Wczoraj Bartosz Majewski pisał o inicjatywie ustawodawczej, która ma przywrócić właściwe proporcje modelkom występującym w telewizji. Ten niebywale istotny społecznie zabieg - "Karta walki z anoreksją" - jest inicjatywą rządu niemieckiego. Dziś za to na wp.pl czytamy o sporze w łonie rządu belgijskiego.
Chodzi o telefoniczne usługi seksualne. Zgodnie z belgijskim prawem rozmowy z telefonicznymi "paniami do towarzystwa" trwają tylko 10 minut, a następnie są automatycznie przerywane. Rozumiecie - obywatel Belgii wykręca numer na seks telefon i tak mu miło upływa czas, że nie zauważa, jak płyną kolejne minuty, naliczane po takiej taryfie, że wizyta w najbliższym przybytku rozkoszy nie była by wiele droższa. Rząd dba o obywatela i jego portfel, więc ustawowo przerywa rozmowę po 10 minutach.
Tymczasem minister do spraw przemysłu Królestwa Belgii postanowił "zliberalizować" prawo i dopuścić rozmowy 20 - minutowe. Zaiste, przejaw to kapitalistycznego zdziczenia, aby obywatel mógł z własnej woli przez 20 minut rozmawiać z "panienką" (albo i z 'chłopcem", przecież to zachodnia Europa...). Nic dziwnego, że przeciwko tej propozycji bardzo ostro zaprotestował szef resortu ds. ochrony konsumentów, argumentując, że zmiany odbiją się na rodzinnych budżetach. Czyżby więc wydatki na sekstelefony były tak dużą częścią budżetu przeciętnej walońskiej i flamandzkiej rodziny?
Kiedyś "seks przez telefon" było powiedzeniem żartobliwym, znaczącym tyle, co "czynność pozbawiona sensu". Dziś jest przedmiotem sporu między ministrami rządu. Na dodatek dzieje się to w kraju, który ma poważny problem z utrzymaniem jedności. Czy nie jest to dowód na zdziecinnienie polityków i wyborców? Przed Belgią stoją spore problemy, tymczasem politycy zajmują się sprawą delikatnie mówiąc nie najważniejszą z punktu widzenia państwa. Zastanawia mnie kto zajmuje się sprawami istotnymi, kiedy politycy i wyborcy mają głowy zaklejone bzdurami? Czy demokracja to ustrój postępującej fikcji? Mam wrażenie, że rząd systematycznie traci władzę na rzecz nieformalnych grup nacisku. Z tego powodu nie jest w stanie przeprowadzić żadnej istotnej zmiany. Zastępczo zajmuje się sprawami, które przykują uwagę opinii publicznej, a nie zmienią niczego istotnego w państwie. Skąd my to znamy? To chyba nie Polska zmierza w kierunku Europy, ale Europa w kierunku Polski.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)