94 obserwujących
646 notek
963k odsłony
  1214   8

Problem z elitami w Polsce, czyli @janhenryk idzie do przodu… tyłem

Ja lękam się Danaów, nawet gdy dary przynoszą.
Wergiliusz

image

Ta notka dotyczy blogera @janhenryk, czyli po ludzku - Jana Wiktora Hertrich-Woleńskiego. Oczywiście, pana profesora Jana Wiktora Hertrich-Woleńskiego. Ale nie tylko jego. Mam bowiem zamiar wykorzystać (co za słowo!) przykład @janahenryka do zwrócenia uwagi na pewne zjawisko, dotykające – niekiedy boleśnie – mieszkańców kraju nad Wisłą. Nim jednak przejdę do rzeczy, przypomnę ważny cytat z tekstu R. Ziemkiewicza, o którym dziś mało kto pamięta.

…jeśli istnieje coś takiego jak elita, to po to, aby dawać warstwom niższym wzory – przyzwoitości, honoru, uczciwości. Aby swym istnieniem pokazywać, że nie wszystko, co nie jest zabronione kodeksami, jest dopuszczalne, i że aby stać się człowiekiem szanowanym, trzeba spełnić pewne wyśrubowane normy, dotyczące nie tylko posługiwania się nożem i widelcem.

No dobrze. W ramach rozruchu krótkie wyjaśnienie. Otóż miałem pewne obawy przed poświęcaniem postu konkretnej osobie z naszego grona. Może byłoby to nadużycie, nietakt, faux pas? Zrozumiałem jednak, że skoro s24 służy nie tylko do zamieszczania określonych informacji i prezentowania poglądów, ale również do dyskusji pomiędzy siostrami i braćmi w internetowej ekumenie, to: czemu nie?! Wszak otwartość i szczerość droższe szlachetnych kruszców. Ponadto sam kiedyś stałem się bohaterem, albo precyzyjniej - obiektem lirycznym, który został wzięty na warsztat przez pewnego kanadyjskiego inteligenta z Vancouver. A dlaczego akurat o @janhenryk? Prosta sprawa! A no dlatego, iż rzeczony (to dowód, że potrafię po krakowsku) z wyżyn Areopagu zechciał zerknąć na jeden z popełnionych przeze mnie tekstów i z mentorskim zacięciem udzielić mi kilku profesorskich wskazówek. Czy niegrzecznych? Nie. Raczej jałowych. Na to – wio!

W tym miejscu nie mam zamiaru zajmować się osiągnięciami naukowymi Profesora. Ma niewątpliwie na tym polu spore osiągnięcia, a ja nie czuję się kompetentny oceniać fachowo takich „klinkierówek” jak Epistemologia..., czy coś w ten deseń. Tym niech zajmują się sformatowani przezeń doktorzy i magistrowie. Nie oznacza to wszakże, że wywiesiłem białą flagę. Wysłuchałem dwóch publicystycznych wykładów @janhenryk. Przejrzałem także kilka, ocierających się o politykę i historię,  artykułów; takich w sam raz na moją głowę. I co z tych lektur wyniosłem? Niemało.

Jan Wiktor Hertrich-Woleński jest w naszym kraju znany między innymi z tego, że stanowi  wzorzec współczesnego wolnomyśliciela, nie kłaniającego się żadnemu dogmatowi i używającego rozumu nawet podczas wiązania sznurówek. Erste Klasse! Prócz tego przy każdej sposobności zachwala otwartość, tolerancję i empatię, ganiąc jednocześnie rasizm, zaściankowość, mitologizowanie, nacjonalizm, ksenofobię. Dzięki takim opiniom oraz bezkompromisowej postawie w trakcie ich głoszenia zaimponował wielu. W tym licznym doktorom i magistrom. To przecież nie byle co.  I wspominam o tym bez cienia ironii. Zdawać by się  zatem mogło, iż bloger @janhenryk, zarówno zawodowo, jak i hobbystycznie,  doskonale wykorzystuje kwanty swej cennej energii na kruszenie zmurszałego muru ludzkich przesądów, uprzedzeń... Problem w tym, że tylko tak się wydaje. Przesadzam?  A skąd!

Utwierdziłem się w takim przekonaniu po zapoznaniu się z charakterem stowarzyszenia, którego członkiem jest (?) a znaczącą personą był, Jan Wiktor Hertrich-Woleński. Mam na myśli organizację znaną pod nazwą B’nai B’rith (pol. Synowie Przymierza), czyli najstarszą (1843 r.) nieprzerwanie działającą żydowską organizację na świecie. Gwoli uprzedzenia ewentualnych zastrzeżeń dodam, że przynależność do takiej czy innej organizacji jest prawem każdego człowieka i w związku z tym, nikt rozsądny nie powinien z samego faktu uczestniczenia w niej czynić komukolwiek zarzutu, ale…  Problem w tym, że wspomniana loża ma bardzo wyśrubowane zasady przyjmowania w swoje szeregi, a  przyświecające jej cele są – nazwijmy je neutralnie – dość oryginalne.

Otóż przedstawiciel B’nai B’rith przy UNESCO informuje, że B’nai B’rith jest międzynarodową organizacją żydowską, która poświęca się bezpieczeństwu i trwałości narodu żydowskiego i państwa Izrael, obronie praw człowieka, zwalczaniu antysemityzmu, bigoterii i ignorancji, tudzież okazywaniu usług społeczności na zasadzie najszerzej pojętych zasad humanitarnych. Jej zadaniem jest zjednoczyć osoby pochodzenia żydowskiego i uwydatnić tożsamość żydowską za pośrednictwem wzmacniania żydowskiego życia rodzinnego i wychowania i kształcenia młodzieży, szeroko pojętych usług dla osób starszych, oraz obrony Żydów i działalności na ich korzyść na całym świecie. Ta sama osoba, tj. Witold Zyss, dodaje również, iż Pośród wielu czynności podejmowanych przez B’nai B’rith najbardziej widoczną jest działalność mająca na celu zwalczanie rasizmu, dyskryminacji rasowej i antysemityzmu i obronę praw człowieka. I pięknie! I ładnie! Być może niejeden Polak zechciałby stać się członkiem tak bardzo postępowego i humanitarnego stowarzyszenia. Bęc! Tego nie da się zrobić, ponieważ choć BB nie jest organizacją tajną (w Polsce działa jak zwykłe stowarzyszenie), nie można się do niej po prostu zapisać. Należy zostać zaproszonym i mieć rekomendację co najmniej dwóch członków. Członkiem może być jedynie osoba pochodzenia żydowskiego (także po konwersji na judaizm)… Chętnym spoza ekskluzywnego środowiska pozostaje realizowanie się w Polskim Związku Filatelistów, Bractwie Piwnym lub Korporacji Kominiarzy Polskich.

Lubię to! Skomentuj51 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale