Przyznam szczerze, że zastanowiło mnie to sformułowanie: czy rzeczywiście datę 11 listopada można traktować jako "dzień urodzin"?
W moim rozumieniu - Polska, a w zasadzie to, co określamy jako polskość, nie ma wyraźnej daty początkowej. Nawet jeśli rozpatrujemy to w kategorii rocznika.
Bo przecież chrzest Polski, datowany na 966 rok, nie ma nic wspólnego z istnieniem Polski. Nawet nie można go łączyć z powstaniem państwowości polskiej; ta zaistniała w przestrzeni publicznej Europy poprzez "Dagome Iudex", czyli oddanie terenów, którymi władał Mieszko I, w ręce papieża. W zamian otrzymał dziedziczne lenno.
Oczywiście - można mieć zastrzeżenia, czy Mieszko miał prawo tak uczynić, ale "kto bogatemu zabroni".
Czyli w sensie prawnym zaistniała w papiestwie odrębność, którą można określić jako państwowość. Ta trwała do zakończenia panowania Piastów.
Od tego czasu można mówić o samodzielnym bycie - Królestwie Polskim, ale bez naznaczonego króla - czyli zaczęła kształtować się Rzeczpospolita. Początkowo nie była to Rzeczpospolita szlachecka, ale z czasem tak się stało.
Upadek i utrata niepodległości dotyczyła nie Królestwa Polskiego, ale Rzeczypospolitej.
W 1918 roku Niemcy przekazali władzę Radzie Regencyjnej - zastępującej króla, czyli chcieli odbudowy Państwa Polskiego wg formuły papieskiej.
Tymczasem przybycie Piłsudskiego do Warszawy 10 listopada zmieniło te kalkulacje - przekazanie mu władzy przez Radę Regencyjną jest aktem rezygnacji z budowy Państwa Polskiego, a początkiem budowy II Rzeczypospolitej.
Zatem, jeśli mówić o "Dniu Narodzin" - to dotyczy on narodzin II Rzeczypospolitej.
Nie jestem historykiem, ale zajmuję się porównaniami cywilizacyjnymi. I w tych relacjach tak widzę te zależności.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)