Propozycja dotycząca egzaminu z religii na maturze jest wbrew pozorom dobra, o ile będzie jej realizacji towarzyszył „zamiennie” egzamin z etyki. Więcej - pozwala na osiągnięcie ogromnego postępu w rozwoju świadomości Polaków.
Jakiego typu ludzi produkuje nasz system edukacji obecnie - wszyscy wiemy. Podatnych na polityczną i komercyjną manipulację konsumentów, opętanych rządzą posiadania, nieświadomych nawet swoich własnych procesów psychicznych, że o rozwiniętej empatii nie wspomnę. Mrówki-robotnice żyjące tak, jak naszym władcom się opłaca, pragnących płytkiej rozrywki i odurzenia, członków stada łudzących się swoim indywidualizmem i wolnością, przyjmujących bezkrytycznie wszystko, co elity, rówieśnicy i rodziny zechcą im wtłoczyć do głów. Tryb i styl życia, wzorce konsumpcji i rozrywki, ba, nawet przekonania o sensie istnienia, miłości, religii, czy wreszcie przekonania polityczne, z pozoru „dobrowolne” są jednak częścią większej struktury etyczno-psychicznej, a przede wszystkim, społeczno-gospodarczej i stanowią odbicie tych warunków, a nie własnych, dogłębnych przemyśleń. Wolny wybór jest pozorny, o ile przekroczenie granic systemowego konsensusu, czy próba jego znaczącej zmiany na korzyść ogółu kosztem elit spotyka się z odrzuceniem społecznym, towarzyskim, a nawet represjami zawodowymi, czy policyjnymi. Więcej – nawet mimo pozornej dostępności „antysystemowych” (czyli egalitarystycznych, humanistycznych, ekologicznych itd.) idei i rozwiązań w bibliotekach, czy internecie człowiek pozbawiony jest w procesie socjalizacji bodźców ciekawości i krytycyzmu wraz z umiłowaniem wolności i dobra niezbędnych, by informacji tych zacząć szukać. Wszystko zaś razem pozwala utrzymywać nas w mentalnej niewoli, przekładanej na dominację polityczną elit posiadających zasoby – finansowe, medialne, polityczne, niezbędne do reprodukowania w nas zgody na swoje panowanie.
Przedmiot nauki życia, myślenia, krytycznej analizy, filozofii, poszerzający nasze horyzonty intelektualne i duchowe- czyli właśnie etyka (taka jaka mogłaby jako przedmiot być, nie jaka jest), jako publiczna alternatywa wobec zawężonej, posiadającej monopol na prawdę i zbawienie (nie jest to przytyk, dotyczy przecież wszystkich religii, choć i w pewnym sensie również darwinistycznego ateizmu) nauki katolickiej zasługuje z pewnością do włączenia w egzamin dojrzałości bardziej, niż liczenie słupków, czy język aktualnie władającego nami imperium. I to jako egzamin obowiązkowy.
Wystarczy, by 74% uczestników sondaży przeciwnych maturze z religii „wysłało”, czy zachęciło swoje dzieci do wyboru etyki – i sprawili oddolnym naciskiem na ministerstwo, by przedmiot ten stał się wraz z WOS-em (uczącym obecnie głównie o instytucjach, a nie duchu demokracji, czy praw człowieka i ich przełożeniu na praktykę) tym, czym mógłby być, a przy dobrej, obiektywnej i „pluralistycznej” filozoficznie, nieszablonowej weryfikacji egzaminacyjnej, można by dzięki ekspansjonizmowi Kościoła ruszyć pod kątem "świadomościowym" do przodu bardziej, niż komukolwiek się śniło- żeby podjąć studia trzeba by być naprawdę dojrzałym człowiekiem.
Po co technikowi, czy operatorowi wycieczek taka wiedza? Po to, by kiedyś stał się w pełni człowiekiem. By rozwinął w pełni świadomie swoje zdolności, potencjał, by żył pełnią życia w harmonii i pokoju- zarówno z innymi, jak ze sobą samym. By kochał całym sercem, był świadomy swoich instynktów i pobudek, by walczył o swoją i innych wolność, a wszelkie prawne, polityczne i mentalne kajdany stały się dla niego nieznośną torturą. By był świadomym obywatelem, konsumentem i po prostu dobrym człowiekiem, bez egoizmu myślącym o dobru swojego narodu, całej ludzkości i ekosystemu, w którym żyje. Jaki pożytek z naukowców wyzutych z etyki widzieliśmy w Oświęcimiu i Hiroszimie, jaki pożytek z pozbawionych empatii bankierów widzimy w Grecji i Hiszpanii, jaki z opętanych rządzą władzy polityków obserwujemy na co dzień, wszędzie. Efekty pracy pozbawionych wyobraźni planistów systemowych spożywamy z codzienną dawką pestycydów, herbicydów i spalin.... Więc paradoksalnie pomysł biskupów, choć nie pod tym kątem, jaki sobie zaplanowali, nie jest jednak taki zły, o ile ktoś nie wpadnie na pomysł, by podania spisywane przez grupkę kapłanów w paru wioskach na Bliskim Wschodzie (na to wskazują badania archeologiczne „starożytnych miast” Izraela*) były na maturze obowiązkowej, a etyka, nauczanie dorobku najwybitniejszych filozofów, psychoanalityków i etyków ludzkości – nie.
Prawidłowo przygotowane programowo przedmioty etyki i WOS jako obowiązkowe przedmioty maturalne mogą stopniowo, w horyzoncie powiedzmy 10-15 lat zmienić oblicze naszego kraju pod każdym względem. Być może dlatego też należy być sceptycznym, czy decydenci się na takie rozwiązanie zgodzą. Komu potrzebny świadomy niewolnik, który w dodatku może zacząć korzystać ze swoich, iluzorycznych dziś, praw – i domagać się prawdziwej demokracji, solidarnego społeczeństwa, wolności ograniczanej tylko wolnością innych? Nam – tak, im – nie.
Marcin Janasik
PS. Na marginesie dodam, że jestem zwolennikiem nauczania religii, czy dokladniej - o religiach w szkole, nauczanie konkretnej religii katolickiej dla dobra samego Kościoła i wiernych powinno jednak moim zdaniem wrócić do świątyń i parafii.
*nie przesądza to oczywiście o prawdziwości całokształtu tych podań, a juz zwłaszcza ich etycznego i filozoficznego ładunku, lecz skłania do zastanowienia - skoro ta część Starego Testamentu, która jest weryfikowalna archeologicznie, okazuje się dzieki badaniom archeologicznym samych Żydów propagandową konfabulacją grupki kapłanów starających się zbudować z niczego mit pozwalający dowodzonej przez nich zbieraninie pasterzy-wygnańców na osiągnięcie lokalnej supremacji, być może obiecanie im przez Boga władzy nad światem to również bajka? Ludzi, którzy co parę tygodni zakładają gdzieś na świecie podobne wspólnoty, z podobną mitologią, nazywamy sekciarzami i raczej nikt w ich rewelacje nie wierzy - wierząc jednocześnie w jedną z tysięcy równie fantastycznych jak wszystkie inne wersji "boskich losów", tylko akurat w tą lepiej wypromowaną i bardziej wojowniczą niż inne...



Komentarze
Pokaż komentarze (7)