Dzieło stworzenia Co było przyczyną stworzenia świata? Czy takie pytanie możemy w ogóle formułować? Czy już to nie jest bluźnierstwem?
Samo postawienie problemu może wynikać jedynie z personalizmu, czyli poczucia własnej odrębności osobowej względem Stwórcy.
Kolejny raz zaznaczam, że ta część rozważań, po wskazaniach odniesień uniwersalnych, koncentruje się na interpretacji personalizmu w innym ujęciu niż to, z jakim obecnie mamy do czynienia. Przyznam szczerze, że jest próbą gloryfikacji personalizmu, jako systemu na bazie którego można wypracować system uniwersalny, bez konieczności „podporządkowania” innych systemów filozoficznych.
Zakaz rozważań w takich kategoriach,narzucanie „jedynie słusznej interpretacji” jest odrzuceniem personalizmu mającym podporządkować myślenie celom manipulatora; to ZAWSZE prowadzi do tworzenia systemu totalitarnego.
Zasadą stojącą u podstaw stworzenia świata jest MIŁOŚĆ. Taka jest konkluzja rozważań dotyczących tematu w personalistycznym ujęciu. Fazą wcześniejszą, odnoszącą się do stosunku do otoczenia, jest definicja określająca miłość jako akceptację innych bytów takimi jakie są.
Skąd taka konstatacja? Przytoczę tu rozważania bazujące na zapisach Nowego Testamentu, gdzie mamy znamienny Hymn do Miłości św. Pawła:
„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
Gdybym miał też dar prorokowania
I znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę,
I wszelką (możliwą) wiarę, tak iżbym góry przenosił,
A miłości bym nie miał,
Byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
A ciało wystawił na spalenie,
A miłości bym nie miał,
Nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
Łaskawa jest.
Miłość nie zna zazdrości,
Nie szuka poklasku,
Nie unosi się pychą:
Nie dopuszcza się bezwstydu,
Nie szuka swego,
Nie unosi się gniewem,
Nie pamięta złego;
Nie cieszy się z niesprawiedliwości,
Lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
Wszystkiemu wierzy,
We wszystkim pokłada nadzieję,
Wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
(nie jest) jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zbraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy
I po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
Zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem,
Mówiłem jak dziecko,
Myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
Wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
Wtedy zaś (zobaczymy) twarzą w twarz.
Teraz poznaję po części,
Wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
Z nich zaś największa jest miłość.
Hymn o miłości (1Kor. – św. Paweł).
Te słowa w niczym nie tracą na aktualności. W miłości poszukuję fundamentów, na jakich oparte są cywilizacje, bo nie ma wyjaśnienia bez odpowiedzi na pytanie, jaką rolę pełni miłość.
Bez rozważenia tej kwestii – wszelkie odniesienia wydają się być ułomne.
Warto zwrócić uwagę na jedno – w całym tekście Hymnu ani razu MIŁOŚĆ nie jest określana przez DOBRO.
Z powyższych racji definicja miłości, jaką można spotkać na gruncie filozoficznym:
„podstawowy przejaw dążenia bytu do dobra lub zasada tego dążenia; siła jednocząca byt z doskonalącym go dobrem; podstawowy akt woli nakierowany na dobro jako cel i motyw ludzkiego działania; akt sfery pożądawczo–wolitywnej polegający na afirmacji osoby (siebie, drugiego człowieka lub Boga) oraz chceniu odpowiedniego dla niej dobra; potocznie: międzyosobowa więź o podłożu uczuciowym”
budzi zastrzeżenia.
Jakie jest ich podłoże?
Wyraźnie widać, że miłość opisywana jest za pomocą dobra. Drugie, to odnoszenie pojęcia miłości jedynie względem ludzi. Trzecie, że przyznawane jest prawo określania, co jest dobre dla innej jednostki (drugiego człowieka).
W filozofii greckiej pojęcie miłości ewoluowało od roli niszczycielskiej, irracjonalnej siły kosmicznej wrogiej rozumowi, po pozytywną siłę rządzącą kosmosem, spajającą elementy wszechświata. Według Arystotelesa – Hezjod i Parmenides jako pierwsi uznali miłość za siłę poruszającą i utrzymującą rzeczy w jedności.
Platon wskazywał, że miłość jest dążeniem do dobra i piękna wznoszącą się na coraz wyższy poziom, aż do miłości kierowanej ku mądrości.
Arystoteles z kolei podkreślał społeczne znaczenie miłości i wywodził je od miłości do siebie – cnoty dążenia do dobra i piękna, gdzie człowiek miłujący siebie będzie podobnie traktował przyjaciół – życząc im tego samego. Poza odniesieniami do ludzi – uważał, że miłość ma także charakter kosmiczny i kierowana jest do całego otoczenia.
Tak w skrócie można przedstawić ewolucję pojęcia miłości w filozofii greckiej.
Chrześcijaństwo wprowadziło miłość jako relację człowieka z Bogiem.
Źródłem wszelkiej miłości jest Bóg, który sam jest Miłością i z miłości stworzył, i wciąż stwarza wszystkie byty.
Wśród różnych idei miłości świata chrześcijańskiego zaznaczę dwie – św. Bernarda z Clairvaux, gdzie miłość jest zjednoczeniem aktów woli i zachodzi zgodność woli ludzkiej z wolą Bożą, i koncepcja św. Tomasza z Akwinu uznania miłości jako przylgnięcie bytu do dobra.
Z późniejszych koncepcji warto wspomnieć o Feuerbachu, który stwierdza, że świadomość przedmiotu jest tożsama z samoświadomością. Na bazie tej jedności, miłość rozwija się drogą poszerzania swego zakresu: od obiektów pożądania erotycznego aż do ludzkości jako takiej. Im większy zasięg miłości – tym wyższa i doskonalsza jej forma; najniższą jest miłość do samego siebie.
Nawet znając i porównując koncepcje rozumienia miłości, chcę wrócić do pierwotnej koncepcji chrześcijańskiej.
To sformułowanie zawiera wszystkie odmienności opisowe – jest podstawą istnienia wszystkich bytów.
W „Cywilizacji Polskiej” stwierdziłem, że takie traktowanie Miłości nie jest wynikiem ludzkich konstatacji – wskazuje na to ewolucja poglądów, ale stanowi objawienie zawarte w nauce Jezusa Chrystusa.
Jeśli Miłość jest czynnikiem sprawczym całej rzeczywistości, to tylko w niej należy szukać fundamentów wyjaśnień wszelkich zależności. Zatem na bazie Miłości tworzone są dalsze pojęcia podstawowe, a zaliczyć do nich można Prawdę , Dobro, Piękno.
Błędem jest więc opisywanie miłości przy użyciu tych określeń; Prawda, Dobro, Piękno są atrybutami Miłości. Nie mogą zatem jej opisywać, gdyż są tylko formą naszego rozumienia Miłości.
Skąd zatem błędne ujęcie problemu, boleśnie dotkliwe zwłaszcza u tak Wielkiego Myśliciela jak Akwinata?
Źródłem zafałszowania jest Stary Testament, gdzie w Księdze Rodzaju dano szczególnie umotywowane sugestie istnienia Dobra, jako bytu odrębnego względem Boga.
Już pierwsze akapity wskazywać mają, że Bóg stwarzając świat kierował się dobrem. Także rajska alegoria Drzewa Wiadomości Dobrego i Złego podkreśla odrębność istnienia Dobra i Zła względem Boga.
Powtarzając wcześniejsze spostrzeżenia – jeśli Dobro i Zło istnieje odrębnie od Boga – to Bóg może być też Bogiem Zła. W tej myśli należy dopatrywać się dualizmu. Przejawem w czasach obecnych jest przypisywanie szatanowi roli przeciwnika Boga.
Bóg jest Miłością. Czy Miłość może być Złem?
I dalej. Czy Miłość Boga może być kierowana tylko do ludzi, czy też do całego stworzenia?
Ewolucja rozumienia miłości od typu erotycznego do wszechogarniającej agape – także w chrześcijaństwie – jest kierunkiem. Bo tylko nieuzasadniony antropocentryzm może sugerować, że człowiek może się rozwijać „przeciwko” otoczeniu – czyniąc „świat poddanym”. Miłość jest pragnieniem istnienia i jego podtrzymywania; to może mieć miejsce jedynie przy afirmacji istnienia i rozwoju nie tylko człowieka, ale całego otoczenia.
Jest to drugie zastrzeżenie dotyczące Starego Testamentu, jako zapisu idei sprzecznej z nauczaniem Chrystusa.
Obecnie traktuje się w KRK Biblię (ST i NT) jako Słowo Objawione; widać zaś, że przekazy są sprzeczne. A przecież pierwsi Ojcowie Kościoła wskazywali wyraźnie, że Stary Testament należy interpretować w duchu Nowego Testamentu, a nie traktować na równi.
Kościół wypracował formułę Objawienia Publicznego – dotyczy to przekazu NT i ST. Wydaje się, że konieczne jest przywrócenie myśli pierwszej i traktowanie jedynie NT jako Objawienia Publicznego, a powrót do uznania ST jako objawienia prywatnego. W tym kontekście ST może zawierać prawdy, „znaki czasu”, na drodze rozwojowej do rozumienia Miłości.
Nieprzypadkowo spośród współczesnych idei rozumienia miłości wymieniłem myśl Feuerbacha. Dlaczego?
Otóż we wszystkich przypadkach rozważań filozoficznych przemyślenia prowadzone są z punktu widzenia ukształtowanej świadomości myśliciela. Wynik zależny jest od sposobu kształtowania – formowania umysłu. To zaś jest w znacznym stopniu warunkowane oddziaływaniem otoczenia w którym żyjemy.
Czy obserwując niebo z wnętrza statku można stwierdzić, że to on płynie, czy też porusza się nieboskłon?
Podobnie z konstatacjami naszego umysłu; im bardziej jest ukształtowany, tym trudniej o wnioski mogące sięgać podstaw bytu.
Odwołuję się do pierwszego przejawu świadomości człowieka: „jestem”. Bo „jestem” jest zauważeniem swej odrębności od otoczenia – jeszcze przed określeniem swego doń stosunku.
Przytoczona na początku definicja (miłość to akceptacja innych bytów takimi jakie są) nie wyjaśnia powodów stworzenie świata. Jest bowiem rozumieniem pojęcia miłości jako sumy doświadczeń wynikających z uczestnictwa w tym świecie. Akceptacja dotyczy bytówwspółistniejących, a nie dotyczy jeszcze nieistniejących. Dopiero uzupełnienie występujące w przytoczonym wywodzie: miłość – to pragnienie istnienia i jego podtrzymywania kształtuje szersze rozumienie tego pojęcia.
Posiadamy cechę, którą można określić jako radość tworzenia. To ona powoduje, że kształtujemy rzeczy nowe, czyli stwarzamy, starając się nadać im cechy idealne – tak, aby dorównać Stwórcy.
Cecha ta jest nieodłącznie związana z personalizmem.
Powołując się na tę cechę, można uformować twierdzenie (indukcja), że inicjatywa Stwórcy dotycząca powołania świata do istnienia ma takie podłoże; można je określić jako pragnienie istnienia.
To szerokie ujęcie, gdyż zawiera zarówno pragnienie własnego istnienia jak i innych, odrębnych bytów. Także tych, które dopiero zostaną wykreowane wolą ich stwórcy.
Przedstawiony punkt widzenia różni się od „modelu kreacji” prezentowanego w Biblii.
Tam Bóg nie wykazuje świadomego zamierzenia w stwarzaniu świata („Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności”). Czyli najpierw coś tworzył, a dopiero później konstatował, co uczynił i określał tego charakter.
Można twierdzić, że świat jest „przypadkowy”, bez wcześniejszego zamysłu kreacyjnego.
Bóg coś tam „majstrował”, coś mu wyszło i postanowił to wykorzystać.
Bardzo „proste” jest to określenie, ale wymagało przedstawienia. Choćby po to, aby pobudzić do zastanowienia.
Jeśli jednak akt kreacji to świadome zamierzenie, czynione „na obraz i podobieństwo” do siebie, to nie można mówić o przypadkowych działaniach; każde działanie zawiera myśl i zamiar Stwórcy, i stanowi PRAWDĘ każdego bytu.
Takie ujęcie jest zgodne z chrześcijańską myślą filozoficzną.
Każdy byt zawiera zamysł Stwórcy wynikający z pierwotnej idei istnienia.
Można to porównać do stwierdzenia, że istnieniu świata został nadany impuls początkowy, który rozprzestrzenia się tworząc i kształtując różne formy istnienia, zawsze jednak ich źródłem był i jest zamysł Stwórcy.
To tak, jak z DNA; zawiera kod kształtowania życia. Porównując go okazuje się, że nawet najbardziej prymitywne formy mają znaczną część „wspólną” z organizmami o zaawansowanym rozwoju.
Warto w tym miejscu wtrącić, że ujęcie jest zgodne z inkaskim; Wirakocza (Rozsadnik – Życiodawca) zainicjował proces powstawania świata. Świat rozwija się własnymi ścieżkami, ale zawiera we wszystkich przejawach pierwotny kod życia.
To stwierdzenie można przenieść (hipoteza), na inne „organizmy”, które cechują się także fazami rozwoju. Zaliczyć do nich można nie tylko świat przyrody, ale także byty społeczne, czyli struktury organizacyjne życia społecznego.
Nie jest to całkowicie nowe ujęcie, gdyż z podobnymi poglądami można się spotkać u Spenglera.
„Byt społeczny”; analogią komórki, podstawowej formacji przyrodniczej, jest „podstawowa komórka społeczna” - rodzina.
Obie formacje mogą (założenie) być rozpatrywane w takich samych kategoriach dotyczących faz rozwojowych, zasad dostosowywania się i prawidłowości zmian, czy stopnia komplikacji.
Przedstawiony pogląd jest zasadniczo różny od darwinizmu społecznego (ewolucjonizmu), ale także od standardowo rozumianego kreacjonizmu.
Darwinizm to przecież chaotyczny model rozwoju, gdzie zwyciężają formy lepiej dostosowane.
Kreacjonizm z kolei zakłada sterowanie procesem rozwojowym.
Tu proponowany jest „zalążek życia”, który ewoluuje i zachowując pierwotne założenia, wzbogaca, multiplikuje, dostosowuje i rozwija swe formy, dążąc do realizacji „kodu życia” – zamysłu dzieła stworzenia.
członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Społeczeństwo