73 obserwujących
515 notek
687k odsłon
  2463   3

ONR, jaki jest, każdy widzi. Czy aby na pewno?

Fama crescit eundo – Plotka po drodze rośnie.
Wergiliusz
image

Żyjący w XVIII stuleciu Benedykt Chmielowski zapisał się w pamięci potomnych jako autor pierwszej polskiej „encyklopedii” i zawartej w niej sentencji „Koń, jaki jest, każdy widzi”. Dziś stwierdzenie to służy jako figura retoryczna, a czasami wplata się je w opowieści o „zacofaniu” i rzekomo niskim poziomie umysłowym mieszkańców schyłkowej I Rzeczypospolitej. Prawdę powiedziawszy to ocena bardzo niesprawiedliwa, bo wprawdzie wiele haseł zawartych w dziele kanonika kijowskiego może obecnie porażać swą prostotą, ale przykładając  ówczesną miarkę do wspomnianej pracy należy przyznać, że ksiądz Chmielowski na tle epoki baroku był wyjątkowym minimalistą i „konkreciarzem”. Zresztą cóż mógł napisać więcej o zwierzęciu, które każdy człowiek widział niemal codziennie, tak jak my dziś mamy na okrągło do czynienia z samochodami. Nie były to przecież jeszcze czasy współczesne, charakteryzujące się m.in. tym, że według amerykańskich badań jedynie 15% dorosłych Nowojorczyków widziało na własne oczy… żywą krowę. Po co o tym wspominam? Ano z tej przyczyny, że minionych epokach sprawy i rzeczy postrzegano realistycznie. Nie dało się wmówić kmiotkowi, mieszczaninowi, szlachetce, magnatowi czyli ludowi en masse, iż to co widzą i czują  jest li tylko pozorem, fantasmagorią i mirażem. Liczyły się konkrety, a narracje o np. kilkudziesięciu płciach zostały by zbyte – co najmniej - wymownym puknięciem się w czoło. Niestety, było minęło. W naszych czasach prawda coraz częściej poddawana jest obróbce skrawaniem i - co ciekawe - efekty takich procesów znajdują nabywców. Doskonałym i aktualnym przykładem jest chociażby opowieść o Obozie Narodowo-Radykalnym.

Trzymam w ręku książkę autorstwa Szymona Rudnickiego zatytułowaną „Obóz Narodowo Radykalny”. Kupiłem ją niedługo po jej wydaniu, czyli w połowie lat 80-tych i muszę przyznać, że zrobiła ona na mnie spore wrażenie. Gdybym nie był „uzbrojony” w relacje dziadków oraz ich przyjaciół, zapewne uznałbym, iż ONR to forpoczta czartowskich legionów, starających się podbić niemal wiek temu ziemie nadwiślańskie. Bo przecież Autor prawie na samym końcu swej pracy napisał tak: „Działalność ONR cechowały skrajny nacjonalizm, całkowita nietolerancja wobec myśli innej niż własna, walka z wszelkimi przejawami demokracji i liberalizmu oraz dążenie do wprowadzenia systemu totalitarnego.” Czy to prawdziwa charakterystyka?

Powstały w 1934 r. ONR (i jego późniejsze odmiany) był organizacją hołdującą idei wspólnotowej. Momentami dochodziło do tego, iż z pewną dozą ostrożności można by przyjąć, że ocierała się ona o faszyzm. Oczywiście w zakresie omnipotencji państwa. Tak to wyglądało. Z drugiej strony – wbrew twierdzeniom prof. Rudnickiego - ideolodzy tego ruchu nie potępiali w czambuł demokracji, ale uznawali, iż jest ona akceptowalna w ramach i dla potrzeb państwa narodowego. Pogląd ten uzasadniali m.in. tym, iż demokracja w warunkach kraju multietnicznego jest systemem politycznym szkodzącym interesom gospodarzy kraju, czyli Polaków. W ich rozumieniu, w warunkach organizacji demokratycznej, żywioł dominujący i państwowotwórczy musiał w swych planach i zamierzeniach brać pod uwagę interesy mniejszości, co miało nie sprzyjać rozwojowi i generować konflikty natury społecznej, gospodarczej i politycznej. Rzecz jasna żaden z liderów ONR nie nawoływał do eksterminacji niepolskiej ludności. Każdy z nich prezentował za to stanowisko tego rodzaju, że mniejszości „aryjskie” winny zintegrować się z dominującym etnosem, a ludność żydowska powinna zaakceptować przywództwo Polaków lub emigrować. Można się z takimi poglądami zgadzać lub nie. Nie ma w nich jednak żadnej zwierzęcej niechęci do obcych i hołdowania totalitaryzmowi.

Los chciał, że czołowi działacze ONR słono zapłacili za swe poglądy i działania. Znaczna ich część nie dożyła czasów powojennych, a jeśli już, to zakończyła swój żywot w ubeckich kazamatach. Dodać koniecznie trzeba, że liderzy ONR z okresu przedwojennego nie wypadli sroce spod ogona. Byli to na ogół ludzie doskonale wykształceni i inteligentni. Prawnicy, nauczyciele, literaci, poeci, dziennikarze, naukowcy, przemysłowcy, studenci… Obok nich szeregi ONR zasilali w znacznej liczbie synowie i córki rzemieślników, robotników i chłopów. We wrześniu 1939 wielu z nich zostało powołanych lub zgłosiło się na ochotnika do Wojska Polskiego. Dzielnie walczyli (m.in. w szeregach obrońców Warszawy i SGO „Polesie” gen. Kleeberga), a potem byli awangardą konspiracji. Niektórzy z nich, przed wojną zaciekle antyżydowscy, widząc dramat Żydów starali się pomagać tej nacji do tego stopnia, iż zapłacili za to życiem. Mimo swych niepodważalnych zasług  po pokonaniu Hitlera stali się zwierzyną łowną, na którą szczególnie zaciekle polowało NKWD, KBW i UB. Bez przesady można powiedzieć, iż szeregowy członek podziemia narodowego o korzeniach onr-owskich miał po pojmaniu przez komunistów wielokrotnie mniejsze szanse przeżycia niż żołnierz AK. Nie powinno zatem dziwić, że w roku 1989 nie było silnych środowisk kontynuujących tradycję ONR.

Lubię to! Skomentuj53 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura