4 obserwujących
385 notek
162k odsłony
300 odsłon

szkoła na odległość kija...

Wykop Skomentuj16

Właściwie już od kilku lat faktycznie nauka w szkołach została zawieszona... Czym to skończy się, można przewidzieć. Najprostszym rozwiązaniem jest przyjęcie, że kilka roczników młodzieży wejdzie w dorosłe życie praktycznie bez wiedzy niezbędnej do podjęcia pracy zawodowej na odpowiednim poziomie.

image

W czasie lekcji dzieci się nudzą..., foto ilustracyjne, https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn%3AANd9GcRTnXF1xuz3w07bahZLiK965vkiEluHlRU2-A&usqp=CAU


Jednak po głębszej analizie tego problemu można też zauważyć pewne pozytywne objawy.

Zacznijmy od tego, co najłatwiej zauważyć. Egzaminy na zakończenie danego etapu nauki, z maturą włącznie od dawna nie są już żadnym miernikiem nauczania. Młodzież - z różnych względów - wcale nie kwapi się do nauczenia uczenia się.  Wiele osób nie trafiło na "swoją szkołę" czy też "swój własny profil" zainteresowań.

Z drugiej strony warto zastanowić się i nad programem szkoły. Obowiązuje prosty model od czasów nie wiadomo już jakich, który można obrazowo przedstawić tak:

- etap 1 - kiedy dzieci są jeszcze nieśmiałe i bezkrytycznie wszystko przyjmują. Jest to etap poznawania liter oraz zasad liczenia. Niektóre dzieci ten "elementarz" chwytają w miarę sprawnie, innym przychodzi to z trudem. W ramach równości rozumianej opacznie wszystkie dzieci traktuje się jednakowo - te szybciej uczące się muszą wstrzymywać swój rozwój do ogólnego poziomu klasy, te wymagające większej troski dość szybko ulegają takiemu zagubieniu, że nadrobienie zaległego materiału już nigdy nie będzie możliwe.

Naciski na nauczycieli ze strony rodziców powodują, że dzieci są przepychane z klasy do klasy nawet z bardzo miernymi wynikami w przyswojeniu wymaganego minimum wiedzy.

Efekt końcowy jest taki, że każda grupa uczniów tworzona na kolejnym etapie wiąże się z przypominaniem materiału, który był podstawą wcześniejszego kursu nauczania. Dzieci z zaległościami opóźniają opanowanie kolejnych etapów nauki a przewidziany materiał nie jest już realizowany i tak nadchodzi czas wakacji.

Po tym okresie mija jakiś czas, aby rozdokazywana i spragniona wolności młodzież pokornie zakuwała. Tak schodzi do Nowego Roku i kolejnej przerwy w procesie nauczania. A po feriach zaledwie dwa, trzy miesiące pozostają przeznaczone na przygotowanie ucznia do egzaminu końcowego... a bieżący materiał pozostaje na etapie "przeczytacie to w domu..."

Tak mniej więcej wygląda dzisiaj proces nauczania w szkołach publicznych. Uczeń musi być przygotowany do zdania egzaminu i nikt w to nie wątpi. Materiał omawiany jest na przykładzie egzaminów z poprzednich lat a uczniowie doskonale opanowują nowoczesną technologię informatyczną. Umieją wrzucić w smartfona kilka haseł z karty testu do przeanalizowania, by już poznać jego numer. Wtedy szybko wejście na sobie znaną witrynę z kodem prawidłowych odpowiedzi dla konkretnego zestawu pytań... i błyskawiczne ściągnięcie - które pytanie i jaka jest właściwa odpowiedź.

Mi udało się raz złamać tę zasadę. Uczniowie zrozumieli, że są niczym... Cóż, tylko tyle zdołałem im wpoić chociaż starałem się wprowadzić w nich technikę samokształcenia. Ale wtedy nie było jeszcze żadnych przesłanej do pracy zdalnej ucznia.


Moja ocena sytemu zdalnego nauczania

Uważam, że edukacja powszechna młodzieży leży "na łopatkach". Jest to zasługa programu, gdzie każde zdanie jest jednakowo ważne i nikt nie wskazuje sekwencji poszczególnych zjawisk. Chemia jest bardzo ważna i absolutnie inna niż fizyka. Matematyka to zupełnie inny materiał a przedmioty "zawodowe" praktycznie nie łączą się w żaden sposób z wiedzą z wcześniejszych lat...

Uważam, że trzeba zmienić system oświaty i dostosować go do oczekiwań młodego człowieka. Podręczniki z zasady omawiają wszystko, ale nie są konsekwentne i spójne ze sobą. Język ojczysty jest abstrakcją w innych przedmiotach a przecież w jednakowym stopniu otaczają nas reakcje i procesy chemiczne w otoczeniu zjawisk fizycznych. Pogoda i geografia także mają ze sobą wiele wspólnego - ale przy omawianiu każdego przedmiotu z osobna pomija się wszystkie logiczne współzależności.

Nie kształci się w uczniach umiejętności poszukiwania wiedzy, w egzaminach preferuje się wyłącznie jedno krótkie zdanie a nie umiejętność wypowiedzi.

Wiem, że egzamin ustny dla grupy 20-30 uczniów to ponad siły jednego nauczyciela... Ale każdy nauczyciel dobrze wie - który z uczniów opanował materiał, a który ma z tym problemy. Niestety, hurra-system od dzwonka do dzwonka nie pozwala na indywidualne podejście do każdego z uczniów.

Dyrektor szkoły jest uwiązany finansami "oświaty" i nie może zaproponować uczniom wybór nauczyciela. Jest to wielka szkoda, bi jeżeli nauczyciel nie rywalizuje z innym nauczycielem o posadę i wynagrodzenie - wtedy może podchodzić do ucznia bardzo indywidualnie a większa liczba nauczycieli tego samego przedmiotu pozwoliłaby na podział tematu między nich.

Wykop Skomentuj16
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo