2 obserwujących
127 notek
66k odsłon
  1156   1

Wina Roberta Mazurka, czyli plus i minusy urodzinowej imprezy

Urodzinowa impreza red. Roberta Mazurka podczas której wspólnie i wesoło balowali politycy koalicji i opozycji pozwala wskazać na jeden plus i trzy minusy. Przy czym najmniej tu będzie mowy o przewinieniach gospodarza, tytułowa „Wina” dotyczy pitności, w których się on specjalizuje.

Plusem odnotowanej przez „Fakt” imprezy jest to, że zantagonizowani politycy umieją ze sobą prywatnie rozmawiać, a nawet się ze sobą bawić. Bo najgorsze co może się wydarzyć, to przenoszenie sejmowych sporów na grunt prywatny. Od tego są politycy i za to dostają pieniądze, aby się przy mikrofonach i kamerach spierać, bo im więcej sporów, tym mniej zamieszek na ulicach. Publiczne spory polityków pełnią rolę sapera który rozbraja minę społecznych emocji. Możliwość prywatnej rozmowy przy kielichu czy kawie, możliwość pożartowania, pośmiania się jest przejawem normalności. Reprezentujemy różne grupy wyborców, ale prywatnie jesteśmy w końcu też ludźmi.

Zresztą nie jest tajemnicą, że wojujący ze sobą publicznie politycy prywatnie ze sobą rozmawiają, a nawet się lubią. Na przykład, jak mówiono na mieście, Leszek Miller jako lider SLD, prywatnie lubił spotykać się przy wódce ze Stefanem Niesiołowskim, wówczas politykiem narodowo-chrześcijańskiego obozu. Używam tutaj swobodnie zwrotu „jak mówiono na mieście”, gdyż red. Mazurek wraz z red. Igorem Zalewskim przez jakiś czas zdobywali popularność jako autorzy poczytnych rubryk „Z życia koalicji. Z życia opozycji”, które w dużym stopniu bazowały na zwrotach typu „jak mówią” czy „wiewiórki donoszą”.

Z tym plusem łączy się jednak pierwszy minus. Są spory i spory. Są spory, w których argumenty merytoryczne przeplata się złośliwościami pod adresem adwersarza. Wówczas ten czy ów wyborca z radością woła „ale mu dołożył!” a inny czeka na celną ripostę. Są też jednak spory w których dominują agresja, inwektywy i najcięższe oskarżenia, w których pachnie gardłem a merytoryka schodzi na piętnasty plan. Wtedy w wyborcach gotuje się krew. Siadają do komputera aby trzęsącymi się rękami wrzucić parę obelg na forum społecznościowym, albo skrzyknąć się na manifestację, im burzliwszą, tym lepszą. A takie spory zdecydowanie zdominowały polską przestrzeń publiczną.

Wtedy widok „naszych”, którzy śmieją się i piją z „onymi” (w tym miejscu właściwe jest odwołanie się do „Onych” Teresy Torańskiej), budzi poczucie oszustwa, cyrku, wyjścia na idiotę, teatrzyku dla naiwnych, poczucia, że oni wszyscy są „oni” a my jesteśmy frajerami. Na TT pojawiła się zbitka charakterystycznych wpisów, akurat pochodzących od twardych zwolenników opozycji. „Koszmar” (tu emotikony wymiotowania). „jprd z pisiorami na jednej imprezie”. „Brak słów”. „Opozycja bawi się, a my tracimy tu czas!”. „Smutna prawda”.

O tym, że wobec takiego nakręcenia emocjonalnego elektoratów wspólne balowanie nie jest stosowne, dowodzi wpis poseł Joanny Senyszyn, która z radością napisała, że „na odbywającym się podczas prezentacji w Sejmie raportu NIK urodzinowym przyjęciu red. Mazurka nie było posłów Lewicy”. Po czym otrzymała informacje, że było dwóch, Robert Kwiatkowski i Marek Dyduch. „Nie wiedziałam” – smutno oznajmiła pani poseł.

Ano właśnie, kolejny minus – politycy bawili się podczas sejmowej prezentacji przez prezesa Mariana Banasia raportu NIK. Oczywiście posłowie nie muszą zawsze wysiadywać sejmowe fotele, na przykład odpowiedzi na interpelacje nigdy nie wypełniają sali obrad. Jednak raport NIK ma tę rangę, że wymaga obecności. A jeśli ktoś chce zaprezentować wyjściem z sali niechęć do prezesa, to nie powinien truchtać na wielką imprezę urodzinową. Choćby dlatego, że jest to wizerunkowo niezręczne.

Ostatni minus to fakt nie przestrzegania reżimu sanitarnego. Żadnego dystansu, żadnych maseczek. Jak to się ma do narzucania tych norm obywatelom? Apelowania do nich o odpowiedzialność? Grożenia im palcem, konsekwencjami i karami? Szczególnie że wśród obecnych był eks minister zdrowia Łukasz Szumowski. Tu znów pojawiają się uwagi, że mówienie o sanitarnym reżimie jest dobre dla dzieci, nauczycieli, personelu i klientów placówek handlowych, gastronomicznych, hoteli czy środków transportu, ale nie dla tych, którzy ten reżim szaraczkom narzucają. Czyli znów wizerunkowy błąd.

A co do samego redaktora Mazurka, no cóż, zrobił imprezę, zaprosił kogo zaprosił, przyszedł kto przyszedł  - i tyle. W końcu jest bardzo popularnym, utalentowanym i pracowitym dziennikarzem. I to już jego problem, że rozmawiając na drugi dzień z dr Michałem Sutkowskim m.in. o odpowiedzialnym zachowaniu społecznym w obliczu kolejnej fali pandemii nie dopytał go o zachowanie się gości na swoim własnym przyjęciu. Taka jest widocznie cena win.

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura