1. Polska się zmieniła przez ostatnie lata. Pamiętam 10, 15 lat temu, kiedy obnoszenie się z emblematami narodowymi było obciachowe i traktowane jako deklaracja polityczna. Pamiętam, że na 3 maja na mojej ulicy wywieszało flagi kilkoro ludzi. Jakże odmiennie jest teraz. Na 3 maja kilka osób nie wywiesza flagi. A przy okazji wydarzeń sportowych mamy gigantyczną manifestację utożsamienia się z Polską i polskością. Wielkie pieniądze zarobili producenci i projektanci gadżetów, flag, koszulek, czapek i nawet ubranek dla dzieci - wszystko to z emblematami narodowymi. Kampanie reklamowe firm piwowarskich, ale także handlowych bazują na odniesieniach do patriotyzmu i do narodowości.
Skąd się to wzięło? Przyczyn jest kilka. Niewątpliwie ma na to wpływ sukces Polaków, czysto osobisty. Więcej zarabiamy, budujemy domy, zakładamy rodziny, ba - jesteśmy zadowoleni z seksu. Polacy zaczynają być zadowoleni z tego, że są Polakami.
Polak, który odniósł sukces osobisty chce także sukcesu zbiorowego, chce należeć do zbiorowości, która jest poważana, zauważana i podziwiana. Na przeciw tej potrzeby wychodzą sukcesy polskich sportowców, a było ich ostatnio niemało: oczywiście Adam Małysz, od którego wszystko się zaczęło, siatkarze i siatkarki, pływacy i oczywiście Kubica. Mamy z czego się cieszyć i co świętować.
Ostatnim powodem jest otwarcie na Europę. Różni mędrkowie wieszczyli, że otwarcie granic w Europie będzie powodowało zanikanie polskich partykularyzmów, że będziemy coraz bardziej europejscy, mnie siermiężni i sarmaccy. Po części mieli rację, ale ich przypuszczenia spełniły się w sposób inny, niż przypuszczali. Cóż zobaczył w Europie Polak, który przemierza przecież kontynent za pracą od Kaukazu po Słupy Herkulesa? Zobaczył jak bardzo jest odmienny on innych mieszkańców Europy, poczuł swoją właściwość jako Polaka. Przez ostatnie 50 lat kontakty z zagranicą były utrudnione, więc uczucia patriotyczne również stygły. Nie mieliśmy się od kogo odróżniać. Teraz wracamy do normalności.
Polak za granicą zobaczył również ludzi dumnych ze swojego kraju: Anglików dumnych z królowej, Holendrów ubierających się na pomarańczowo (kolor ich dynastii), zobaczył Szweda, który ma przed domkiem maszt, a na maszcie flagę swojego kraju. Zobaczył ludzi, którzy obwieszczali światu strojem, zachowaniem i przekonaniem, że są dumnymi mieszkańcami swojego kraju. Polak wracający z Zachodu do Polski będzie oczywiście naśladował "zapadników", ale przecież nie będzie obwieszał się flagami obcego kraju. Jest to jeden z tych przypadków, że polski kompleks zachodu przysłuży się dobrej sprawie.
2. Polska piłka nożna jest dobrym przykładem polskiej niemożności. Dlaczego w kraju, gdzie na każdym podwórku dzieciaki grają w piłkę nie można zebrać drużyny piłkarskiej na światowym poziomie? Tak samo jest w wielu innych dziedzinach: w nauce, w biznesie. Tylu wykształconych ludzi, a nic z tego nie wynika. Tyle firm, ale żadna nie odniosła sukcesu na miarę światową. Za to piłkarz, którzy mógłby być podporą polskiej drużyny, gra w drużynie niemieckiej i nam strzela gole. I nie tylko on: jest całe mnóstwo Polaków, którzy odnieśli sukces za granicą, na który w swoim kraju nie mieli by szans.
Niektóre gazety domagały się nowego Grunwaldu. To dobre porównanie. Pytanie: kto wygrał pod Grunwaldem? Jagiełło? Witold? Nie, pod Grunwaldem wygrał Kazimierz Wielki. To on dał podstawy pod przyszłe zwycięstwo, porządkując prawo, osadzając rycerzy i egzekwując ich obowiązki. Po latach rezultat był taki, że polska jazda przykryła Krzyżaków czapkami, a układ sił w regionie zmienił się trwale.
Tego potrzeba polskiej piłce nożnej. Nie odkrywam tu Ameryki , mówi się o tym od lat. Tak jak Kazimierz Wielki niejako "zmienił ligę" polskiego rycerstwa, tak i polskiej piłce potrzeba zmian. Cudów nie ma, żaden trener nie stworzy dobrej drużyny, jeśli materiał jaki dostarczają mu kluby jest kiepski. Materiał ten nie poprawi się, mimo budowy 1000 boisk, dopóki o wygranej albo przegranej decyduje nie wysiłek piłkarski, tylko jakiś "Fryzjer". I to samo odnosi się do innych dziedzin polskiego życia. Dopóki rządy - zawodnicy się zmieniają, a na zapleczu, w ministerstwach, w funduszach celowych, w służbach mundurowych i samorządach, siedzą wciąż ci sami "działacze", różni Listkiewicze i Listkiewiczątka, tak długo będziemy czekać na sukces Polski.
To o czym pisałem na początku - wzrost poczucia wspólnoty wśród Polaków jest nadzieją. Trzeba tylko dbać, aby wszyscy wiedzieli, że wygrana i przegrana to nie kwestia cudu, trenera, albo wymiany tego czy innego zawodnika, tylko zmiany systemu. Dotyczy to zarówno polskiej piłki, jak i polskiego państwa.
Ps. Polecam ostatni felieton madame Środy z WP: tutaj . Przezabawny, chociaż nie wiem, czy Autorka śmiała się w tym samym momencie, co ja. Polecam szczególnie kibicom piłki o przekonaniach liberalnych i lewicowych.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)