94 obserwujących
662 notki
990k odsłon
  621   1

Po co komu historia?

Mądrość to córka doświadczenia.
Leonardo da Vinci

image

Jednym z najstarszych dowodów na praktykowanie przez ludzi nauki jest niepozorna tabliczka z symbolami faz księżyca datowana na schyłek epoki paleolitu, czyli ok. 32 000 lat p.n.e.! Ktoś to zaobserwował. Ktoś to zapamiętał. Ktoś zrozumiał  sens wydarzeń. To bardzo ciekawe, gdyż zadaje kłam popularnemu przekonaniu, iż nasi dalecy przodkowie zajmowali się li tylko zaspakajaniem potrzeb biologicznych. Oczywiście to znalezisko ma charakter symboliczny i w kontekście początków nauki, definiowanej na sposób współczesny, należy je traktować z pewną dozą rezerwy. Nie mniej świadczy dobitnie, iż nasi antenaci już w tak zamierzchłych czasach interesowali się czymś więcej niźli tylko samymi sobą oraz najbliższym otoczeniem.

Obecnie najpopularniejszym podziałem nauk jest ten rozróżniający nauki ścisłe (matematyczne i przyrodnicze) oraz humanistyczne. Nie muszę dodawać, że ma on charakter nieco anachroniczny, bo takie gałęzie wiedzy jak socjologia czy ekonometria są wręcz przesycone matematyką, a jedna z młodszych, czyli archeologia, nie może obejść się bez chemii, fizyki i geologii. Ale zostawmy to. Znacznie ważniejszym w tym miejscu jest spostrzeżenie, iż przyznawanie jakiejkolwiek nauce miana królowej lub króla wydaje się nadużyciem. Wprawdzie i dziś większość z nas powtarza, że korona należy się matematyce, ale mało kto zadaje sobie pytanie: dlaczego właśnie jej? Też nad tym myślałem. Nie raz i nie dwa. Jadąc autem, pociągiem, tramwajem, lecąc samolotem lub płynąc statkiem. I zawsze wtedy atakowała mnie natrętna myśl, że bez specjalistycznych obliczeń żadna bimba, żaden elektrowóz, żaden statek powietrzny nie mógłby poprawnie działać i realizować zadania wyznaczone mu przez człowieka. Wtedy się poddawałem, lecz…

Rzecz jasna w zamierzchłej przeszłości właściwie każdy był zainteresowany tym ile posiada kóz, kiedy trzeba posiać lub zasadzić taką lub inną roślinę, kiedy należy obchodzić takie lub inne święto, czy wreszcie jak wiele ziemi należy do danej rodziny albo pojedynczego człowieka? To ważne pytania i to one przyczyniły się do narodzin matematyki. Można rzec, iż ją poczęły. Czy zatem na najwyższym podium winna stanąć bezapelacyjnie matematyka? No nie wiem… Winniśmy pamiętać, że dawno dawno temu równie istotnymi jawiły się zagadnienia dość odległe od nauk ścisłych. Przecież równie ważnym była znajomość walorów leczniczych określonych ziół, czy też umiejętność  nastawiania złamanych kończyn (prapoczątki medycyny!), znawstwo w  odnajdywaniu gleb, pod którymi skrywały się pożądane surowce i minerały (prapoczątki geologii i mineralogii), wiedza na temat zwiększania plonów poprzez określone metody i rodzaje użyźniania roli (prapoczątki biologii i chemii), orientowanie się w pochodzeniu i koligacjach osobniczych (m.in. po to, aby nie naruszyć tabu kazirodztwa, a więc początki „genetyki”), tłumaczenie snów i zjawisk naturalnych (prapoczątki psychologii i teologii). No dobrze, a gdzie tu historia?

Przytłaczająca większość badaczy zajmujących się historią nauki twierdzi, iż od zarania dziejów jedną z najważniejszych potrzeb  jednostki była potrzeba przynależności. Potwierdzają to pośrednio współczesne obserwacje wskazujące na zaburzenia w zakresie jej zaspakajania skutkujące alienacją (głównie psychiczną i moralną). Człowiek, jako istota społeczna,  nie tylko musiał, ale i chciał przynależeć. Pierwotnie do rodziny, rodu, plemienia, a później narodu, czy nawet szerszego zrzeszenia. Stąd brały się wszystkie mity o prapoczątku; najczęściej nadprzyrodzonego. Na ogół jakaś boska postać (lub postacie rozkręcały) proces prokreacji lub stworzenia dając początek całemu łańcuchowi pokoleń. Pamiętanie o przodkach, a tym samym o korzeniach swoich i swojego ludu, było swoistym obligo. Nie bez przyczyny w najstarszych zabytkach piśmienniczych napotykamy liczne genealogie, które jak gdyby konstytuują daną postać, w jakimś sensie rezerwują jej miejsce w czasie i ekumenie, są wyraźnym sygnałem dla wszystkich zainteresowanych daną osobą. Ot, choćby w Ewangelii św. Mateusza, odnośnie rodowodu Jezusa Chrystusa, napotykamy takie słowa:

"Abraham był ojcem Izaaka, Izaak ojcem Jakuba, Jakub ojcem Judy oraz jego braci.  Juda był ojcem Faresa i Zary; ich matką była Tamar. Fares był ojcem Hesroma, Hesrom ojcem Arama…"

Podobne, chociaż zwykle krótsze, wyliczenia znane są również ze starszych niż biblijne zabytków: egipskich, hetyckich, babilońskich, asyryjskich… To nie przypadek. Tego bowiem oczekiwali pojedynczy ludzie i całe wspólnoty. Co ciekawe, pragnęli tego nie tylko mieszkańcy Bliskiego Wschodu, ale także Chińczycy, Rzymianie, Celtowie, Inkowie, Germanie, Słowianie, Ormianie, Mongołowie, ludy Bantu… To jedno.

Lubię to! Skomentuj33 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura