11 listopada może być momentem zwrotnym w ofensywie połączonych sił PiS-u, Solidarności i „narodowych katolików” z RM/TvTrwam. Komorowski obierając za cel marszu obozu rządowego pomnik Dmowskiego wyraźnie idzie na konfrontację, niezwykle bohatersko zasłaniając się żywymi tarczami w postaci kombatantów. Tak dużych i podobnych w gruncie rzeczy zgromadzeń nigdy nie da się do końca przestrzennie i czasowo rozgraniczyć, a wystarczy parę obelg i przepychanek, żeby mogło dojść do rękoczynów, na które wszystkie liberalne media przecież czekają. Jednocześnie dla organizatorów – a są nimi co warto przypomnieć narodowcy z MW i ONR - radykalizacja nastrojów w obozie prawicowym również może być na rękę. O stosunku kibiców do PO i przemocy nie ma co truizmów pisać, na nacjonalistów czeka z kolei antifa i tęczowa michnikowszczyzn... Wystarczy iskra i znów będzie piekło, tym razem z dodatkiem „tacy patrioci, debatki z ekspertami sobie urządzają, rządu ponadpartyjnego chcą - a tu proszę - kombatantów biją”.
Pytanie jak perfidni są Tusk i Komorowski – czy liczą, że dojdzie „tylko” do pyskówek, przepychanek i tego typu „miękkich” starć uczestników obu pochodów (gdyż rozdzielenie tak dużych i podobnych grup jest do końca niemożliwe, nawet przy rozgraniczeniu czasowym obecności pod pomnikiem), czy też chcą pójść na całość i doprowadzić do interwencji policji i eskalacji przemocy. Dla PO doprowadzenie do starć ulicznych byłoby idealnym, tym razem prawdziwym, „nowym otwarciem” z przeciwnikiem znów na poziomie 20-30% poparcia. Dodatkowo ewentualne zamieszki uzasadniłyby ostatnią nowelizację prawa o zgromadzeniach (czyli ograniczenie naszych praw obywatelskich).
Jeżeli chodzi o wariant „twardy” - dla każdego, kto ma doświadczenie w akcjach ulicznych, a takich ludzi mają przecież w policji, rozkręcenie „zadymy” jest w takiej sytuacji jak 11.11. dziecinnie proste. Wystarczy umieścić w najbardziej radykalnej grupie kibiców/nacjonalistów kilku ludzi, zacząć podrzucać coraz ostrzejsze hasła, podburzać tłum, można zacząć przepychanki z uczestnikami konkurencyjnego marszu, zwłaszcza koło ekip telewizyjnych/fotoreporterów. Potem jeden kamień, drugi, może szyba sklepowa, czy jakiś samochód dziennikarzy. Jeżeli będzie wystarczająco duża grupa osób skorych do przemocy, w zależności od przyjętej taktyki policji (czyli czy rzeczywiście będzie chciała zamieszki spacyfikować, czy przeciągnąć je jak najdłużej) da to wszystkim uczestnikom i telewidzom od kilku do kilkunastu godzin nieprzerwanej rozrywki.
Taką taktykę stosuje policja na całym naszym „demokratycznym” świecie, z nobilitowaną ostatnio pokojowym Noblem Unią Europejską na czele. Od Włoch, przez Grecję po Czechy, Francję i Niemcy – prowokacje takie były już dokumentowane (sam byłem ich świadkiem podczas zamieszek przed szczytem G8 w Genewie/Evian w 2003r.), a motyw jest tu oczywisty – przedstawienie opozycji (najczęściej alterglobalistycznej, choć ostatnio akcent zwalczania przesuwa się na ruch patriotyczno-niepodległościowy) jako ekstremy stosującej terror uliczny i przemoc oraz uzyskanie dodatkowych funduszy, rozszerzenie monitoringu, zyskanie dodatkowych uprawnień kosztem praw obywatelskich itd.
Można oczywiście ze strony organizatorów prowokacjom próbować zapobiec, potrzebna byłaby jednak determinacja i środowiskowy autorytet, których po stronie nacjonalistów może brakować. Powinni przede wszystkim ustalić z szefami ekip kibicowskich/nacjonalistycznych, że nie dadzą się sprowokować, na przekór mediom i wszystkim krytykom pokażą, że potrafią demonstrować pokojowo, nawet w tak gorącej sytuacji, a każdego, kto zacznie rozróbę uznają za policyjnego prowokatora i odpowiednio potraktują. To tylko z pozoru wydaje się niewiarygodne.
W 2004 r. w Warszawie odbyło się jak pamiętamy Europejskie Forum Ekonomiczne, na który z całej Polski zjechali aktywiści alterglobalistyczni i progresywnie-lewicowi, w tym oczywiście sporo anarchistów i sprzymierzonych z nimi bojówkarzy. Nie będę kłamał - sam całe to globalistyczne, neoliberalne towarzystwo chciałem rozgonić, jeżelidysproporcja sił by tego nie umożliwiła (od tamtego czasu zmieniłem nieco poglądy taktyczno-etyczne na korzyść działań non-violence). Wszyscy, zwłaszcza media, podkręcali nastroje, całe centrum stolicy zostało zabite dechami (dosłownie), policji ściągnięto 2 razy więcej niż demonstrantów – 10-15 tys. Natomiast my (czyli również „czarnoblokowcy”) ustaliliśmy – „dymów” nie będzie, robimy akcję pokojową, a policję obrzucimy papierem toaletowym. Część ludzi poszła w tłum, żeby łapać prowokatorów, mieliśmy po prostu przypinać ich na trasie do słupów ulicznych plastikowymi kajdankami. Nie było ani zamieszek ani prowokacji. Można? Można.Po głośnej, ale pokojowej demonstracji 11.11. kibice dostaliby społecznościowego „like'a” i „szacun” nawet od najzagorzalszych sceptyków. Na pewno byłoby to lepsze, niż porzucanie kamieniami, co przeciez i tak nic nie da - do Tuska i Komorowskiego na pewno nie dolecą...
Jednak nawet mimo ewentualnej chęci kibole mogą prowokatorów, czy części swoich, nie upilnować, a nawet jeden kamień może być pretekstem do mocnej interwencji policji – i sprowokowania tłumu (wystarczy próba wyciągnięcia kogoś z demonstracji). Dlatego ze względów bezpieczeństwa organizatorzy powinni przeszkolić demonstrantów, czy choćby grupę porządkową, w technikach non-violence pod kątem interwencji policji i zachowania dyscypliny w przypadku jej ataku pod kątem nieużywania przemocy (do rozsądnych granic, jeżeli policja zacznie demonstrantów bić, a nie chwytać, czy szarpać, każdy zdrowy psychicznie człowiek nie pozbawiony instynktu samozachowawczego ma prawo i obowiązek się bronić). W ten sposób można uniknąć przedstawienia starć jako wyniku przemocy ze strony demonstrantów, a do pałowania siedzącego pokojowo tłumu nawet najbardziej krewcy policjanci zbyt chętni nie są. Warto również ustalić procedury izolowania i usuwania ze zgromadzenia prowokatorów.
Najlepszym jednak strategicznym wyjściem byłoby dla Kaczyńskiego, Rydzyka i Dudy zorganizowanie osobnego Marszu Niepodległości bez nacjonalistów i ominięcie pułapki pod Pomnikiem Dmowskiego zastawionej na obóz niepodległościowy przez unionistów. Pod kątem wizerunkowym i ideowym byłaby to dla PiS-u „kropka nad i”, a uczestnicy mieliby też spokój z antifą i michnikowszczyzną. Uniknięcie formalnego uczestnictwa w organizowaniu Marszu niewiele da – jeżeli pochód będzie jeden i dojdzie do zamieszek i tak część złej sławy przyklei się do PiS-u, już PO i GW/TVN o to zadbają. Na demonstracjach alterglobalistycznych często stosuje się na świecie rozgraniczenie demonstracji grup „pokojowych” i „radykalnych” - i nikt się już temu nie dziwi, nie ma też zwykle oskarżeń o dzielenie ruchu. Po prostu jak ktoś chce porzucać kamieniami w policję idzie z anarchistami w Czarnym Bloku, jeżeli chce pomachać flagą – z socjaldemokratami i organizacjami pozarządowymi. Polskiej prawicy również odrobinę takiej strategicznej refleksji polecam, zwłaszcza, jeżeli nie tylko pod kątem środków działania, ale idei i wizerunku chce się od ekstremy wyraźnie oddzielić, pozbawiając oponentów ulubionej amunicji.
Przy masach uczestników ostatniego marszu Obudź się Polsko, nacjonaliści to nic nie znacząca garstka, bez której obóz niepodległościowy może się doskonale obejść. Jednocześnie ich brak może zachęcić do uczestnictwa w Marszu wielu ludzi brzydzących się unionistyczną propagandą, rozumiejących takie podstawowe sprawy jak nadrzędność prawna UE i jej oczywiste konsekwencje dla naszej suwerenności, a jednocześnie odcinających się od ONR, MW, NOP-u, czy „autonomicznych nacjonalistów” (jak niżej podpisany). Dla mnie, jako, powiedzmy, „lewicowemu” (bo cóż to dziś znaczy?) alterglobaliście – patriocie pójście w marszu reklamującym chociaż pośrednio dajmy na to ONR, jest bardzo (zbyt?) trudnym wyzwaniem dla poczucia tolerancji. W marszu na wzór „Obudź się Polsko” chętnie wziąłbym znów 11.11. udział i ściągnął trochę osób z mojego środowiska. Na hasło „chodźcie pomaszerować z ONR” popukają się w czoło i cały mój chłopięcy urok, błyskotliwa retoryka i nadzwyczajna skromność nie pomogą.
Jestem przeświadczony, że sugestie GW i TVN są fałszywe – i faszystowskie ciągotki charakteryzują margines, a nie mainstream prawicy. Po co więc PiSowi na 11.11. ekstrema?
Marcin Janasik



Komentarze
Pokaż komentarze (13)