Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas
279
BLOG

Grubas

Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas Rozmaitości Obserwuj notkę 16

 Kiedy jest się grubasem?

To zasadnicze pytanie – także, a może szczególnie,  dla mnie, bo jestem w „wieku  apetytu”, jak to kiedyś określił Pietrzak.

Zatem – czy jestem grubasem, czy tylko dobrze odżywionym mężczyzną (?) w wieku statecznym?

 

Tu od razu zaznaczę, że kwestie tyczące płci mi odmiennej – wychodzą poza granice zainteresowania; tę kwestię można rozpatrywać tylko w kategoriach „kochanego ciałka nigdy nie jest za dużo” z refleksją, „czy na pewno chciałem aż tyle?”.

 

Zastanawiając się nad problemem od strony medycznej należy zauważyć, że acz wraz ze wzrostem wagi poprawia się humor i wzmaga błogie spojrzenie na świat (wystarczy popatrzeć na rzeźby, czy obrazy przedstawiające Buddę), to jednak serduszko jest mocniej obciążone, a i wszelkie stawy pracują w trudniejszych warunkach.

 

Ponieważ ostatnio definiuję sobie różne opisy to - przyszła kolej na tę, jakże istotną dla męskiej dumy, sprawę.

Otóż za mężczyznę szczupłego może uchodzić ten kto rano w łazience widzi swego siusiaka przy pochyleniu samej głowy. Czyli bez zgięcia tułowia.

Jeśli musimy  do tego wciągnąć brzuch  - znaczy, że mamy już nadwagę. Stadium zależy od wysiłku jaki wkładamy w ten proces.

Kiedy jednak jedyną możliwością stwierdzenia, że jeszcze pretendujemy do roli mężczyzny jest konieczność spojrzenia w lustro – to oznacza, że przekroczony  został stan alarmowy. Trzeba zaznaczyć, że jest to stadium wygodne gdyż zazwyczaj można opierać ręce na brzuchu, co jest przydatne przy zamyśleniach kontemplacyjnych.

 

Zwalczanie i przeciwdziałanie procesowi nabierana wagi jest trudne i może być porównywane jedynie z porzucaniem palenia, czy podobnej używki. Chyba nawet trudniejsze, bo palenie można rzucić i nie wraca się do tematu (mam to za sobą), gdy jedzenia nie da się całkiem odrzucić, a jest ono jak ogień: im więcej je, tym bardziej jest głodny.

 

Ostatnio zauważyłem u siebie oznaki trzeciego stadium. No, żadne próby wciągania brzucha, a nawet lekkie pochylanie (w zakresie prawa do oszukiwania samego siebie) nie dawały rezultatu.

Wcześniej stosowałem metody radykalne – np. nawet tygodniowe odchudzanie.

Nie dało to rezultatu. Lepsze efekty przynosiły wyjazdy w góry – zazwyczaj wraca się co prawda z tą samą wagą, ale sadełko jest lepszego gatunku i mniej „wystaje”.

Niestety, wraz z wiekiem i możliwości wyjazdów, ale też i parcie ku nim, uległo zmniejszeniu.

Pozostała ostatnia możliwość (bo w medycynę nie wierzę – a przy tym na pewno jest szkodliwa) – metoda NŻT.

NIE ŻRYJ TYLE.

 

Uciążliwy proces. Postanowiłem jadać tylko jeden posiłek dziennie do czasu osiągnięcia szczupłej sylwetki. Początkowo sojusznikiem była żona, ale ostatnio co i rusz przeprowadza demonstracyjne wystawy żywności śniadaniowej. Co i rusz pyta, czy nie jestem głodny itp. Bardzo to mnie deprymuje. Przecież dobry kogut nie jest tłusty.

Jednak staram się być konsekwentny. Chyba zauważyłem objawy sukcesu – udało mi się założyć spodnie, których nie nosiłem od 10 lat a zachowałem tylko z powodów sentymentalnych. Powiem więcej – osiągnąłem „drugi stan grubości” i to przy niezbyt silnym wciąganiu brzucha.

Dla wyjaśnienia dodam, że proces zmniejszania wagi trwa u mnie 2,5 tygodnia i pewnie potrzeba jeszcze kilku dni. Potem stan stabilizacyjny.

Wyraźnie lepsza wydolność organizmu. Może się wybiorę nawet na narty. Kto wie.

członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Rozmaitości