32 obserwujących
61 notek
209k odsłon
  114   1

Kto może być zebrą?

- Przybyłam na spotkanie – wydyszał osobnik – mam nadzieję, ze się nie spóźniłem.

- Ależ skąd, proszę pani! Tak się cieszę – zakrzyknąłem z przejęciem.

Dopiero teraz poznałem, że to… pani Turska przybyła na umówiony wywiad. Te pasy na twarzy i ta… grzywka. Ona ma pędzel przyczepiony do czoła! - pomyślałem zdumiony

– Chciałem panią spytać, o prześladowania, jakich pani doznaje, ze strony naszego społeczeństwa, które nie chce uznać w pani prawdziwej kobiety – zacząłem rozmowę.

- Oh, to już przeszłość. Poszedłam dalej. Nic nie zatrzyma postępu, ani kobiety chcącej osiągnąć to, co chce osiągnąć – wyszeptała pani Turska, uśmiechając się skromnie – Jest pan pierwszym dziennikarzem, któremu udzielam wywiad po mojej przemianie! Jestem całkiem nową osoba, jestem odmieniona, jestem taka podniecona…

-Taaaak… – powiedziałem, by cokolwiek powiedzieć.

- Niech pan nie mówi, że pan nie wie, kim jestem.

- Myślę, ze jest pani… sobą – w ostatniej chwili przyszła mi do głowy iście salomonowa odpowiedź.

- Tak! Jestem sobą – wykrzyknęła w zachwycie pani/pan Tuska(i) podnosząc do góry szczotkę przyklejoną do czoła - Wreszcie osiągnęłam prawdę i spełnienie. Jestem… zebrą!

- Proszę…?! - wydukałem.

- Tak jest, jestem sobą, jestem zebrą, i jestem z tego dumna! Proszę spojrzeć! Oto moja grzywa!

Pani Turska wstała obracając się; na plecach miała przyczepione, czy przyklejone, jakieś sterczące kłaki, sięgające po spodniczkę z trawy.

- Zebry mają sterczącą grzywę i ja mam taką samą. Mam też ogon!

Istotnie miała ogon, wypychający spódniczkę w miejscu, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę.

- Tak, tak, tak! Ma pani ogon i grzywę, jak prawdziwa zebra. Proszę usiąść i wszystko mi opowiedzieć – wykrzyknąłem pośpiesznie.

Wolałem się za bardzo się nie przyglądać tym szczegółom. Pani/pan Turska(i) usiadła.

- Więc, przepraszam, a więc od dawna czułam, że moje ciało nie pasuje do mojej duszy. Kiedy widziałam w telewizji filmy przyrodnicze, stada zebr pasące się na afrykańskich stepach, te ich prężne ciała, nogi silne jak ze stali, ten łuk szyi z grzywą, te przecudne pasy, i piękne pyski o wyrazistych rysach; jak się parzą, jak biegają, jak rżą, tarzają w trawie… - tu pani posłanka Turska zarżała donośnie, aż się na nas obejrzeli sąsiedzi, trzeba przyznać, ze zarżała całkiem udanie – to czułam, że tam jest moje miejsce, na afrykańskim stepie, w stadzie, pośród innych zebr. Że jestem w duszy zebrą! Że od zawsze marzyłam, by pędzić w galopie po stepie, a wiatr rozwiewał mi grzywę. To moja natura, moja prawda, moje przeznaczenie. I odważyłam się, zrobiłam to. Zostałam zebrą!

- Ale, czy to nie za śmiałe? Niektórym to się nie spodoba. Nie uwierzą, że pani jest zebrą… – powiedziałem z wahaniem.

- Nie uwierzą? Ten rasistowski, ksenofobiczny i nacjonalistyczny naród nie dorósł do takich, wolnych… stworzeń jak ja? Wiem, ze nie uwierzą! I co z tego? Ja wiem, ze jestem zebrą. Jestem w duszy zebrą. Teraz staję się ciałem zebrą. Trwa przemiana, bolesna i kosztowana. Poszedłam na całość. Ciałem staję się zebrą, na ile się da. Jak ciało i duszę mam zebry, to jestem zebrą. Kim innym mam być?

- Rozumiem, proszę się nie unosić, ale nieżyczliwi, tych nie brak, powiedzą, ze nie wystarczy przykleić do czoła i pleców szczotki, czy pędzle i pomalować się paski, by stać się zebrą.

- Co oni wiedza o mojej duszy! O tym jak cierpię ukrywając w ludzkiej powłoce mą prawdziwą, zebrzą naturę – rozpłakała się pan/pani Turska(i).

Zamyśliłem się. Jak tu pisać o mojej rozmówczyni? Był mężczyzną a stał się kobietą; on – Turski. Ona – Turska. Lecz to też przeszłość, bo ona nie jest już człowiekiem, ale zebrą, dzikim koniem. Zwierzę to rodzaj niejaki, czyli ono Tursko? Tak mam pisać? Czy to prawidłowa forma? Z drugiej strony zebra – rodzaj żeński, czyli ona.

- Ta grzywa, to wszczepy w skórę. Jak bolało, jak bardzo bolało…! Paski to nie malowanie, ale tatuaż, wytatuowałam całe moje ciało w pasy białe i czarne. A ten ogon tez jest wszyty w ciało. Czeka mnie jeszcze kilka operacji. Ale to zrobię. Przemiana musi się dokonać. Robię to, bo jestem zebrą. Jestem zebrą! Zebrość to moja prawdziwa tożsamość, psychiczna i fizyczna. Jeśli czujesz się zebrą, nikt, żadnymi metodami nie przekona cię, że jesteś kimś innym. Wiem, ze jestem zebrą, bo mam zebrzą dusze.

- Dlaczego zebrą, a nie wielbłądem, psem czy… hieną? – zapytałem.

- Wielbłądy są takie brzydkie, z tym garbem, psy liżą się po jajach, a hieny śmierdzą. Jestem zebrą, to moje przeznaczenie.

- Ale czy ma pani, pani – zebra, prawo nazwać się prawdziwą zebrą?

- Kto ma prawo być zebrą w Polsce? Co znaczy być prawdziwą zebrą? Co to być człowiekiem? Co znaczy być kobietą? – odparła z naciskiem pan(i) Turski(a) –Według prawa w Polsce kobietą jest osoba, której zewnętrzne, drugorzędowe narządy płciowe w momencie urodzin stwarzały wrażenie, że są rodzaju kobiecego i zostało to odnotowane w akcie urodzenia. Zdarza się czasem, że o kobiecej płci prawnej jakiejś osoby transseksualnej lub interseksualnej decyduje sąd. Podobnie z człowieczeństwem. Sąd orzeknie czy jestem zebrą, czy człowiekiem. Ma zaufanie do polskich sądów. Już raz sąd orzekł, że jestem kobieta. Dlaczego teraz sąd ma nie orzec, że jestem zebrą?

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale