96 obserwujących
669 notek
1008k odsłon
  5599   24

Dlaczego totalni nienawidzą Kaczyńskiego?

Jakże kłopotliwa jest nienawiść bez wzajemności.
L. Kumor
image

Na początek krótka anegdota. Prawdziwa. Dawno, dawno temu, czyli ze trzydzieści wiosen wstecz, miałem okazję podróżować pociągiem wspólnie z… Anną Bańkowską. Poseł Anną Bańkowską, która w owym czasie reprezentowała Sojusz Lewicy Demokratycznej. Poprzednio PZPR,  później Socjaldemokrację Polską, a następnie Lewicę. Starsi Czytelnicy pamiętają, iż odnotowała w swym życiu także epizod polegający na sprawowaniu funkcji Prezesa ZUS. Nie zabawiajmy się jednak w anachronizmy… Rzecz w tym, że pomiędzy nami rozpoczęła się pogawędka. Zrazu luźna, kurtuazyjna, o pogodzie. Wraz z upływem czasu tematyka popłynęła na księżycowy Ocean Burz. Czas był gorący, moja głowa młoda, pani Bańkowska ustosunkowana i zakorzeniona. Przyznam, iż nie miałem żadnych oporów, aby zaprezentować własną opinię na temat wkładu „czerwonych” w dzieje Rzeczypospolitej, a ponadto szczerze  i otwarcie zaznaczyłem, iż formacja pani poseł przez lata służyła wcale nie interesom polskim, ale obcym, poprzez co obywatele RP przez dekady nie mogli cieszyć swych oczu i serc Niepodległą. Na takie dictum moja towarzyszka podróży żachnęła się i niczym Lechosław Goździk na wiecu wypaliła: „A po co wam ta niepodległość? Co wy z nią chcecie zrobić?”. Te słowa zapadły mi w pamięć niczym modlitwa „Ojcze nasz”. I najważniejsze… W tym samym momencie poczułem wręcz fizycznie (tak, poczułem, bo wcześniej tylko wiedziałem), iż złośliwy los fundując nam wojnę, okupację, dominację sowiecką, a potem „Okrągły Stół” otworzył drzwi do karier wielu specyficznym osobom. Osobom, dla których jedyną akceptowalną ideą jest kundlizm-wazelinizm. I to one przez lata grały pierwsze skrzypce w III RP. A teraz samo gęste…

W tytule notki wstawiłem słowo „nienawidzą”. Nie „konkurują”, nie „nie lubią”, nie „nie poważają”, nie „nie zgadzają się”, nawet nie „nie cierpią”. Zwyczajnie i po prostu „nienawidzą”. I uczyniłem tak w pełni świadomie, bo intensywność uczuć, sprzedawane treści, zachowania i czyny jasno dowodzą, iż idzie tu o nienawiść. Jednak jeśli ktoś sądzi, że wspomniane negatywne uczucie jest wynikiem frustracji narodzonych z porażek, zazdrością o skuteczność czy umiejętność formułowania i przekazywania programu albo niesmaku wywołanego przez kocią sierść na marynarce prezesa, to jest w gargantuicznym błędzie. Źródła nienawiści totalnych biją gdzie indziej.

Przyznam otwarcie, że tzw. Zjednoczona Prawica zbyt często potyka się o własne nogi. Temu nikt rozsądny i nie pozbawiony zmysłu krytycznego nie powinien zaprzeczać. Niekiedy są to wtopy tego rodzaju, że gdy się z nimi zapoznaję swędzi mnie między palcami u stóp. Szkoda miejsca i czasu na przywoływanie ich listy, ale na Boga!, niechaj ta formacja czym prędzej  zrobi coś np. z p. Ł. Jasiną, który – jako wysoki urzędnik RP -  co rusz deklaruje się jako sługa. A to Ukrainy, a to Izraela… Zostawmy.  Z drugiej - i zapewne ważniejszej – strony, tzw. Zjednoczona Prawica podejmuje działania niezwykle potrzebne naszemu krajowi, jak i naszemu narodowi. I to bez dwóch zdań. Jestem przekonany, że przede wszystkim dzieje się tak za sprawą Jarosława Kaczyńskiego. Powtórzę: prezes PiS zastanie zapamiętany jako - co by nie mówić -  człowiek, który po latach imposybilizmu „ruszył bryłę (Polski) z posad świata”.  Rzecz jasna przywódca rządzącej formacji ma kilka szkodliwych słabości. Choćby taką, iż zbyt często dobiera sobie do współpracy postacie żywo przypominające figury z gangsterskich filmów (vide: za tzw. pierwszego PiS-u). Jednakże - per saldo - z punktu widzenia przeciętnego Polaka, któremu nie jest wszystko jedno, bilans jego dokonań należy uznać za pozytywny. I teraz pojawia się pytanie o motywację Kaczyńskiego. Wszak dzisiejszy świat polityki to na ogół żałosna bandyterka. Jak okiem sięgnąć. Od Wysp Brytyjskich po Nowy Jork. I od Przylądka Dobrej Nadziej po Spitsbergen. Łapówkarze, adoratorzy prostytucji, pedofile, zdrajcy, kanalie, kłamcy, donosiciele, cynicy, egoiści, złodzieje… Wiele można zarzucić J. Kaczyńskiemu, ale nie to. Odnoszę wrażenie, że ten człowiek wziął sobie za azymut wartości tak pięknie rozkwitające w środowiskach polskiej inteligencji z okresu przed odrodzeniem II RP. Służyć narodowi, dbać o jego dobrostan, trzymać dlań fason. Ponadto być po prostu przyzwoitym człowiekiem. Nie świętym, ale przyzwoitym. I chyba mu to wychodzi.

Po przeciwnej stronie barykady zgrupowały się środowiska, dla których polityka jest li tylko sposobem na życie. Granty, łapówki, dostęp do funduszy, frukta dla kuzyna i kochanki, ciepłe posadki, dominacja… Jednym słowem: władza. I wszystko co z nią związane. A Polska i Polacy? „Frajerstwo”, „ćwoki”, „gamonie”, „plebs”, „nieroby”, „biomasa”… Taki sort okupuje znaczną część ław poselskich, fotele prezydenckie w miastach RP i te w Brukseli. Dla nich wszystko co nie da się przeliczyć na dolary, nowe modele BMW i (niekiedy wymuszone) kontakty seksualne z podwładnymi to proch i pył. A ci, którzy na nich głosują to jedynie głupcy, którym nie warto nawet powiedzieć słowa prawdy. Tak to widzę i jestem pewien, że trafiam w punkt.

Lubię to! Skomentuj213 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka