, która skupia się na ocenie ryzyka i zarządzaniu ryzykiem, zapewniając odpowiednie środki ochrony pracownikom kopalń, zatrudnionym zarówno pod ziemią, jak i na powierzchni, bez względu na ich płeć".
Szczerze mówiąc nie miałem pojęcia o istnieniu takiej regulacji i podejrzewałem, ze kobiety nie pracują w kopalniach na mocy niepisanego obyczaju. Ale to nic, czytamy dalej, że "jeśli Polska jej nie wypowie [konwencji], narazi się na postępowanie o naruszenie prawa UE ze strony Komisji Europejskiej, a w konsekwencji na dotkliwe kary finansowe. W sumie konwencję wypowiedziało już 14 państw, m.in. Szwecja czy Wielka Brytania, kolejne zgłosiły taki zamiar".
Swojego stanowiska w tej sprawie nie muszę chyba wyłuszczać: jestem przeciwnikiem wszelkich regulacji jeśli chodzi o pracę. Kobiety i tak nie pójdą pracować do kopalni, mimo istnienia czy nieistnienia konwencji. Ale ja tak myślę jako ekonomiczny liberał. Ciekawi mnie tylko, co na to dyżurni obrońcy uciśnionych, ci co stoją zawsze po stronie słabszych, a kobiety jak wiadomo, to płeć słabsza. Czy nie jest to krok ku temu, żeby bezwzględni kapitaliści zapędzili kobiety do kopalń? Przecież liberalizm to taki ustrój, że jeśli można z kogoś zrobić niewolnika, to z pewnością się zrobi. Czy w takim razie lewica nie powinna protestować przeciw likwidacji tego zupełnie nie szklanego, ale prawnego chodnika, chroniącego kobiety przed wyzyskiem?


Komentarze
Pokaż komentarze (17)