Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas
85
BLOG

Polska, polskość, Polacy; Rzeczpospolita (6)

Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas Społeczeństwo Obserwuj notkę 2

3. 4. 2 Judaistyczne skrzywienie rozumienia personalizmu

 
Tymczasem powszechnie spotykamy się ze stosowaniem kryterium Dobra w ocenach dotyczących postępowania własnego i oczywiście innych. Wśród podstawowych wartości wymieniamy, często pisząc z dużej litery, Prawdę, Dobro i Piękno.
To samo zrobił prof. Koneczny przyjmując wymienione wartości jako bazowe dla cywilizacji z uzupełnieniem ich o dobrobyt i stosunek do zdrowia.
 
Skąd ta przeinaczona rola dobra w personalizmie europejskiej myśli filozoficznej?
Dosyć jednoznacznym wskazaniem jest Biblia (Stary Testament), gdzie Dobru najpierw nadano rangę bytu istniejącego odrębnie od Stwórcy świata, a następnie podstawowej wartości stanowiącej o wyborach i ocenach postępowania. Wraz z judaizowaniem Kościoła Katolickiego – również w KRK Dobro stało się wartością bazową.
 
Już w czwartym akapicie Ksiegi Rodzaju występuje stwierdzenie, że Bóg stwarzając świat oddzielił światło od ciemności i stwierdził, że jest to dobre.
To bardzo znamienne stwierdzenie. Przede wszystkim wskazuje na to, że Stwórca kieruje się kryterium Dobra. Czyli samo pojęcie Dobra istnieje poza Bogiem i Jego dziełem.
Drugie, że Bóg nie stwarzał świata z jakimś zamiarem, a raczej jest to wynik przypadkowych działań.
 W dalszej części  Księgi Rodzaju jest akapit:  3.4 - 5  Wtedy rzekł wąż do niewiasty: „Na pewno nie umrzecie. Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło”.
 
To bardzo ważne zdanie – ostrzeżenie, gdyż w takich kategoriach należy je interpretować.
Poprzez rozróżnianie dobra i zła człowiek ma stać się równy Bogu. Czyli stać się osobą, osobnym bytem, który może przeciwstawiać się Woli Bożej z racji własnej oceny, co jest dobre, a co złe; godzi się tu zaznaczyć, że ta „równość Bogu” ma umocowanie w postaci ustalenia DOBRA jako pojęcia nie związanego ze stwarzaniem świata, a więc istniejącego poza Dziełem Stworzenia.
 
Takie jest źródło personalizmu w judaistycznym ujęciu. Dobro może tu być  związane z poziomem odniesienia; inne jest dobro jednostki, inne rodziny, rodu, plemienia, narodu, czy cywilizacji. Inne, dostępne  jedynie rezumieniu  Stwórcy, jest dobro Jego Dzieła, czyli świata. Na każdym poziomie występuje możliwość konfliktu między rozumieniem dobra w kategorii niższego poziomu organizacyjnego, a dobrem poziomu wyższego.
Prof. Koneczny  (ale chyba nie tylko on) wprowadził kategorię dobra wspólnego, które ma odpowiadać potrzebom znalezienia wspólnego dla danej zbiorowości rozumienia dobra.
To jednak nie likwiduje źródła konfliktu, a jedynie przeciwstawia wartość jaką jest wspólnota, wartości związanej z poczuciem  dobra indywidualnego.
 
Wybierając „wspólnotę” jako nadrzędną wartość, rezygnujemy w części z własnego poczucia dobra jednostkowego. Motywem tu może być też przekonanie, że dzięki „ustępstwu” uzyskamy efektywnie dobro „wyższej jakości”.
Tak jest np. w sytuacji zagrożenia; rezygnujemy z części praw nam przysługujących, podporządkowujemy się ustanowionym władzom, aby zażegnać niebezpieczeństwo.
 
Uważny Czytelnik dostrzeże, że takie rozumienie dobra wspólnego jest myślą przewodnią tworzenia się bandytyzmu.  Zdziwienie?
W jaki sposób powstają bandy grabieżcze? Właśnie poprzez łączenie sił dla uzyskania większych możliwości w zakresie zdobycia łupów, szerzej, jakichś korzyści.
Rezygnują z części swego indywidualizmu, podporządkowują się grupie i wybierają przywódcę, który najlepiej potrafi zrealizować cel.
Dokładnie ten sam mechanizm jest stosowany przy tworzeniu partii politycznychi taka sama organizacja kształtuje państwa o ekspansywnych zamiarach.
Mało. Wskazane ujęcie dotyczy także tworzenia związku o charakterze plemienno – narodowym. Kształtowanie państwa w oparciu o idee nacjonalistyczne MUSI mieć końcowy wyraz w narodowym szowinizmie i ksenofobii.
 
Dobro, nawet dobro wspólne, nie może być samodzielnym kryterium wartościującym;konieczne jest określenie o jaki zakres rozumienia dobra chodzi.
 
Cóż. Skoro w takim rozumieniu problemu, człowiek przeciwstawia się Bogu z racji odrębnego rozumienia pojęcia dobra, to trudno się dziwić, że w każdym innym przypadku, przy tworzeniu wspólnot ludzkich, będą pojawiały się jednostki, które nie  zaakceptują ustalonego przez większość pojęcia dobra wspólnego.
Dla zachowania  porządku konieczne jest posiadanie środków przymusu. Wnioskiem zaś końcowym jest stwierdzenie, że ten rodzaj personalizmu jest z zasady źródłem konfliktów. Są one wpisane w tę drogę rozwojową.
 
Droga rozwojowa może być zdefiniowana jako PERSONALIZM DOBRA.
 
 
 
3. 4. 3  Czy jest inne źródło personalizmu?
 
We wcześniejszym fragmencie napisałem, że źródła personalizmu chrześcijańskiego można dopatrywać się w pierwszych słowach modlitwy, której uczył Chrystus: „Ojcze nasz...”.
Czyli jesteśmy Dziećmi Boga, a skoro tak, to mamy prawo rozwoju w kierunku uzyskania świadomości tożsamej ze Świadomością Bożą.
 
Warto zaznaczyć, że jest to bardzo bliskie rozumieniu rozwoju w duchu filozofii chińskiej z tym, że tam brak jest określenia celu ostatecznego – ten ma się wyłonić dopiero wraz z rozwojem świadomości. Nie ma tam też wolnej woli – jest jedna droga rozwojowa wskazywana przez Syna Nieba.
 
W aryjsko–chrześcijańskich korzeniach personalizmu jest on realizowany poprzez akceptację Woli Ojca – Stwórcy Świata, czyli w Prawdzie, jako Bożym Zamierzeniu stanowiącym rację istnienia każdego bytu. W ramach tej drogi rozwojowej nie popełniamy grzechu, a jedynie błędy. Jeśli bowiem dążymy do celu próbując dostosować postępowanie do Bożych Zamierzeń, nasze postępowanie nie może być rozpatrywane w kategoriach przekroczenia prawa (czyli grzechu – wykroczenia), a jedynie jako błąd z racji niewiedzy.
 
Wnioskiem jest, że ten rodzaj personalizmu można określić jako PERSONALIZM PRAWDY.
 
Dopiero odrzucając drogę „dzieci bożych”, przechodzimy niejako automatycznie do personalizmu wynikającego z przeciwstawiania się Bogu poprzez stanowienie własnych kryteriów dobra. Czyli tego personalizmu, który wyniknął z podszeptu szatana, a które to stanowisko stanowi kanwę biblijnego ujęcia problemu.
 
Czy jest to powodem do bezwzględnego potępienia? W świetle Biblii i przytaczanych zapisów – nie.
Bóg, po „zorientowaniu się” o wykroczeniu pierwszych ludzi,  nie przeklina ich jednoznacznie. Przeklina kusiciela obciążając go określonymi przypadłościami. Ludzi usuwa z Raju, skazuje na różne utrudnienia, ale nie na zagładę.
 
Czy jest możliwość odnalezienia drogi?
 
Jeśli dobro wspólnoty utożsamione zostanie z dobrem „poziomu Boga - Stwórcy”, to dążenie  obu kierunków rozwoju świadomości personalistycznej stanie się tożsame. Kwestia dobra jako pojęcia istniejącego poza Stwórcą może w tym wypadku pozostać otwarta, nie przeszkadza w takich działaniach, ale może stanowić i stanowi pokusę, aby próbować własnych interpretacji.
 
 Droga „personalizmu antyboskiego” jest dużo trudniejsza, nie korzysta bowiem z pomocy i wskazań Stwórcy, a opiera się na przekonaniu o własnych możliwościach. To złudne uczucie.
 
Kilkakrotnie  w Ewangelii występuje określenie odnoszące się do „uczonych w Piśmie” jako „plemienia żmijowego”.
 
Czyż nie jest najprostszą interpretacją stwierdzenie, że odnosi się to do tych, którzy próbują nadać własnym przekonaniom cechy dobra i narzucić te przekonania reszcie społeczeństwa? Czyż ci, kierujący się takim „dobrem” nie są „dziećmi węża” – z jego wskazań bowiem korzystają?
 
 
 
 
 
Rozważania dotyczące personalizmu zawsze będą kierować się ku pytaniu w jakim przypadku to pojęcie  możemy uważać z uzasadnione. Tu okazuje się, że kluczowym jest stosunek do Stwórcy. Uznając Stwórcę za byt osobowy, także innym formom bytu taki status może być nadany – wszak osoba, to byt osobny.
Od innych bytów różnimy się posiadaniem świadomości własnego istnienia. Bez tego elementu nie wyróżniamy się niczym od innych bytów występujących w otaczającej rzeczywistości.
Zagadnieniem, które wymaga pogłębionej refleksji, jest pytanie o stan świadomości pozwalający na uznanie odrębności.
 
Kwestia nawiązuje do rozumienia roli „bliźniego” nie tylko w odniesieniu do innych ludzi, ale całej otaczającej rzeczywistości. Na pewno formy samoświadomości występują u naszych „braci mniejszych”, czyli zwierząt. Z kolei nie we wszystkich przypadkach można mówić o pełnej samoświadomości ludzi – zarówno w odniesieniu do dzieci, jak i osób upośledzonych.
Obecnie, tak można sądzić, status osoby przyznawany jest, niejako arbitralnie, wszystkim jednostkom ludzkim według kryterium podobieństwa. Nie ma bowiem jednoznacznego wyróżnika sygnującego człowieczeństwo; bywa, że bardziej „humanitarne”  w swym postępowaniu są zwierzęta.
 
Wydaje się, że sugerowany tu „kod życia” zawarty w DNA – może być najbardziej obiektywnym wskaźnikiem odrębności w kształtowaniu pojęcia „osoby”, czyli „bliźniego”.
 
 
 
 
Europejski nurt rozwojowy tworzy dwie opcje cywilizacyjne :
-      personalizm PRAWDY
-      personalizm DOBRA.
 
To przeciwstawne nurty. Tymczasem w świadomości społecznej istnieje przekonanie, że „linia konfrontacyjna” ograniczająca możliwości rozwojowe przebiega między DOBREM i ZŁEM.
Skąd to zawikłanie myśli filozoficznej? Ma swe  podstawy i jest głęboko zakorzeniona w społecznej psychice. To z kolei kształtowane jest poprzez system wychowania, gdzie  niepoślednią rolę odgrywają religie.
 
Można jednoznacznie stwierdzić, że KONFLIKTjest immanentną częścią składowąPERSONALIZMU DOBRA. Wynika z przekonania, że człowiek jest ukoronowaniem linii rozwojowej materii, obdarzony świadomością i wolną wolą, pozwalającą mu na rozróżnienie DOBRA i ZŁA, gdzie DOBRO jest „umiejscowione” poza aktem stworzenia. Czyli można określać, czym jest dobro bez konieczności odnoszenia się do Bożych Zamierzeń.
  Mając przekonanie o prawie do wyboru dobra, przyznaje się sobie także prawo do jego wdrażania.
 Co prawda próbuje się twierdzić, że są jednostki, które chcą wprowadzać zło, ale są one eliminowane i to także jest celem tych, którzy realizują dobro.
 Likwidując, a więc zmniejszając ilość zła, przybliżamy Królestwo Boże, gdzie zła ma w ogóle nie być.
Dlatego np. Indian w Ameryce zlikwidowano dla ich własnego dobra, bo chciano wprowadzić ich na lepszą drogę rozwojową. Podobnie w przypadku stosów na których płonęły „duszyczki”, aby uchronić je od ognia piekielnego.
Obecnie w Iraku „kosztem” wprowadzenia lepszego, bardziej przyjaznego ludziom ustroju jest (szacunkowo) utrata około miliona ludzi. Podobnie w Syrii, czy ostatnio na Ukrainie; działania tam prowadzone są DLA DOBRA TAM ZAMIESZKAŁYCH LUDZI!!!
 
Czy ktoś ma wątpliwości? Możliwe; może u niektórych powstać przekonanie, że ta droga zmian (na demokrację europejską), jest mało korzystna, a lepszym będzie system rosyjski. W obu wypadkach działania stron DOBRO MIESZKAŃCÓW mają za podstawę.
 
Chrześcijaństwo to system społeczny oparty na nauce Chrystusa, którą można tu ograniczyć do słów: „jestem Drogą, Prawdą, Życiem”. Czyli drogą rozwojową opartą o Prawdę. Nie o Dobro.
Gdzie zatem Dobrozaczęło odciskać swe piętno na drodze Prawdy?
 
Istotne były słowa św. Pawła: „zło dobrem zwyciężaj”. Ich waga jest porażająca. Już sam fakt zwycięstwa dobrem jako bronią - to przecież idea konfrontacyjna. Aby zwyciężyć, trzeba walczyć.
 
(Moim zdaniem mamy tu do czynienia ze świadomą manipulacją przy nadaniu samodzielnego znaczenia przytoczonemu akapitowi, gdy należało wspomniane słowa wyjaśniać w szerszym kontekście).
 
Drugim ważnym elementem jest nadanie Dobru charakteru bytu, który przez to stał się nie  tylko oceną sposobu działania, ale też narzędziem.
W dalszej ewolucji degeneracyjnego wpływu Dobra mamy zdefiniowanie Miłości jako przylegania do Dobra, co występuje u Akwinaty.
Można  uznać, że na tym proces filozoficznego toku przemiany chrześcijaństwa w judaizm został zakończony. Dalsza ewolucja to już tylko implementacja ustaleń.
 
Obrona idei chrześcijańskiej mogła być prowadzona długo. Długo bowiem trwają procesy przemiany świadomości – jest to jednak ruch nieodwracalny. Powoli coraz więcej kwestii i instytucji życia publicznego kształtuje swoje cele w oparciu o kryterium Dobra, a nie Prawdy.
 
Zdaję sobie sprawę z głoszonych „herezji”. Proszę jednak, aby myślący Czytelnik zastanowił się według jakich kryteriów dokonuje wyborów. Prawdy, czy Dobra?
Ciekawe jest przy tym, że św. Tomasz z Akwinu podał bardzo dobrą definicję Prawdy i jednocześnie złą Miłości. To błąd następstwa – Miłość jest pierwsza. Nie można definiować rzeczy pierwszej za pomocą pojęć wynikających z następstwa.
 
Drugim spostrzeżeniem jest przekonanie, iż wspomniane definicje i określenia powstały w najlepszej wierze o ich przydatności dla chrześcijaństwa. Być może zdał sobie z tego sprawę Akwinata  pod koniec życia, stwierdzając, że jego prace są „sianem”.
 
Obecna doktryna Kościoła Katolickiego opiera się na przyjęciu za podstawę kryterium dobra, co nieuchronnie prowadzi do przyjęcia ideologii opracowanej w Biblii. Tym samym Kościół stał się rodzajem judaistycznej sekty, co znalazło  wyraz w niedawnej wypowiedzi jednego z kardynałów, który stwierdził, że w zasadzie to śmierć Chrystusa była niepotrzebna.

członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo