Konstancin jest znany w całej Polsce. Dlatego, że ma swój mikroklimat, jest uzdrowiskiem, ma wiele pięknych miejsc, wspaniałych domów i posiadłości, dlatego lże eczy się tu ludzi po wypadkach z urazami kręgosłupa. Jednak Konstancin, który mógłby być prawdziwa perłą, w centrum wygląda obskurnie.
Architektura i estetyka miasta to sprawy najwyraźniej nieistniejące w umysłach władz Konstancina w tej i poprzednich kadencjach samorządu. Główna ulica miasta – Warszawska, którą wjeżdża się ze stolicy – wygląda jak zaniedbane przedmieścia w dalekim świecie. Upstrzone i zmasakrowane reklamami, które właściciele posesji i płotów wieszają, gdzie im się tylko podoba. Chaotyczna i przypadkowa zabudowa. Centrum Konstancina to w większości szkaradne pawilony, jest tu nawet plac z materiałami budowlanymi, zapuszczony budynek urzędu miasta (zarośnięty kilkumetrowymi krzewami, zza których go prawie nie widać). Wszechobecne pawilony. Blaszane, murowane, budowane z tego, co kto akurat miał, styl - dowolny. Mamy więc kamienicę obłożoną sidingiem, egzotyczną elewację baru (oczywiście z łukami), oświetlony na zielono budynek banku. Prowizorka i taniocha na każdym kroku.
Uporządkowanie otoczenia nic nie kosztuje. Wystarczyłoby uchwalić stosowne przepisy, które regulowałyby, co można wieszać i gdzie, w jakiej wielkości, jakim kolorem malować elewacje budynków. I potem egzekwować te przepisy. Potrzebna jest tylko wrażliwość i chęć zmiany radnych, burmistrza i miejskich urzędników.





Komentarze
Pokaż komentarze (17)