Okiem ogrodnika
Rodzina i społeczeństwo, czyli - jak żyć?
89 obserwujących
1395 notek
517k odsłon
  1369   2

Jak się niszczy polskie rolnictwo

Bogactwem naszego rolnictwa jest różnorodność stosowanych odmian i ekologiczna (przynajmniej w założeniach) produkcja dostosowana do lokalnych możliwości i potrzeb.


O ile za czasu "komuny" nie udało się zniszczyć polskiego rolnictwa, to po wejściu do UE ten proces uległ gwałtownemu przyspieszeniu. Działania są systematyczne i sukcesywne; ich celem jest eliminacja małych i średnich gospodarstw rolnych. Z dużymi system sobie poradzi  - tam kontrola poprzez system dotacji jest pełna.

Cały system przepisów jest tak zorganizowany, aby utrudnić, a z czasem wręcz uniemożliwić działalność "małych", których obarcza się takimi samymi obostrzeniami formalnymi jak "dużych", a które coraz trudniej wypełnić. Trudno bowiem sądzić, że rolnik zajęty od rana do wieczora pracami polowymi  siądzie do komputera, aby wypełnić tabelki z rozpiską co, gdzie i ile wysiał,  i skąd pochodzą wysiane nasiona, a dodatkowo co tydzień dokonał lustracji (wg specjalnego protokołu) odnośnie patogenów kwarantannowych. Oczywiście - w różnych działach te wymagania mogą być odmienne.


Jak do tej pory produkuję trochę sadzonek roślin ogrodniczych do wykorzystania przez, głównie, działkowców. To specyficzna produkcja - produkcja tylko na wiosnę, ale trzeba utrzymać przez cały rok  infrastrukturę do tego dostosowaną. W efekcie - robimy to w znacznej mierze, "aby nie zardzewieć", gdyż opłacalność jest niska - tylko nieznacznie przekracza koszty produkcji, a i to pod warunkiem, że sprzeda się przynajmniej 80 % wytworów.

Ponieważ zaś uznaliśmy, że najlepiej jest dostarczać rośliny do sklepów ogrodniczych to poddaliśmy się całej procedurze weryfikacji pozwalającej samodzielnie wystawiać paszporty roślinne.


Tu wyjaśnienie. Paszporty roślinne są wymagane jeśli rośliny są przedmiotem obrotu przez organ pośredniczący. Gdyby był to tzw. odbiorca końcowy - nie są wymagane. Czyli - mogę produkować rośliny na potrzeby własne i sprzedawać je też, gdy ktoś zakupi je bezpośrednio ode mnie. Jeśli jednak za pośrednictwem sklepu - obowiązują mnie obostrzenia większe niż np. producenta masowego w Holandii (mam okazję porównać).

Szczególnie dotyczy to niektórych typów roślin - w tym przypadku pomidorów i papryki. Kontroli podlega cały proces - nasiona i ich pochodzenie, warunki produkcji i rozpoznawalność odmian, a także "rzutów" wysiewu. Każda odmiana musi być osobno opisana i to pod każdym z tych rygorów. Np. wysiewów dokonuje się co trzy dni - aby zachować ciągłość w jakości roślin wynikającej ze stadium rozwojowego, i każdy taki rzut jest traktowany osobno. To, że niektóre rośliny rosną trochę szybciej i następuje przemieszanie rzutów - to już nie jest brane pod uwagę.

Absurdalne?

Nie dla kontrolerów PIORiN.

Efektem jest niechęć do produkcji większej ilości odmian. Dotychczas sugerowałem odbiorcom, że warto mieć kilka odmian z uwagi na to, że są różne smaki, a do tego w różnych latach różne odmiany mogą dawać inne plony.


I tu ciekawostka. Nie wolno stosować nasion własnych. Bywają lokalne mutacje odmian o bardzo ciekawym smaku.Jeśli są to odmiany ustalone - można zebrać nasiona i wysiać.... ale można to robić tylko "dla siebie" lub dla  odbiorców "z domu". Do sklepu tego wstawić nie wolno.


Efektem tych nakazów i zakazów jest to, że nie ma czasu zajmować się roślinami, gdyż trzeba dokonywać rozpisek formalnych. Ograniczeniu ulega dostępność odmian - niedługo będą dostępne tylko "kartoflaki".

Mnie najbardziej wzbudza konieczność przeprowadzania kontroli pod względem zdrowotności, co trzeba zrobić wg specjalnego formularza. To, że przynajmniej 2 razy dziennie obchodzi się teren i sprawdza zdrowotność, a gdzie nawet minimalna zmiana zabarwienia liści wynikająca z różnicy pH podłoża, czy stopnia nawilżenia jest wychwytywana - nie ma znaczenia. Ma być protokół.

Podobne wymogi dotyczą nasion. Bywa, że są produkowane w Kenii, Indonezji, Chinach, czy Peru. Sprowadzane do Polski przez pośredniak holenderskiego i tu porcjowane przez polskiego dystrybutora. Obowiązkiem producenta jest podanie całego ciągu.

Paszporty są zrozumiałe, jako element łańcucha - wystawiając swój paszport powinienem wskazać  poprzednie ogniwo, ale nie źródło. 


Jak tłumaczą to inspektorki PIORiN - istnieje potrzeba lokalizacji źródła ewentualnej choroby, bo przy masowych dostawach napłynęło do Polski szereg patogenów, które nigdy u nas nie występowały. Tylko dlaczego to polscy producenci mają ponosić konsekwencje tego stanu rzeczy, gdy to chyba PIORiN powinien kontrolować te sytuacje? Dlaczego nie kontroluje się importerów?


Efektem jest sytuacja, że coraz więcej ludzi rezygnuje z produkcji. Po prostu, przy tych obostrzeniach i zagrożeniach karami, produkcja zaczyna być bez sensu. 

W rejonie warszawskim wiem o przynajmniej kilku przypadkach rezygnacji - i to doświadczonych producentów. Takich, których jakość produkcji roślinnej była wysokiej jakości, a klienci zadowoleni. Owszem - jeszcze robią to "na potrzeby własne", czyli dla kręgu znajomych, bezpośrednich odbiorców, aby nie zostawić ich "na lodzie". Ale tak się nie da na dłuższą metę.

Szczerze powiedziawszy - również rozważam zakończenie działalności: opłacalność coraz niższa, a kłopotów coraz więcej.

A jedzcie tą unijną paszę i szczepcie się.

Lubię to! Skomentuj77 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka