94 obserwujących
646 notek
963k odsłony
  1174   3

Sarmaci i polski sarmatyzm, czyli asocjacje niebanalne

Poznać – to natknąć się na jakąś tajemnicę.
Karel Čapek

image

„Starożytni rozróżniali dwie Sarmacje, jedną położoną w Europie, drugą w Azji, graniczące ze sobą i ze sobą połączone. […] Terytoria te [tj. Sarmacji Europejskiej] na zachodzie sięgają do rzeki Wisły, , a na wschodzie kończą się na rzece Don.” Tymi słowy Maciej z Miechowa, a właściwie chłopski syn - Maciej Karpiga, rozpoczął swój słynny „Opis Sarmacji azjatyckiej i europejskiej”. W zgodnej opinii badaczy była to pierwsza, i w znacznym stopniu udana, próba naukowego opisu ziem wschodnioeuropejskich. Pośród bogactwa danych i informacji zawartych w dziele żyjącego na przełomie XV i XVI w. polskiego uczonego dla nas najbardziej interesującym są te dotyczące geograficznego aspektu pracy. Tak się bowiem składa, że - wbrew potocznej opinii - Miechowita nie propagował idei pochodzenia polskiej szlachty, czy też ogółu Polaków, od ludów sarmackich, ale dowodził, że granice antycznej Sarmacji sięgały aż po wstęgę Królowej Polskich Rzek. Z takim podejściem trudno polemizować, gdyż wielu starożytnych na tej właśnie linii widzieli „miedzę” pomiędzy Sarmacją a Germanią. Co ważne, obu pojęć nie należało rozumieć jako ścisłe rozgraniczenie etnosów germańskiego i sarmackiego, lecz podobnie jak Galię oraz Italię, w których tysiące lat temu żyły nie tylko plemiona celtyckie czy italskie, ale ludy bardzo różnego pochodzenia. Decydowała geografia. Wydaje się zatem, że kariera „sarmatyzmu” nie wyrosła na podglebiu formatów – nazwijmy je roboczo – narodowych, ale… geograficznych. XVI i XVII wieczni herbowi czytający pasjami wszelkiego rodzaju traktaty uznali, iż znaczna część państwa, które zamieszkują, była dawnymi czasy ojczyzną Sarmatów. Ludzi rycerskich, odważnych, zaradnych, kochających wolność, bywałych w świecie, szanujących tradycję i… białogłowy oraz przyprawiających o ból głowy i dolnej części ciała takie potęgi jak Imperium Rzymskie, królestwa germańskie czy Konstantynopol. Tacy antenaci to nie byle co! Stąd też już po odejściu Macieja z Miechowa, tacy publicyści jak: M. Bielski, St. Orzechowski czy M. Kromer ochoczo podjęli „wrzutkę” Miechowity.

Propaganda sarmatyzmu była tak skuteczna, iż przyjęła go nie tylko niemal cała brać szlachecka, ale również zagranica. Polak-Sarmata. Taka zbitka galopowała po całej Europie. Od Londynu, po Moskwę, i od Istambułu po Sztokholm. Co ciekawe sarmatyzm nie przejawiał się li tylko w postaci obyczajowych ciekawostek lub książkowych ekskursów. Stał się stylem życia, metodą polityczną, cywilizacją niemal. I trzeba dodać, że święcił prawdziwe tryumfy. To na dworach hospodarów rumuńskich, w Kurlandii, Carstwie Moskiewskim, Prusach Książęcych, a nawet Chanacie Krymskim naśladowano obyczaje, styl, ubiór,  kulturę panów braci, a mowa polska - przez pewien okres - pełniła w tych krainach rolę lingua franca wschodniej części naszego kontynentu. Ktoś powie: „No tak, ale ten cały sarmatyzm został wyssany z bardzo brudnego palucha”. Czy aby na pewno? Zdecydowana większość nowożytnych uczonych podziela pogląd sceptyków. Jacy Sarmaci? Jacy Polacy? Jaka szlachta? Krótko mówiąc: „Gdzie Rzym, a gdzie Krym?” Osobiście uważam, że w idei sarmatyzmu, artykułowanej i rozumianej jako doszukiwanie się wśród Sarmatów przodków Polaków nie wszystko jest mitem. Skąd taka opinia? Oczywiście nie ma tu miejsca na cofanie się do Adam i Ewy, dlatego poprzestanę na kilku uwagach wspierających pogląd, że z tymi relacjami polsko-sarmackimi było coś na rzeczy.

Przypomnę, iż zwolennikami twierdzenia o intensywnych relacjach słowiańsko-sarmackich (a w konsekwencji polsko-sarmackich) byli uczeni tej miary co prof. K. Moszyński oraz prof. T. Sulimirski. W niektórych swoich pracach przywoływali przykłady elementów kultury duchowej i materialnej Słowian, które – ich zdaniem – zostały zaczerpnięte z dziedzictwa ludów sarmackich. Zaznaczę: sarmackich, bo nigdy nie istniało jedno plemię Sarmatów. Oni sami wywodzili się ze wspólnoty określanej mianem indo-irańskiej, a więc zawierającej w sobie m.in.: Scytów, Medów, Persów, (indyjskich) Ariów, jak i samych Sarmatów. Ci ostatni dzielili się na mnóstwo odłamów, które pojawiały się na kartach historii kolejno przez wiele stuleci. Jazygowie, Roksolanie, Aorsowie, Syrakowie, Alanowie, a prawdopodobnie również… Antowie i Chorwaci oraz Serbowie. To co łączyło te wspólnoty, to indoeuropejskie pochodzenie, podobne języki, styl życia, wiara oraz ekumena, którą pierwotnie zamieszkiwali. Jako (w przytłaczającej większości) koczownicy przemieszczali się po olbrzymich terytoriach. Od Jeziora Aralskiego, przez stepy nadkaspijskie i nadczarnomorskie, aż po Wielką Nizinę Węgierską. Ba! W okresie świetności, czyli  czasu Wędrówek Ludów, dotarli na Sekwanę, Ebro, Tamizę, do Afryki Północnej, a nawet (to już nieco później) na dwór cesarza Chin, gdzie stanowili jego gwardię przyboczną. Rozmach, że ho ho! Ale… Dziś, poza narodem Osetyńców,  nie zostało po nich zbyt wiele. Żywego, bo w „skamielinach” całe mnóstwo.

Lubię to! Skomentuj47 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura