Mam nadzieję, że w cieniu żenady zwanej drugim expose premiera nie umknie naszej uwadze surrealistyczny globalny skandal. Otóż pokojową nagrodę Nobla otrzymała... Unia Europejska. 930 tys. Euro nie zasili żadnej organizacji obywatelskiej, czy nieformalnej grupy aktywistów rzeczywiście zmieniających świat na lepsze, prestiż nagrody nie pomoże w promocji żadnego „obywatelskiego know-how”. Komitet Noblowski postanowił wizerunkowo wesprzeć tonący okręt unijny i pokazać, jaka to mimo kryzysu UE jest fajna, top i trendy.
Po Noblu dla prezydenta pewnego imperium, prowadzącego w tym samym czasie dwie okupacje podbitych krajów, najsłynniejsze więzienie wojskowe wszechczasów i Bóg wie ile nielegalnych operacji wywiadowczych na całym świecie niewiele powinno mnie dziwić, ale rzeczywistość wciąż przynosi niespodzianki. Widać Komitet Noblowski zdecydował się na ostateczną kompromitację prestiżu przyznawanej przez siebie nagrody.
„Doceniono działania na rzecz demokracji i praw człowieka; UE od 60 lat decydująco przyczynia się do pokoju w Europie” powiedział z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku T. Jagland z Komitetu. Owszem, UE jest mniej zewnętrznie agresywna niż USA, czy wewnętrznie zamordystyczna niż Chiny i Rosja. Pytanie jednak, czy jest naprawdę przykładem godnym naśladowania?
Pod kątem polityki wewnętrznej jej działania zmierzają ku budowie biurokratyczno-policyjnego superpaństwa kierowanego przez oligarchię składającą się z najważniejszych przedstawicieli biznesu i polityki. Elity unijne tworzą społeczeństwo kontrolowane ogłupiającą kulturą masową, niezrozumiałymi przepisami, wszechobecną inwigilacją i kontrolą przekazu medialnego. Owszem, ACTA padło, przypomnijmy jednak, że dopiero po długotrwałych i powszechnych protestach milionów oburzonych internautów, jak próbowano ją wprowadzić tylnymi drzwiami wszyscy pamiętamy. Dodajmy do tego INDECT – ogólnoeuropejski projekt inwigilacji obywateli (w którym z dumą pracują również polskie ośrodki...), opakowywany oczywiście „bezpieczeństwem publicznym” (zdaje się jedno Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego już przerabialiśmy...) i „zagrożeniem terrorystycznym”, które wywołała przecież między innymi właśnie krótkowzroczna, poddana amerykańskiej dominacji polityka bliskowschodnia – i szerzej – zagraniczna najważniejszych krajów członkowskich UE. Francuskich rolników będą pilnować w polu wojskowe drony(w celu weryfikacji dopłat- jakie to pomysłowe, prawda?), jak działa policja francuska, czy niemiecka podczas nawet pokojowych protestów przeciwników neoliberalnej globalizacji i europejskiego imperializmuwie każdy, kto bierze w takich imprezach udział. Wolność słowajest szersza niż dajmy na to w Rosji, jednak ma poważne ograniczenia choćby w stosunku dla negacjonistów holocaustu, czy generalnie wszystkich ludzi przekraczających polityczną i prawną poprawność „dyskryminacyjno- nienawistną”, której kanony wyznacza niewybieralna elita o dość wyraźnych sympatiach quasi-masońskich i prosyjonistycznych. Kogo nie można przyskrzynić, tego się wykańcza medialnie i zawodowo.
Ale to wszystko drobiazg wobec wyzysku i degradacji całego prawie globu, które prowadzą unijne korporacje oraz współkreowane przez kraje UE instytucje jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, czy Bank Światowy. Jak „pomaga światu” UE na forum Światowej Organizacji Handlu można się dowiedzieć z dziesiątków publikacji poświęconych tej tematyce, jest nie mniej egoistyczna i ekspansjonistyczna niż U$A. Głód, wojny, niewolnictwo w krajach Trzeciego Świata, są skutkiem między innymi działań właśnie UE, czy działającej jako osobny byt, czy też jako współdziałające ze sobą, choć nieformalnie, kraje członkowskie. Niszczenie lokalnych gospodarek, w tym rolnictwa, gospodarcza, ekologiczna, społeczna i kulturowa degradacja całych regionów, wspieranie dyktatur i skorumpowanych pseudodemokratycznych reżimów w celu drenażu surowcowego powoduje więcej cierpienia, niż symboliczne granty i pomoc zagraniczna. Przecież inaczej by się to nie opłacało, a opłacalność jest dziś obowiązującą – również w UE – religią. Pokój w Europie jest z pewnością wartością samą w sobie – o ile zapomnimy na chwilę o inwazji na Serbię. Co jednak z inwazją krajów UE na Libię? Co ze zbrodniami korporacji unijnych choćby w Nigerii? Przecież nie możemy uznać, że to co robi UE oficjalnie – jest dobre, a to co robią kierujące nią organizmy polityczne, czy biznesowe – robią to już na własny rachunek.Równie dobrze można dać spokój każdemu legalnemu biznesowi mafii tylko dlatego, że nie jest formalnie połączony z handlem ludźmi, czy narkotykami prowadzonym przez właścicieli poza daną firmą. Pieniądze jednak skądś się biorą, prawda? W UE biorą się z wyzysku sporej części globu.
To, że w UE nie ma kary śmierci, czy tortur nie może nam przesłonić faktu, że UE współpracuje z autorytarnymi reżimami, które tych kar używają.Że swoim handlem i inwestycjami wspiera zbrodnie, finansuje wojsko i policję najgorszych „krajów bandyckich” (a więc de facto sama z USA, Chinami i Rosją tworzy prawdziwą „Oś Zła”). Na pierwszym miejscu mam oczywiście na myśli Chiny. Tortury, okupacja i kulturowe niszczenie Tybetu, katorżnicze obozy dla własnych więźniów politycznych – to perełki składające się na naszyjnik konszachtów UE z najgorszymi zbrodniarzami świata. Kto handlował z Saddamem Husseinem? Kto przyjmował z honorami Muammara Kaddafiego? Kto obściskuje się, paktuje i handluje z katem Czeczenii, Putinem i całą jego zbrodniczą szajką z FSB? Czyje korporacje handlują bronią wszędzie tam, gdzie "słuszność jest po naszej (czy dokładniej - ich) stronie"?Takich przykładów w przyjętym przez Komitet Noblowski horyzoncie 60 lat można by znaleźć dziesiątki. Jedną ręką karmi się garstkę uchodźców politycznych, czy daje grosze organizacjom pozarządowym na projekciki obywatelskie, drugą sowicie karmi wszystkich, którzy uchodźców produkują, pokój niszczą, a prawa człowieka gwałcą.
Przyznanie pokojowego Nobla UE to ponury żart (by nie rzec policzek) ze wszystkich obrońców praw człowieka, swobód obywatelskich, pokoju światowego, z działaczy solidaryzujących się z wyzyskiwanymi przez Północ krajami Trzeciego Świata, ze wszystkich obywateli demonstrujących w stolicach państw Unii przed hucznymi wizytami przeróżnych hochsztaplerów, banksterów i dyktatorów. Dla miłośników czarnego humoru to gratka, dla mnie osobiście – świetny trening samokontroli i cierpliwości. Więc może lepiej potraktować to w ten sposób, niż poważnie brać pod uwagę stopień ignorancji, hipokryzji i czołobitności wobec rządzącej Europą elity ze strony Komitetu Noblowskiego? Tak na pewno będzie zdrowiej...
Marcin Janasik



Komentarze
Pokaż komentarze (7)