Podczas przemówienia towarzyszącego ćwiczeniom Anakonda 2012 w Drawsku Pomorskim premier zapowiedział gigantyczną inwestycję w zakup 70 śmigłowców bojowych dla polskiej armii (pierwsze dostawy w 2014r.). Co najważniejsze, zadeklarował pełną polonizację ich produkcji - oferenci zobowiązani zostaną do produkcji w naszym kraju. To istotny postęp w podejściu do zamówień publicznych, zbrojeniowych w szczególności – i trzeba obiektywnie przyznać, dobry pomysł Tuska. Jeżeli rzeczywiście polonizacja będzie pełna (surowce, podwykonawcy, amunicja, podatki rozliczane w Polsce), trzeba będzie dać panu premierowi pierwszego od dłuższego czasu plusa +
Pominę może rozważania typu: co ważniejsze, śmigłowce dla wojska, czy kilkadziesiąt tysięcy chorych, którym moglibyśmy za to wykupić leki obiecane im przez stowarzyszenie „państwo polskie” w konstytucji. Czy też ile wyprawek szkolnych i obiadów dla dzieci z ubogich rodzin za te środki można by kupić...
Będzie, żem pacyfista i lewak-marzyciel. Niech więc będzie o armii.
Tu oczywiście jaskółka wiosny nie czyni, a śmigłowce, czy spektakularne manewry żałosnych resztek polskiej armii nie powinny przesłaniać nam jej ogólnego demontażu na rzecz pomocniczego kontyngentu okupacyjnego użyczanego na koszt naszych podatników armii amerykańskiej. Skoro jednak w hymnie mamy postać Napoleona, używającego legionów polskich do pacyfikacji powstania niewolników na Haiti, do czegoś to nas zobowiązuje. Bywaliśmy w Czechach, możemy być i w Afganistanie. Jakoś tak się niby buntujemy przeciwko wszelkiej opresji, ale gdy tylko przyjdzie okazja służymy jakiemuś imperium do pilnowania ładu i porządku... Idea armii obronnej odeszła w niebyt, a czego jak czego, ale historia powinna nas nauczyć, że najlepsze, w co może inwestować armia polska, to samoobrona terytorialna i strategia partyzancka, oparta o powszechny, kontrolowany dostęp wolnych obywateli do broni i upowszechnienie umiejętności paramilitarnych w społeczeństwie. Nikt, kto jest słabszy, na nas nie napadnie. Silni przejdą przez naszą armię w polu niezależnie od tego ile w nią zainwestujemy. Lepiej chyba zainwestować w strzelców wyborowych, pirotechników, ochotnicze i zawodowe oddziały partyzantki miejskiej i leśnej, niż dajmy na to w parę myśliwców, czy ciężki sprzęt do działań na pustyni. Tych, odpukać bo klimat się zmienia, jednak póki co zbyt dużo w Polsce nie ma. Jednak żeby nie było znów tak defetystycznie, akurat śmigłowce bojowe przydadzą się gdy strategia obronna zmieni się na rozsądną, więc ogólnie news pozytywny.
Marcin Janasik
PS. finansowanie polskiej armii to osobna bajka (nawet partyzanci kosztują, choć mniej niż czołgi, czy samoloty) – pieniądze będą na wszystko, jeżeli przestaniemy pozwalać się okradać. Na nacjonalizację systemu bankowego, zakaz lichwy i opodatkowanie wszystkich transferów finansowych za granicę trzeba będzie jeszcze pewnie kilka debat ekspertów poczekać...



Komentarze
Pokaż komentarze (20)