W blogosferze pełno informacji o bojkocie TVN przez PiS i o innych "bardzo ważnych" sprawach. Tymczasem niemal bez echa przechodzi rzecz, która dotyka nas wszystkich, którym państwo polskie w swej łaskawości zezwoliło jeździć po drogach państwowych. O sprawie pisał już Adam Wielomski, ale nie zaszkodzi przypomnieć.
"Liberalny" rząd Donalda Tuska skierował do laski marszałkowskiej projekt ustawy pozwalającej na zwiększenie liczby fotoradarów do 400 i podniesienie kwoty mandatów. Dodatkowo kara za przekroczenie prędkości ma być wyłącznie pieniężna, a nie "punktowa". Ma się rozumieć, chodzi o to, by masowo łamiący przepisy Polacy masowo płacili, a nie masowo tracili prawo jazdy. Rząd ma zamiar przeznaczyć na to pieniądze z - a jakże - Unii Europejskiej. Wg. projektu stawki za przekroczenie prędkości kolejny raz będą rosły. Na pierwszym fotoradarze kasują nas na tysiąc, na drugim już na dwa, na trzecim na cztery... Super, normalnie cuda na kiju, druga Japonia, trzecia Irlandia, pieniądze mnożą się jak króliki na koncie... Urzędu Skarbowego.
Żeby było ciekawiej, wiele wskazuje na to, że fotoradary przyczyniają się do zwiększenia ilości wypadków na drogach, szczególnie wtedy, gdy montuje się je na drogach krajowych, po których z natury rzeczy jeździ się szybko. Kierowcy powodują wypadki gwałtownie hamując na widok antenki, albo "miśka z suszarką".
Ale jest jeszcze coś. Poparcie dla PO wciąż jest wysokie - mimo wpłynięcia takiego projektu, który uderzy po kieszeni właśnie wyborców PO. Ostatnio bloger Chsh zachwycał się drogą numer 7 - na które pewnie pojawi się seria dodatkowych fotoradarów. Czy on cieszy się, że tą odremontowana drogą będzie musiał jeździć wolniej? Nie, prawdopodobnie nie ma o niczym pojęcia, jak ogromna większość wyborców PO. Maszyna propagandowa działa zadziwiająco sprawnie. A tymczasem przecież PO grzmiało, gdy podobny projekt ustawy fotoradarowej przygotowało PiS. Cytuję: "Zauważyłem też fenomen. Drogi są coraz gorsze, ale na ulicach pojawiły się fotoradary. Polacy maja być kontrolowani w każdym miejscu. Utrudnić ludziom życie do maksimum, a na końcu skontrolować ich wszystkich bez wyjątku. To jest filozofia PiS. Tylko facet, który nie ma prawa jazdy może wydawać pieniądze na fotoradary, a nie drogi" (za "Najwyższym Czasem"). Te słowa padły 6 października 2007 roku na konwencji wyborczej PO z ust Donalda Tuska. I co teraz, kochani wyborcy PO? Dalej popieracie kochaną władzuchnę, która dmucha was bez mydła? Minął niecały rok, a PO robi dokładnie to, czego obiecywała nie robić. Czy jest jeszcze ktoś, kto ma wątpliwości, że retoryka wolnościowa PO to było to samo, co 100 mln Lecha Wałęsy i 5 mln mieszkań Kwaśniewskiego? Pijarowcy Platformy doszli zwyczajnie do wniosku, że do grupie docelowej (młodzi, wykształceni, z dużych miast) trzeba mówić to, co chce usłyszeć. Ciemny lud kupił. Mam nadzieję, że wyborcy PO wyciągną sensowne wnioski.
Kiedy widzę to co robi PO i porównuje to z jej wynikami w sondażach, ogarnia mnie czarna rozpacz. Czy my Polacy jesteśmy bandą idiotów, którymi tak łatwo manipulować?
Ps. Pisane na podstawie artykułu "Platforma haraczu drogowego" Dariusza Kosa w ostatnim Najwyższym Czasie . Polecam tym bardziej, że autor opisał jak z fotoradarami radzą sobie zaradni Cchińczycy.


Komentarze
Pokaż komentarze (49)