73 obserwujących
520 notek
699k odsłon
  539   2

Gangrena na probostwie w Wyszko… Stop! W Bydgoszczy

Największy wstyd, gdy go nie ma.
U. Zybura
image

W Niedzielę Wielkanocną wybrałem się do mojego dawnego kościoła parafialnego. Wokół budynku niespotykana pustka. Taka niemal postapokaliptyczna. Pandemia… Cóż. Byłem kilka minut przed rozpoczęciem mszy świętej i z tego względu przeszedłem się wzdłuż „Alejki Pamięci”, która wyłożona jest pamiątkowymi kamieniami z wypisanymi na nich nazwiskami poległych, zamordowanych i zaginionych podczas wydarzeń związanych z II Wojną Światową i w czasach tuż po niej. Następnie podszedłem do drzwi świątyni. Klak, klak, klak… Zamknięte. Kolejne wejście… Klak, klak… Tak samo. Trzecia próba okazała się także nieudaną. Kościół zakluczony. Możliwość uczestnictwa w spotkaniu z Wielkim Nauczycielem w dniu Jego zmartwychwstania dostąpili zatem wyłącznie ci, którzy zmieścili się w osobowym limicie. Reszta? A kto by się o nich martwił?! Prócz mnie pocałowało klamkę jeszcze kilka innych osób. A przecież wystarczyło wystawić prowizoryczny ołtarz przed drzwi kościoła i odprawić mszę dla wszystkich chętnych na świeżym powietrzu. Wszak pogoda w miarę dopisywała, w trakcie procesji „Bożego Ciała” jest to standardem. Generalnie żenada. Zawróciłem. Prawdę powiedziawszy byłem bardzo mocno zdegustowany, bo…

Pamiętam, gdy w parafii p.w. Świętych Polskich Braci Męczenników tętniło życie. Nabożeństwa gromadziły takie tłumy, że mnóstwo wiernych z braku miejsca uczestniczyło w nich na zewnątrz świątyni. Kościół odwiedzali artyści, chóry z Polski i zagranicy, mszę odprawiali i wygłaszali kazania kapłani z dawnych polskich Kresów, organizowano akcje charytatywne na rzecz niepełnosprawnych, Polonii z Ukrainy, Kazachstanu, Łotwy, wystawy, prelekcje, debaty.  Lekcje religii prowadzone przez wikarych nie polegały na zapamiętywaniu formułek i kolorowaniu obrazków, ale zawierały spory potencjał nowości i poważnego traktowania młodzieży. Systematycznie odbywały się msze w intencji Ojczyzny,  a ich gośćmi byli czołowi lokalni aktywiści antykomunistyczni, a całe grupy młodzieży z nabożną czcią wyśpiewywały „Boże coś Polskę”. Ba! Nigdy nie zapomnę nabożeństwa, w którym uczestniczył ks. Jerzy Popiełuszko… Działo się!

Gdy dziś wspominam te chwile, to jest dla mnie jasnym, że powyższe było wielką zasługą ówczesnego proboszcza, czyli ks. prałata R. Biniaka oraz jego podwładnych. Parafia żyła, pracowała, kreowała rzeczywistość. Ks. Biniak był postacią nietuzinkową.  Rodowity bydgoszczanin przylgnął całym sobą do Jezusa. Zgodnie z prl-owskimi zasadami odsłużył wojsko, a potem zasmakował wielkiego świata. Mimo tego nie stał się niewolnikiem progresywizmu czy też kunktatorem. Pozostał wierny swemu powołaniu i Nauczycielowi. Jako pierwszy od czasów zagrabienia władzy w Polsce przez komunistów rzucił im wyzwanie i postawił pierwszą powojenną świątynię katolicką w Bydgoszczy. Pamiętam, że w latach 70. nabożeństwa odprawiane były w cieniu konarów rozłożystego drzewa, a i tak uczestniczyło w nich mnóstwo ludzi. To on również nie bał się zapraszać w progi świątyni osób niewygodnych dla władzy (m.in. J. Rulewskiego czy ks. J. Popiełuszkę). Posiadał przy tym spory talent organizacyjny, co objawiło się w stworzeniu hospicjum im. ks. Jerzego… Sam miałem okazję kilkukrotnie pogawędzić ze zmarłym w 2009 r. proboszczem i z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że to był Gość. Celowo dużą literą.

Obecnie, poza zabarykadowaniem mojego kościoła, władze parafii wsławiły się bardzo nieprzyjemnymi wydarzeniami. Otóż kilka lat temu zaistniała sprawa ks. Mirosława K., któremu postawiono zarzut molestowania seksualnego. Jak tam „ksiądz” Mirosław sobie poradził – nie wiem. Mam nadzieję, że jeśli kanoniczne dochodzenie prowadzone przez Kongregację Nauki Wiary dowiodło jego winy, to Mirosław K. nie chodzi już w sutannie. Niestety to nie koniec. Dosłownie kilkanaście dni temu wybuchała kolejna afera. Okazało się, iż wikary Rafał K. prowadził pozauszpasterską działalność. Mianował się bowiem „seksuologiem-amatorem”. Do praktykowania miał wybierać kilkunastoletnich chłopców  (głównie spośród ministrantów) i zapraszać ich na „sesje terapeutyczne”. W ich trakcie mierzył penisy przed i po… masturbacji. Na nagraniach stanowiących dowody jego przestępczej działalności można usłyszeć słowa „czy mógłbyś się rozebrać, bo tu jest zbyt ciepło, żebyś się nie przegrzał. Teraz zrób to, spokojnie, nie wstydź się, jesteśmy sami. Słychać, jak najpierw każe chłopakowi się rozebrać, a później zabiera się za mierzenie jego penisa.” Co najsmutniejsze w sąsiedniej parafii pod wezwaniem Opatrzności Bożej, oddalonej od opisywanego kościoła o kilometr, molestował i gwałcił chłopców ksiądz Paweł K., przeniesiony tu na czas procesu karnego o molestowanie dzieci z archidiecezji wrocławskiej…

Lubię to! Skomentuj35 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale