W klasycznej myśli pozytywistycznej, na którą często powołują się u nas zwolennicy postępu, ważne miejsce miało odmitologizowanie historii. Klasycznym przykładem takiego sporu tradycjonalistów i konserwatystów z modernistami i liberałami był spór o św. Stanisława: zdrajca to czy bohater? Szczególne nasilenie dyskusji rozpoczęła publikacja lwowskiego profesora, Tadeusza Wojciechowskiego "Szkice historyczne XI wieku" na początku ubiegłego stulecia. Oczywiście lewica była zwolennikiem tezy o zdradzie biskupa wobec króla, co podważało narodową legendę. Albo inny przykład: obrona Częstochowy. Przecież to koronny przykład na narodowy mit, który nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością i który lewica z lubością obalała. Zaś najbardziej radykalna, lewicowa gazeta, to przecież "Fakty i mity", która z mitami programowo walczy.
Dziś w swoim zaskakującym felietonie Magdalena Środa napisała: " Przybywajcie do kraju, gdzie w szpitalach i szkołach rządzą księża, gdzie prawo cywilne nie ma znaczenia wobec religijnego i gdzie o historii decydują Wielcy Poszukiwacze Prawdy. W Jej imię niszczy się skutecznie wszelkie autorytety i mity, bez których inne, mniej atrakcyjne narody, nie mogłyby żyć. Każdy bowiem kultywuje swoją przeszłość nie z punktu widzenia Prawdy o niej, lecz tego, w jaki sposób złożyła się na wielkość i wyjątkowość danego narodu". To nie koniec, panie i panowie: "Napoleon, z którego Francuzi są dumni, widziany oczyma kamerdynera był zapewne człowiekiem małostkowym, chorobliwie ambitnym, rozpustnym, zdradliwym i kłamliwym. Ale czy kamerdyner jest w stanie wpłynąć na ocenę dokonań Napoleona? Nie. W Polsce tak. Tylko tu, kamerdynerzy historii oceniają jej twórców i kształtują przeszłość na miarę swoich kompleksów. I tylko tu, udaje się to".
Proszę zauważyć jaki kopernikański przewrót dokonuje się w myśleniu lewicy o historii pod wpływem walenia się w proch mitu o Wałęsie: historyk, dawniej stawiany przez racjonalistów na piedestale, jako ten, kto rozświetla mroki historii, za pomocą rozumu rozsądzający kto miał rację a kto nie, teraz staje się tylko kamerdynerem. Kamerdyner historii ma być sługą mitu? Czy taka jest rola historii i historyków w oczach postępowych Europejczyków?
Madame Środa wszystko to okrasza porównywaniem Frondy do średniowiecza i tym podobnymi wynurzeniami. Ale uwaga - ona wyznacza historykom dokładnie średniowieczną rolę! Wtedy historiografia nie istniała (w naszym rozumieniu słowa oczywiście) zamiast tego były "gesta" - pieśni o czynach, takie jak nasza kronika Galla czy Kadłubka. Środa zamiast prawdy domaga się od Centkiewicza i Gontarczyka pieśni o czynach Wałęsy, jak bohatersko skakał przez płot, po drodze zatapiają pięć motorówek z ZOMO-wcami.
Z pisania madame Środy jest niewątpliwy pożytek: jest znakomitym przykładem na to, że racjonaliści są racjonalni tylko wobec rzeczy im niesympatycznych, np. kościół, Polska, tradycja. Natomiast wobec własnych mitów zachowują się bezrozumnie i bałwochwalczo. A co do meritum felietonu: madane Środa nie ma racji pisząc, że IPN niszczy mit Wałęsy. Ten mit dawno nie istniał. W ludowej "pieśni i powieści" Wałęsa dawno zlał się w jedno z agentem Bolkiem zanim jeszcze IPN powstał. Okazuje się, że to co było mitem, jest jednak prawdą.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)