Grim Sfirkow Grim Sfirkow
96
BLOG

Czy polityk może być normalny? (na marginesie "Wrzeszczących sta

Grim Sfirkow Grim Sfirkow Polityka Obserwuj notkę 32

W swojej ostatniej książce - eseju politycznym, "Czas wrzeszczących staruszków", Rafał Ziemkiewicz próbuje wyjaśnić niepowodzenie projektu POPiS, a także IV RP. Skupia się między innymi na psychice Jarosława Kaczyńskiego. Przypomnijmy egzemplum, które miało zobrazować sposób myślenia prezesa PiS: mamy lata siedemdziesiąte, spotkanie KOR, siedzą w pokoju młodzi działacze. W pewnym momencie wchodzi starszyzna, w tym Jacek Kuroń. Młódź wstaje i ustępuje miejsca godniejszym. Za to Kaczyński, choć na jego krześle już powiesił kurtkę Jacek Kuroń, z uporem siedział i nie ustąpił. Ponieważ wydarzenie znamy z relacji samego Kaczyńskiego, wiemy jak on to interpretował: nie chciał ustępować Kuroniowi, bo niby dlaczego? Co to, on gorszy jest, czy jak? Kuroń był kilkanaście lat starszy od Kaczyńskiego, więc nie było by żadnym despektem, gdyby mu ustąpił. A jednak, Kaczyński zdecydował się złamać środowiskową hierarchię, której wyrazem było to, kto siedzi, a kto stoi. 

Wg. Ziemkiewicza pokazuje to cechy Kaczyńskiego: upór, aspiracje do zajmowania czołowej pozycji, duże poczucie własnej wartości, no i pewną nieczułość na zastane hierarchię. I faktycznie: czy Jarosław Kaczyński nie wykazał się tym wszystkim w czasie poprzedniej kadencji sejmu? Czy nie lekceważył ukształtowane w postkomunizmie hierarchie, atakując kolejne święte krowy typu lekarze i prawnicy, czy nie poruszał się w świecie mediów bez żadnego wyczucia, zrażając do siebie szybko dziennikarzy? Czy nie potraktował całkiem instrumentalnie, z pozycji siły swoich federatów (Giertych, Lepper), a potem wyrzucił ich na śmietnik?

To wszystko prawda, jednak wypada zauważyć, że Kaczyński nie jest jedynym politykiem na scenie politycznej, który nie do końca spełnia warunki normalności. Zaryzykował bym tezę: czasy komunizmu to był czas, który eliminował z polityki ludzi "normalnych". Normalny, czyli taki, który w polityce widzi profesję jak każdą inną, a nie pole walki. Tacy ludzie co najwyżej szli do PZPR, po najmniejszej linii oporu. W opozycji zaś zostawali tylko tacy, w rodzaju Kaczyńskiego. Innym przykładem człowieka, który poświęcił życie "sprawie", który życie osobiste podporządkował polityce, jest ten, którego Kaczyński podsiadł - Jacek Kuroń.

Kiedyś na wykładzie prof. Garlicki opowiedział następującą anegdotę: w czasach studenckich mieszkał w jednym akademiku, czy nawet w jednym pokoju z przyszłym wodzem opozycji, wówczas jeszcze studentem, Kuroniem. Były to lata pięćdziesiąte. Student Garlicki kupił sobie, zapewne u prywaciarza na bazarze koszulę, dokładnie "bikiniarską koszulę". Jaka to mogła być koszula, trudno dziś się domyślać, grunt, że była kojarzona ze "zgniłym Zachodem". Kiedy Garlicki pokazał się w niej w akademiku, jego przyjaciel, Kuroń, chwycił za nóż i gonił go z tym nożem po pokoju, dopadł i podarł na nim tę koszulę! Potem dopiero zaczął tłumaczyć mu, jakie to straszne przewinienie popełnił, jaki to młyn na wodę imperialistów taka koszula. "I wiecie co, Państwo jest w tym najgorsze" - zakończył facecję prof. Garlicki  - "że ja mu potem przyznałem rację!".

Więc  Kaczyński nie jest do końca normalny. Ale Kuroń - proszę Czytelników - czy on był normalny? Czy ktoś, kto narażał żonę i dzieci na niebezpieczeństwo - nota bene żona Jacka Kuronia została pobita, a jego syn leżał chyba dwa tygodnie w śpiączce - czy ktoś taki jest normalny? Więc - wg. potocznego poczucia normalności nie jest. Aby być w opozycji w latach '70 trzeba było odbiegać od normy, bo "normalny" człowiek ma rozwinięty instynkt samozachowawczy i nie pakuje się w sprawy, za które można naprawdę oberwać. Proszę zresztą spojrzeć na innych weteranów - polityków, czy oni są "normalni"? Czy taki Adam Michnik jest normalny ze swoją fiksacją na tle antysemityzmu i upiorów endecji? Czy Korwin - Mikke jest normalny, wciąż przecież próbujący wejść z powrotem do polityki? Czy Macierewicz jest normalny? 

Owszem, z tych, którzy zaczynali w latach '70 sporo było "normalnych", ale oni zasilili SLD. To jest zresztą jedno ze źródeł sukcesu tej partii na początku lat 90. Ci, którzy sprawdzili się w opozycji, do polityki demokratycznej nie nadają się. Z wielu powodów, na przykład mówią to co myślą. To było zaletą w czasach niedemokratycznych, ale w warunkach telewizyjnej demokracji tacy ludzie są od razu na straconej pozycji. Sukces wyborczy Jarosława Kaczyńskiego i jego dalsze wysokie notowania pokazują, że pośród opozycjonistów był postacią wyjątkową. Inni "nienormalni" nigdy w wyborach nie odnieśli znaczących sukcesów, poza pierwszymi wyborami, które trudno uznać jeszcze za warunki normalne.

Ziemkiewicz i inni wieszczą, że następuje koniec ery polityków "nienormalnych", którzy w polityce widzą misję. Być może to prawda, ale to oznacza, że wkraczamy w erę stagnacji. Przecież utrwalenie się obecnego ustroju Polski, to tragedia. Potrzebujemy zmian. Problem w tym, że profesjonalni polityce, którzy w polityce widzą tylko zawód jak każdy inny, nie są tym zainteresowani. My potrzebujemy Kaczyńskich i Kuroniów. Problem w tym, że dotychczasowi weterani nie zrobią niczego nowego, bo działają wg. recept sprzed dwudziestu lat. Taka jest główna teza książki Ziemkiewicza - obaj protagoniści sceny politycznej, a są to wg. Ziemkiewicza Kaczyński i Michnik, posługują się nietrafionymi diagnozami. Diagnoza Michnika, co starał się wykazać w "Michnikowszczyźnie", od początku mijała się z rzeczywistością. Recepta Kaczyńskiego - posłużenie się niższym aparatem partyjnym przy eliminacji "wierchuszki" to idea słuszna po wyborach kontraktowych i w czasach "wojny na górze", ale nie teraz. A mniej więcej taka była technika rządu Kaczyńskiego: nie ufamy nikomu, szczególnie tym którzy kierują się ideologią nie zyskiem, więc na stanowiska pchamy typów, o których wiemy, że i tak trzeba za nimi wysłać CBA. 

Wniosek: potrzebujemy polityków środka. Nie mogą to być politycy - profesjonaliści w sensie PO, którzy prezentują wizję zmian tylko na wybory. Nie potrzebujemy też polityków - wariatów, którzy w czasach dyktatury komunistycznej byli bardzo pożyteczni, ale teraz bywają szkodliwi. Jednak bez odrobiny wariactwa, wspartej profesjonalizmem, żadnych zmian w Polsce przeprowadzić się nie da. Oczywiście - w warunkach demokracji.

Popieram prawo własności, JOW, niskie podatki, przejrzyste prawo, karanie przestępców. Jestem przeciw uchwalaniu prawa, którego nikt nie będzie przestrzegał (poza frajerami). Nie mam nic przeciw skandynawskiemu modelowi państwa, o ile jego wprowadzanie rozpocznie się od przywrócenia monarchii.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (32)

Inne tematy w dziale Polityka