Blog
Mój blog
Bogna Janke
Bogna Janke prezes Salon24.pl S.A.
16 obserwujących 426 notek 267642 odsłony
Bogna Janke, 11 października 2018 r.

Elżbieta Wrotnowska-Gmyz: W samorządzie potrzeba fachowców

1850 62 0 A A A
Elżbieta Wrotnowska-Gmyz. © Magdalena Piejko
Elżbieta Wrotnowska-Gmyz. © Magdalena Piejko

Kandyduje do Rady Warszawy, za co spadła na nią fala hejtu. Mimo to uważa, że trzeba być otwartym i rozmawiać. Boli ją wojna polsko-polska. 

Elżbieta Wrotnowska-Gmyz jest z wykształcenia jest teatrologiem – ukończyła Wydział Wiedzy o Teatrze Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Od dziesięciu lat pracuje w Narodowym Centrum Kultury, obecnie jest zastępcą dyrektora ds. projektów edukacyjnych. Przez sześć lat kierowała, a teraz nadzoruje również Galerię Kordegarda przy Krakowskim Przedmieściu.

Ma 51 lat, z czego większość, bo 32, mieszka w Warszawie. Pochodzi z Siedlec. Mówi, że czuje się warszawianką „ze wszystkimi tego konsekwencjami”.

Prywatnie jest żoną Cezarego Gmyza - publicysty „Do Rzeczy” i korespondenta TVP w Niemczech.

W wyborach samorządowych 2018 kandyduje do Rady Warszawy z listy Prawa i Sprawiedliwości na Mokotowie.


Bogna Janke: Ostatnio było o Tobie głośno w mediach. Spodziewałaś się takiego hejtu?

Elżbieta Wrotnowska-Gmyz: Tak, byłam przygotowana, bo codziennie spływa to na mojego męża. Widzę to też wtedy, gdy idziemy razem ulicą po Warszawie, mogę wtedy zaobserwować jak ludzie reagują na Czarka, nie zawsze pozytywnie. Byłam świadoma, że tak będzie. Jest mi przykro, gdy czytam, co ludzie o nim wypisują. Ale myślę, że trzeba rozmawiać, być otwartym. Nie przechodzę na drugą stronę ulicy tylko dlatego, że ktoś ma inne poglądy polityczne niż ja. Boli mnie i wkurza ta wojna polsko-polska. To poszło za daleko. Ludzie wypowiadają się o ludziach, których nie znają, a mówią o nich źle tylko dlatego, że są z innego obozu politycznego.

Postępowe media nie widzą w Tobie samodzielnej, dojrzałej kobiety, matki, a nawet już babci, bo masz 3,5-letnią wnuczkę, tylko żonę tego strasznego Gmyza. Sens tych przekazów jest taki, że znalazłaś się na liście przez znane nazwisko.

Te postępowe media są niekonsekwentne. Jedne kobiety zasługują na ich szacunek, a inne nie. Takie stawianie sprawy jest krzywdzące. Ja jestem samodzielna, myślę sama, mam swoje poglądy, a przede wszystkim doświadczenie zawodowe i życiowe, które chciałabym wykorzystać dla dobra ogółu.

Dlaczego zdecydowałaś się kandydować?

Od paru lat czułam potrzebę zaangażowania się, zresztą zawsze to robiłam, na przykład wtedy, gdy nasze dzieci chodziły do szkoły. Wydaje mi się, że osoba z takim bagażem doświadczeń jak ja może coś wnieść do lokalnej polityki. Przyszedł moment, że mogę się zaangażować. Mam czas i czuję, że mogę się przydać.

Pracujesz w sferze kultury. Czy nie przeraża Cię perspektywa udziału w polityce - grze interesów, gdzie zawsze jest coś za coś?

Myślę, że na lokalnym szczeblu tej polityki jest mniej, a więcej pracy u podstaw. Wiem, na czym polega praca radnego. To praca dla dzielnicy i Rady Warszawy. Uważam, że na szczeblu lokalnym potrzebujemy więcej osób z kompetentnych, a nie tylko aktywistów politycznych, których zaangażowanie też oczywiście doceniam.

Masz już w swoim życiu epizod polityczny - w 2008 roku byłaś doradcą w gabinecie politycznym ministra kultury.

To było w czasach, gdy myśleliśmy przez chwilę, że możliwy jest PO-PiS. Pracowałam przez osiem miesięcy jako doradca ministra Zdrojewskiego. Zobaczyłam, jak wygląda polityczna kuchnia. To mi dużo dało. Zajmowałam się pracą na zapleczu polityki kulturalnej. Pamiętam , że wtedy pozytywnie napisała o mnie „Polityka” - jako jednym z nielicznych fachowców - w tekście krytykującym gabinety polityczne.

Co chcesz w takim razie zmienić w Warszawie, na Mokotowie, że zdecydowałaś się kandydować?

Mokotów to najliczniejsza dzielnica Warszawy – mieszka tu ponad dwieście tysięcy ludzi. To różnorodny i bardzo rozległy obszar, z różnymi problemami.

Na pewno problemem jest Mordor. Trzeba go przyłączyć komunikacyjnie do reszty Warszawy, wprowadzić tam normalne życie, choć powstały tam już pierwsze osiedla mieszkalne. Obecnie to biurowe getto. Obserwuję codziennie, jak rzeka ludzi wychodzi z tramwaju i płynie do przystanku metra Wierzbno Scena niemal filmowa, takie wyjście robotników z fabryki w filmie braci Lumière.

Mordor to jest bardzo duże wyzwanie dla przyszłych władz Warszawy i krytyka obecnych, które prowadzą złą politykę wobec deweloperów. Najpierw wybudowano masę „szklaków”, jak brzydko mieszkańcy nazywają nowoczesne biurowce, a potem dopiero wyasfaltowano brukowane ulice dawnego Służewca Przemysłowego, zapominając o zaplanowaniu nowych dróg, czy włączeniu tego terenu od razu w sieć miejskiej komunikacji. Mordor trzeba przekształcić w żywą dzielnicę. To dotyczy nie tylko komunikacji, lecz również infrastruktury jak szkoły, przedszkola, poczta, przychodnie. To jest obecnie bolączka dla mieszkańców tej części miasta.

Na Mokotowie dostrzegam też niewystarczającą komunikację autobusową. Po uruchomieniu drugiej linii metra zlikwidowano lub skrócono wiele linii, dobrym przykładem jest linia 174, dawniej docierająca na plac Piłsudskiego, a teraz tylko do Ronda ONZ, jest też wiele innych… To nie było dobrze przemyślane i na przykład starsi ludzie mają dziś z tym kłopot, gdyż w metrze jest mało wind, a dużo schodów i żeby dojechać na Starówkę, trzeba się wiele razy przesiadać.

Opublikowano: 11.10.2018 12:47. Ostatnia aktualizacja: 11.10.2018 14:07.
Autor: Bogna Janke
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Z wykształcenia jestem germanistką, z zawodu - dziennikarką. Jestem współwłaścicielką i prezesem Salon24.pl S.A. Na co dzień zarządzam portalem Salon24.pl.
Pierwsze kroki w zawodzie stawiałam na stażach w TVP1 ("Teleekspress") i redakcji filmu dokumentalnego TVP2 oraz jako współpracownik Archiwum TAI. W 1998 r. wygrałam konkurs na reportera "Gazety Stołecznej", wybrałam jednak pracę w Polskiej Agencji Prasowej. Następnie byłam wydawcą i szefową tygodnika powiatu piaseczyńskiego "Gazeta Południa", a także redaktorem i wydawcą strony internetowej tvn24.pl.
W 2006 r. razem z mężem i jego kolegą założyliśmy Salon24.pl.
Społecznie wspierałam Fundację Świętego Mikołaja przy projekcie "Mama w pracy", a w 2014 r. stworzyłam internetową bazę powstańczej służby zdrowia Szpitale Polowe 1944.
W 2016 r. ukończyłam 4-letnie studia doktoranckie na Uniwersytecie Warszawskim. Przedmiotem mojej pracy badawczej była poprawność polityczna w Niemczech. W ramach studiów prowadziłam zajęcia dydaktyczne poświęcone historii Niemiec.

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Pogodny  Myślę, że osoby, których nie stać na kupienie komputera mogą skorzystać z niego...
  • @wujek m  Żadna przysługa, choć znam Elę i Czarka. Pomyślałam, że warto nadrobić to,...
  • @Aero  Zaleca się, aby dzienna różnica wysokości wynosiła 500-600 m. Z tego powodu...

Tematy w dziale Polityka