Wczoraj w sejmie miały miejsce bardzo nieciekawe wydarzenia. W komentarzach internautów widzę głównie narzekanie na amatorszczyznę PiS w starciu medialnym z PO. Moim zdaniem nie jest tak do końca. Uważam, że obie partie działały celowo. Punktem wspólny dążenia obu partii jest Zbigniew Ziobro, to o niego poszło. Uważam też, że na wczorajszej imprezie straci również sporo PO. Niestety - bo tym kto może zyskać jest tylko SLD.
Co PO wczoraj chciała osiągnąć: wywołać głośne protesty PiS celem ich medialnej kompromitacji przez odpowiednie przedstawienie, a przede wszystkim celem kompromitacji Ziobry. To Ziobro jest realnym przeciwnikiem Tuska w wyborach prezydenckich i dla jego kompromitacji warto złamać prawo. Warto też wypuścić Palikota z kolejną głupią wypowiedzią, żeby jeszcze bardziej podbić bębenek i sprowokować drugą stronę do nieprzemyślanej reakcji.
Natomiast PiS zależy na budowaniu wizerunku Ziobry, jako męczennika za praworządność, które układ próbuje zniszczyć. Dlatego też posłowie PiS dali się podpuścić, dlatego wrzeszczeli o Białorusi i tym podobne. Stwierdzili, że przygotowana przez PO prowokacja jest im na rękę, więc ochoczo wzięli w niej udział.
W ten sposób dążenia obu partii spotkały się i stąd mieliśmy wczorajszy spektakl. Obie celowały w swój elektorat i prawdopodobnie osiągnęły to, co zamierzały. Elektorat PO dostał komunikat o warcholstwie PiS, elektorat PiS został zapewniony w tym, że PO trzyma z "układem" i że PiS broni , walczy, stara się... Pewnie jest też trzecia grupa elektoratu, dla której obie partie skompromitowały się jednakowo. Ciekawe jak wielka to grupa. Zobaczymy to w sondażach poparcia dla partii politycznych w przyszłym tygodniu.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)