No i stało się. Autorytet moralny wypowiedział to, co po cichu na salonach mówi się od dawna: że z tą demokracją to nie należy przesadzać, bo tak naprawdę ludzie nie wiedzą co jest dla nich dobre, że ludźmi trzeba pokierować czasem wbrew ich woli. Super, szczera prawda. Widzę, że scenariusz "komedii demokracji" wchodzi w życie szybciej niż się spodziewałem. Ale po kolei.
Lech Wałęsa udzielił bardzo ciekawej wypowiedzi dla portalu Wirtualna Polska. Lech Wałęsa uzasadnia w nim konieczność przyjęcia Traktatu Reformującego Unię bez referendów. Jest to nie mały orzech do zgryzienia dla demokraty. Demokrata widzi, że dla demokratyzacji konieczne jest przeprowadzenie pewnych zmian. Widzi też, że dla tych zmian nie ma demokratycznej większości. Demokrata szuka więc innej drogi do realizacji celu tak, by i wilk był syty i owca demokracji ocalona. Stąd mimo bardzo dużej wagi traktatu nie jest uchwalany przez referendum - bo mógłby zostać obalony, tylko przez parlamenty, w których przeważają ci, co wiedzą, że wolność to uświadomiona konieczność.
Czytamy: "Kłócimy się o wiele spraw, skupiamy na nic nieznaczących szczegółach. A nie patrzymy na fundamenty. Na naszych oczach podważono podstawowe zasady demokratyczne w ciągle demokratycznej Europie. Wiele wskazuje na to, że sami dobrowolnie od demokracji odchodzimy". Jak widać Lech Wałęsa ma wątpliwości, ale ocenia sytuację zgodnie ze swoim dawnym powiedzeniem "nie chcem, ale muszem": "Nawet, jeśli nie chcemy, to coraz wyraźniej musimy".
Wałęsa pisze bez ogródek co się wydarzyło: "Wdzieliśmy, jak w białych rękawiczkach politycy w wielu krajach zrezygnowali i rezygnują ze ścieżki referendalnej w ratyfikacji Traktatu Reformującego. Dlaczego? Bo mieli złe doświadczenia z poprzednim dokumentem, z konstytucją unijną". Niemniej próbuje uzasadnić ich wybory koniecznością cywilizacyjną. "Owszem, niektórzy nazwą taką rezygnację zamachem na demokrację i prawa obywateli – i mają trochę racji, ale znów nie pełną. Taka sytuacja wynika z wymuszanej cywilizacyjnie przemiany, a nawet przebudowy demokracji, szukania nowej formuły funkcjonowania państw i kontynentów w świecie globalnym". Dalej czytamy: "Wreszcie sami namacalnie zrozumieli, że chociaż demokracja była dotąd najlepsza - też dlatego, że nie było niczego innego - , to najwyższy czas na nowe rozdania i ułożenia. Czas na to coś innego. I to wcale nie tylko na użytek spraw bieżących, decyzji politycznych. To coś innego ma mieć właśnie perspektywę pokoleń co do czasu i perspektywę globalną co do zasięgu". Podziwiam Lecha Wałęsę. Napisał prawdę, to się naprawdę dzieje. I całkiem rozsądnie dowodzi, że demokracja globalna, to zwycięstwo tych, których jest więcej: "Ustalamy więc, że wprowadzamy demokrację globalną i jeden człowiek to jeden głos. Jaką mamy szansę wygrać głosowanie z Chinami? W którymś momencie postanowią - oczywiście na drodze demokratycznej - , że przyłączą dla lepszej integracji i współpracy Europę do Chin. I co zrobimy? Przecież nas przegłosują, a my jako demokraci szanujemy jej wyroki. Nie podważymy przecież demokracji".
Podsumujmy: Lech Wałęsa napisał otwartym tekstem, że:
1. są rzeczy ważniejsze niż demokracja
2. że tą ważniejsza rzeczą jest integracja europejska
3. że demokracja jest wtedy OK, kiedy jest korzystna dla nas.
4. że Europa i Świat potrzebują nowego modelu sprawowania władzy, cytuję: "stojący na straży praw uniwersalnych, wspólnych dla całego cywilizowanego świata". Czyli demokracja nie stoi w wystarczającym stopniu na straży tego i owego.
Czekam więc niecierpliwie na kolejne wypowiedzi Lecha Wałęsy, czekam jaki nowy model Lech Wałęsa zaproponuje. Chciałbym też usłyszeć opinię tych, którzy niedawno protestowali przeciw niedemokratycznym praktykom w Chinach. Co wy na to? Larum grają, demokracja zagrożona! Tu u nas, nie w Azji. Lech Wałęsa jak wiadomo ma należeć do grona mędrców, którzy ustalą kierunki przyszłego rozwoju Unii. A jak coś wymyślą, to już teraz Wałęsa przyznaje, że będzie wprowadzone bez oglądania się na głos większości.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)