94 obserwujących
661 notek
989k odsłon
  4274   28

Dość zabawy z KPO! Weźmy przykład z Korei Płd.

Poświęcenie jest ofiarą dobrego dla lepszego.
Jan Fedorowicz
image

Pośród wielu obrazów, które w ciągu mego życia zapisałem na „twardym dysku” jeden wciąż ma wyraźne kolory i nieodmiennie wzrusza. Mam tu na myśli dwoje koreańskich staruszków z Południa, którzy ze łzami w oczach tłumaczyli dziennikarzowi powód, dla którego oddali swe małżeńskie obrączki na rzecz skarbu państwa. Otóż w latach 1997-98 kryzys finansowo-gospodarczy począł pożerać kilka krajów wschodniej Azji. Rozpoczął się w Malezji, by z prędkością błyskawicy wtargnąć m.in. w granice Indonezji, Filipin, Singapuru oraz Korei Południowej. Ta ostatnia  przy końcu lat 60. rozpoczęła transformację będącą wzorem dla – właściwie – całego świata. Polityka Japonii okupującej Płw. Koreański w latach 1910-45 była bardzo podobna do tej prowadzonej przez III Rzeszę na ziemiach polskich. Tokio bacznie pilnowało, aby jej kolonia nie powstała z kolan. W efekcie Koreańczycy otrzymali od okupantów szanse na realizowanie się przy uprawie roli, w szeregach wojsk pomocniczych oraz… w domach publicznych. Wystarczy wspomnieć, iż po wojnie koreańskiej osób z wyższym wykształceniem było dziesięciokrotnie mniej (sic!) niż w Polsce po II Wojnie Światowej. Prócz tego ludność Południa była znacznie biedniejsza od tej z Północy, a poziom PKB per capita oscylował wokół wartości uzyskiwanych w takich krajach jak Etiopia, Afganistan, czy też Jemen.

Ponad dwie dekady intensywnych działań polegających na scholaryzacji społeczeństwa, wprowadzeniu wolności gospodarczych, wsparciu państwa dla innowacyjnych projektów przemysłowych, inwestowaniu w szkolnictwo wyższe, uporządkowaniu oraz uproszczeniu przepisów podatkowych itd. itp. przyniosły niezwykle pozytywne efekty. Niestety system finansowy (w tym bankowy) nie został odpowiednio zabezpieczony i właśnie przez tę „szparę” rosnąca zamożność mieszkańców Republiki Korei zaczęła wyciekać na konta światowych macherów. Spadła wartość koreańskiej waluty, rozpanoszyła się inflacja, wzrósł poziom bezrobocia.  Wydawało się, że wielki wysiłek włożony w unowocześnienie i rozwój kraju pójdzie na marne. Nie doceniono jednak determinacji władz – i co równie ważne – społeczeństwa koreańskiego. Rząd nie owijając w bawełną przedstawił obywatelom stan państwa i zarysował rozważane scenariusze. Każdy z nich był bolesny. Jednak Seul uzupełnił przekaz o prognozę zawierającą efekty jakie każda z reform może przynieść i w jakim czasie. Koreańczycy gremialnie wsparli rząd i jak jeden mąż podjęli działania zawierające się w dokonywaniu oszczędności w wydatkach osobistych, wykorzystywaniu energii, cięciu kosztów na poziomie centralnych i lokalnym. Ba! Całkiem spora grupa Koreańczyków przekazała cenne precjoza (np. biżuterię i złote monety) na rzecz skarbu państwa. Ale to nie wszystko…

Nie jestem ekonomistą i  dlatego nie mam zamiaru wymądrzać się niczym Janusz… Lewandowski, ale liczne źródła podkreślają, iż na recepcie zapisanej chorej Korei Południowej zabrakło… zadłużania się u światowych banksterów. Podobno z ofertami pożyczek wystąpiły całe legiony oferentów, ale seulskie władze zdawały sobie sprawę z tego, iż w ten sposób mogą nieodwołalnie wpaść w sieć finansowych uzależnień, a poprzez to  utracić suwerenność (lub co najmniej jej znaczną część) i ograniczyły się do niewielkich i naprawdę niezbędnych kredytów (głównie z USA), które bez problemu zostały spłacone. Przykład ten pokazuje dobitnie, że w sytuacjach kryzysowych kluczem do wyjścia zeń jest postawa wspólnoty. Nie cudze pieniądze, nie łaska pańska, nie interesowne wsparcie bogatszych, nie machlojki finansowe, ale świadoma wola narodu. Dziś Korea Południowa jest potęgą gospodarczą, finansową, kulturową i militarną. A jeszcze w czasach, gdy stawiałem pierwsze kroki na tym świecie byliśmy (nawet w warunkach komuny) od Koreańczyków zamożniejsi. Dlaczego przywołałem ten epizod z nieodległej historii odległego kraju?

Dziś przypadkowo trafiłem na wypowiedź prof. Z. Krasnodębskiego, który bez owijania w bawełnę stwierdził, że Polska winna zrezygnować ze starań o pieniądze w ramach KPO. Europoseł, człowiek zwykle zadziwiająco opanowany i umiarkowany, podzielił się tą opinią wyraźnie zirytowany. Widocznie uświadomił sobie, że rzadko kiedy droga do celu jest tylko jedna. Chcemy być bogatsi, silniejsi, nowocześniejsi i… samodzielni? Nie chcemy Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, dyktatury dewiantów, glajszachtowania obyczajów i kultury, realizacji projektów demolujących zdrowy rozsądek, rządów kunktatorów i kuglarzy? Jeśli tak, to może warto dać sobie spokój z wsłuchiwaniem się w słowa hochsztaplerów zaludniających brukselskie biura i pójść drogą przetartą przez  Koreę Południową? To byłoby trudne, ale zapewne nie niemożliwe.

Link:
http://repozytorium.uni.wroc.pl/Content/108811/PDF/008_Olesiuk_M_Gospodarczy_cud_na_rzece_Han.pdf

---------------------------

Obrazy wykorzystywane wyłącznie jako prawo cytatu w myśl art. 29. Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych

Lubię to! Skomentuj161 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka