Polemika z artykułem prof. Raźny zamieszczonym w „Myśli Polskiej” – „Spacyfikowany naród – Polacy”.
W zamieszczonym niedawno, także w Wolnych Mediach, cyklu „Akademia Cywilizacyjna – poszukiwanie polskości”, zamieściłem wzmiankę, że prof. Raźny jest jedną z osób których publicystykę cenię.
Przytoczony artykuł potwierdza tę opinię, gdyż prof. Raźny rozwija w nim tematykę związaną z polskością.
Jednak wspominałem też, że widzę pewne braki w jej rozumowaniu, co skutkuje błędną diagnozą tyczącą przyczyn kryzysu w dotychczasowym rozumieniu, odczuwaniu i stosowaniu polskości w życiu społecznym, ale też blokuje określenie remedium dla zaistniałej sytuacji. Bo to, co sugeruje prof. Raźny tylko pogłębi zanikanie polskości.
We wspomnianym artykule prof. Raźny sugeruje, że koniecznym warunkiem odbudowy polskości jest powrót do koncepcji „dobra wspólnego” w życiu społecznym, gdzie swoje twierdzenie opiera na na myśli chrześcijańskiej z końcowym ujęciem zaproponowanym przez Karola Wojtyłę.
Tu cytuję ten fragment:
„W jej ujęciu człowiek jest wyposażony w swej istocie bytu w świadomość aksjologiczną – możliwość odróżniania dobra od zła, prawdy od fałszu – odzwierciedloną w jego sumieniu. Wyposażony jest także w niezbywalną strukturę duchową, obrazującą jego wzrost w wymiarze metafizyczno-religijnym – na polu realizacji wartości absolutnych i obiektywnych, jakimi są chrześcijańskie wartości moralne.
Te założenia budzą wątpliwość już z tej racji, że doktryna KRK została istotnie zmieniona, a fakt jednoznacznego ustanowienia hierarchiczności, co miało miejsce na Soborze Trydenckim, automatycznie zlikwidował personalizm. W efekcie zamiast szukać wartości na jakich oparte jest kształtowanie się świadomości człowieka, przyjęto, że człowiek został wyposażony w świadomość aksjologiczną. – odróżnianie dobra of zła.
Ujęcie kłóci się już nawet z zapisem biblijnym, gdzie przecież ta zdolność miała wyniknąć dopiero po uzyskaniu wiedzy.
Już po zamieszczeniu swojego cyklu notek skonstatowałem, że koniecznym jest poszerzenie bazy pojęciowej Cywilizacji Polskiej o kwestie związane z etyką. Przyniosło to efekt w postaci przeredagowania całego opracowania z uwypukleniem problemu DOBRA.
(Całość opracowania jest „in stato nascendi”, a jest dość długie, dlatego przytoczę tylko niektóre uwagi).
Przede wszystkim – DOBRO nie jest bytem!!! Jest emanacją Miłości i tylko w porównaniu do miłości może być oceniane. Każdy byt, a jest to zawarte w metafizycznej definicji prawdy, ma własne dobro, prawdę i piękno (bardzo lapidarne ujęcie, ale nie mam lepszego), i tych cech nie można porównywać w różnych bytach.
Czy można bowiem porównać dobro bytu jakim jest lew, z dobrem bytu człowieka, który znalazł się na terenie polowań lwa?
Podobnie jest z pięknem i prawdą.
Dlatego twierdzenie o wyborze między dobrem a złem prowadzi do błędnych wniosków, co skutkuje zafałszowaniem rzeczywistości.
Z kolei prof. Koneczny, tworząc systematykę cywilizacyjną, „obszedł ten problem poprzez wprowadzenie pojęcia „DOBRO WSPÓLNE”. Czyli dobro ma mieć jednakową formę dla spójnej zbiorowości. Tym samym – dobro w tej grupie można oceniać na zasadach takich samych jak byt.
Nie wnikając w powody dla których prof. Koneczny przyjął takie stanowisko, można tylko stwierdzić, że jest ono również błędne.
To dlatego, że dobro nie może być wspólne dla dla różnych bytów – ono w swej istocie zawsze jest cechą konkretnego bytu.
Ale idąc tym torem myślowym – należy zauważyć, że ten problem jest rozwiązywalny poprzez fakt, iż grupa, która uznaje jednakowy pogląd na dobro staje się odrębnym bytem.
W takim wypadku nie jest to „dobro wspólne”, a dobro tego nowego, odrębnego bytu.
Wydawać się może, że popełniam tu herezję. Tymczasem – jest to wynik jednoznacznych konstatacji, które może odzwierciedlać najprostszy przykład.
Każdy człowiek – mężczyzna i kobieta, ma swoje, odrębne poczucie dobra – tego, co uważa za dobre dla siebie. Tworząc związek małżeński muszą dostosować swoje odczuwanie w tej sprawie, tak, aby uwzględnić dobro wspólnoty.
Czy należy mówić o dobru wspólnym rodziny kształtowanej ścieraniem się wpływów obu osób, czy też należy sobie wyjaśnić, że rodzina ma „swoje” dobro, a partnerzy muszą dostosować swoje odczuwanie do tego stanu?
Patrząc na to w ten sposób widać, co jest przyczyną słabości instytucji rodziny – system traktuje związek jako grę interesu jego członków.
Poniekąd - nie jest to moje odkrycie, a wynika ono z koncepcji prof. Konecznego, które można ująć w określeniu twierdzenia „o wielości cywilizacji”. Bo z tego właśnie wynika, że powstają nowe byty (także mentalne) różniące się od siebie. Tak jak to, że powstają różne cywilizacje.
Kończąc te uwagi.
Aby przywrócić rangę polskości konieczne jest oparcie się na fundamentach rzeczywistości. I NA PEWNO w obecnej sytuacji nie można tu polegać na doktrynie katolickiej, która już wielokrotnie zaprowadziła nas na manowce. Filarem bowiem państwowości polskiej jest bitwa pod Grunwaldem, gdzie Polacy przeciwstawili się papiestwu. Bez tego polskość zanikłaby już w tamtym czasie.
członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Społeczeństwo