Grim Sfirkow Grim Sfirkow
102
BLOG

Obrońcy "Bolka" w mrokach średniowiecza

Grim Sfirkow Grim Sfirkow Polityka Obserwuj notkę 8

Prawo Sasów ("Lex Saxonum"), spisane w czasach Karola Wielkiego, zawiera regulacje , wg której z posądzenia o zbrodnię można było się oczyścić przez zbiorową przysięgę. Wg jakości osoby, należało mieć trzech współprzysiężników jeśli było się arystokrata - edelingiem, albo 12 - jeśli było się człowiekiem wolnym. Podobny zwyczaj zawierały inne prawa barbarzyńców. Bynajmniej nie chodzi o to, że przysięgający wiedzieli cokolwiek w sprawie, to nie miało znaczenia. Mieli oni zagwarantować swoim autorytetem prawdomówność pozwanego. Przypomina wam to coś?

Oczywiście, ostatnio grupa autorytetów wystąpiła z listem w sprawie Lecha Wałęsy zaświadczając swoim autorytetem, że to dobry człowiek. Pośród nich znajdują się tacy, którzy o sprawie nie mają szans znikąd wiedzieć cokolwiek (Wisława Szymborska chociażby). Są pośród nich także historycy: Henryk Samsonowicz i Karol Modzelewski. To właśnie z książki prof Modzelewskiego, "Barbarzyńska Europa" zaczerpnąłem informacje o Prawie Saskim. Czyżby on wpadł na pomysł takiego wystąpienia, na wzór bohaterów swoich badań? Cóż by to było za utożsamienie się ze swoją dyscypliną naukową! Mam tutaj kilka pomysłów racjonalizatorskich. Można sięgnąć również do tzw. Księgi Elbląskiej, do "Najstarszego zwodu prawa polskiego". Jest tam też kilka ciekawych operacji, mających zaświadczyć o prawdomówności jednej ze stron. Takim rozwiązaniem nierozstrzygalnego sporu był pojedynek sądowy, na kije lub na miecze. Można było też wyciągnąć gorące żelazo z ognia.Ciekawe, czy Lech Wałęsa, albo jego współprzysięgnicy są tak pewni siebie, że przyjęli by sąd boży? Mam jednak wrażenie, że najbardziej by im się spodobała próba wody, zastosowana wobec dwóch niepokornych historyków: Gontarczyka i Centkiewicza. Próba polegała na przywiązaniu delikwenta do kija i wrzuceniu do poświęconej wody. Jeśli wypłynął - znaczy oszust. Jeśli tonął - znaczy jednak mówił prawdę. Czyż polskie wczesnośredniowieczne prawo nie było urocze w swej prostocie? Zastanawiam się też, kto tu zasługuje na nazwanie Ciemnogrodem: Agorowcy, czy ich przeciwnicy? Jeśli zdaniem Agorowców badania naukowe może zastąpić głos autorytetów, to odpowiedź narzuca się sama.

Odkładając żarty na bok: uważam, że uczestnictwo dwóch historyków w liście, który de facto jest nawoływaniem do ograniczenia wolności badań jest niepokojące. Rozumiem, że można uważać Gontarczyka i Centkiewicza za "historyków reżimowych", albo nierzetelnych. To raczej normalna sytuacja, historycy generalnie uważają swoich kolegów za nierzetelnych, dlatego czytają uważnie ich prace i piszą im miażdżące recenzje. To jest sposób, w jaki powinni walczyć o prawdę historycy. Rozumiem, że prof Modzelewski może mieć inne doświadczenia i świadectwa, niż przywołane w książce o L. Wałęsie. Powinien zatem napisać kontr - pracę, albo chociaż zupełnie subiektywny esej o tym, jak z tym Wałęsą naprawdę było jego zdaniem. Ale nie - zamiast tego podpisał się pod apelem o zatkanie ust historykom, przez ogłoszenie ich pracy szkalującą i nieobiektywną, zanim ktoś jeszcze zdołał ja przeczytać.

Piszę o tym, bo chodziłem przez rok na seminarium profesora Modzelewskiego. I ceniłem sobie bardzo jego metodę. Uczył nas, że nie należy bezkrytycznie przyjmować utartych poglądów, że należy krytycznie czytać opracowania, że trzeba je konfrontować ze źródłami, bo każde pokolenie historyków czyta źródła na swój sposób. W jego własnej postawie wobec historii współczesnej tej postawy - która sam postulował wobec wczesnego średniowiecza - nie widzę.

Zastanawiam co kieruje profesorem, który przecież nie jest idiotą, do takich kroków. Przyłącza sie do środowiska, które już paru osobom wystawiło świadectwo czystości: Michałowi Boni, ks. Czajkowskiemu. W prawach barbarzyńców współprzysiężnicy - mówiąc dzisiejszym językiem - odpowiadali karnie wraz z osobą, za którą poręczali. Dziś również jest w pewnym sensie taka kara - osoba ręcząca za krętacza, sama traci na powadze i autorytecie. Jaki ma sens ręczyć słowem za osobę, którą już nie raz złapano na kłamstwie, która nie umie dziwnych epizodów swojego życia przekonująco wytłumaczyć, która sama plącze się w zeznaniach? Nie rozumiem tego. Mam podejrzenie, że wynika to z prostoduszności prof Modzelewskiego. Czy nie trzeba było być człowiekiem bardzo prostodusznym, żeby w latach 60 pisać otwarty list do partii komunistycznej, i to jeszcze z pozycji marksistowskich?

Protest przeciw badaniu przeszłości Lecha Wałęsy przypomina mi dawną dyskusję na temat św Stanisława. Przeszło sto lat temu historycy konserwatywni i liberalni toczyli bardzo ostry spór o tę postać, nie wiadomo: zdrajcy czy bohatera. Jest więcej takich postaci, niejednoznacznych w historii Polski, chociażby Wielopolski. Lecha Wałęsę również będzie się oceniało różnie. Ludzie pokolenia Wałęsy powinni się z tym pogodzić. Prawdy nie da się dłużej kneblować. Już nie te czasy.

Popieram prawo własności, JOW, niskie podatki, przejrzyste prawo, karanie przestępców. Jestem przeciw uchwalaniu prawa, którego nikt nie będzie przestrzegał (poza frajerami). Nie mam nic przeciw skandynawskiemu modelowi państwa, o ile jego wprowadzanie rozpocznie się od przywrócenia monarchii.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka