Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas
101
BLOG

Polska, polskość, Polacy; Rzeczpospolita (16)

Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas Społeczeństwo Obserwuj notkę 0

8. Kształt Rzeczypospolitej

 

Rzeczpospolita była zbyt wielkim dziełem w historii stosunków społecznych, aby nie zastanowić się nad genezą Jej powstania. To zaś, że całe otoczenie, a szczególnie obecnie rządzący Polską, starają się wykazać miałkość Jej osiągnięć wskazuje, że dalej trwa praca nad fałszowaniem polskiej świadomości. Proces niszczenia polskości (a także wszelkich wpływów słowiańskich) nie został zakończony; dalej stanowi zagrożenie obecnego porządku świata, a przynajmniej tej części, gdzie panoszy się Cywilizacja Zachodu.

 

Obecnie próbuje się wmawiać Polakom, że historia Polski rozpoczęła się wraz z Chrztem w X wieku, a Polska została ucywilizowana chrześcijaństwem zachodnim.

Nawet pobieżne zapoznanie się z faktami historycznymi wprowadza wątpliwości. Jak to możliwe, że Polska błyskawicznie urosła do potęgi za panowania Chrobrego? Czy w tamtym czasie mogły być tak szybko wprowadzone zupełnie odmienne struktury organizacyjne?

 

Niewątpliwie Chrzest Polski odegrał wielką rolę. Wielką, chociaż nie zawsze pozytywną. Polskie (słowiańskie) zwyczaje daleko wyprzedzały struktury organizacyjne Rzymu. Nie przypadkiem Rzym nie próbował podporządkować sobie tych terenów.

Tymczasem chrześcijaństwo zachodnie, wraz ze swym rozprzestrzenianiem się na wschód, wprowadzało także rzymskie struktury organizacyjne.

Etyka słowiańska ulegała wpływom chrześcijańskim z racji wspólnego zakorzenienia w wartościach. Znamienne są słowa Prymasa Tysiąclecia ks. kard. Wyszyńskiego, który stwierdził, że Polska tak dobrze wchłonęła Ewangelię, gdyż był podobna dobrze uprawionej roli, gotowej na przyjęcie ziarna – Słowa Bożego.

 

Zatem potrzeba cofnięcia się w głąb dziejów, aby zastanowić się nad źródłem tego stanu rzeczy.

I tu napotykamy na kłopoty zarówno na własnej niwie, gdzie wszelkie słowiańskie zwyczaje i przekazy historyczne były (i dalej są) skrzętnie likwidowane, a znaczna w tym niegodnym dziele jest rola Kościoła Katolickiego.

Z kolei historycy zazwyczaj kończą narrację na stwierdzeniu, że Słowianie to ostatnia migracja Ariów, która najpierw skierowała się na wschód, w rejon Ałtaju, a następnie sukcesywnie przemieszczała się na zachód osiągając obecne siedziby około V wieku po Chrystusie. Wcześniej tereny były albo niezamieszkałe, albo z bardzo nikłym stanem osiedleńczym.

Dopiero od niedawna i często z pośrednich źródeł docierają infromacje, że tereny Środkowej Europy były dość gęsto zaludnione przy dobrej organizacji życia społecznego.

Opisywane migracje plemion słowiańskich mogły więc odnościć się do wewnętrznych przemieszczeń w ramach „słowiańskiej przestrzeni życiowej”.

 

Jeszcze trudniejsze jest prześledzenie pochodzenia systemu etycznego, jakim kierowali się Słowianie.

Słowianie, czyli „ludzie słowa” to plemiona, które opierały się na dotrzymywaniu słowa, po ustaleniu zasad współżycia. To bezpośrednie nawiązanie do Ariów czyli ludzi honoru. Bo honorem człowieka jest dotrzymywanie danego słowa.

 

A jakże często obecnie spotykamy zaprzaństwo ustaleń, gdzie po wykazaniu niegodziwości, uzyskuje się wyjaśnienie: „to nic osobistego, to tylko interes”.

 

Warto ponownie przytoczyć słowa Ewangelii według św. Jana: „ Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo”.

Czyż nie jest to zastanawiające i inspirujące, że Słowianie bezpośrednio, tą drogą, wskazywali na umocowanie swego stosunku do otoczenia?

 

Wskazane kwestie nakazują poszukiwań źródeł słowiańskiej etyki w znacznie wcześniejszych czasach. Wspólnota aryjskich korzeni jest wyraźnie widoczna.

Gdzie zatem można sytuować „gniazdo”, skąd  rozprzestrzeniły się idee współżycia opartego na honorze ? Kiedy to miało miejsce?

 

Na pewno są to stare dzieje, a ich początek trudno jednoznacznie określić. Notując wspólne aryjskie korzenie wiemy, że około 2000 lat przed Chrystusem nastąpił podział plemienny. Część Ariów powędrowała na południe zasiedlając stopniowo najpierw północne, a później środkowe części subkontynentu indyjskiego; południe Indii zasiedlały ludy drawidyjskie.

Wśród plemion pozostałych na terenie Iranu i obrzeżach Morza Kaspijskiego nastąpiła odnowa religijna dokonana przez Zaratusztrę (zoroastryzm). Miało to miejsce około 1200 lat przed Chrystusem.

Ten system religijny przejął wierzenia wcześniejsze i nadał im ryt opierania się na współżyciu, a nie rywalizacji.

Religia ta ewoluowała; zaczynała od koncepcji monoteistycznych, aby przekształcić się w dualistyczną, a i to z wieloma schizmatycznymi odchyleniami.

 

Można wiarygodnie twierdzić, że właśnie w tym środowisku powstały podstawy systemu etycznego Słowian; wierzenia bardzo często nawiązują bezpośrednio do tych samych  bogów, którzy występują  w panteonie hinduskim. Niekiedy jednak rola i znaczenie danej postaci bywa odwócone.

 

Z kolei chrześcijaństwo (zachodnie) odwołuje się do systemu etycznego Izraelitów, a zmienionego nauczaniem Chrystusa.

Chrześcijaństwo zachodnie -  europejskie wchłonęło z kolei wiele ze zwyczajów Cesarstwa Rzymskiego już choćby przez to, że za sprawą Konstantyna Wielkiego stało się religią państwową.

Docierając do Polski niosło już w sobie te skażone wartości, chociaż dominujące, przynajmniej werbalnie, było nauczanie Chrystusa.

 

Rozpatrując bliskość etyki słowiańskiej i chrześcijańskiej, nie od rzeczy jest postawić pytanie, czy nie miała tu miejsca styczność obu systemów.

 

Raczej nie powinno być wątpliwości. Żydzi w czasie niewoli babilońskiej mieli  dostęp do zapisów na glinianych tabliczkach ze starożytnymi tekstami jak i bezpośredni kontakt z wyznawcami różnych religii. Wiele wskazuje, że przyczynili się do zdobycia Babilonu przez Cyrusa Wielkiego (Achemenida), który pozwolił im na powrót do Palestyny wraz ze sprzętami świątynnymi i wsparł materialnie odbudowę Jerozolimy, co zapoczątkowało odnowę życia religijnego już na bardzo ortodoksyjnych zasadach.

Cyrus, któremu Żydzi nadali nawet tytuł Mesjasza, to wyznawca zaratusztrianizmu.

Z kolei Biblia, święta księga judaizmu, powstawała sukcesywnie między IV, a II wiekiem przed Chrystusem, chociaż i później wprowadzane były pewne poprawki. Czyli już po powrocie z niewoli babilońskiej. Zapewne część tekstów powstała jeszcze na miejscu, a część (choćby Księga Hioba) zostały bezpośrednio zapożyczone z dorobku Mezopotamii.

 

Pierwotna wersja Biblii z całą pewnością zawierała wiele z etycznego systemu ludów Mezopotamii, gdzie widoczne są też wpływy zoroastryzmu. Dobór tekstów i wprowadzane zmiany, to już dzieło kapłanów, wraz ze wzrostem i w dostosowaniu do religijnej ortodoksji, i zwiększaniem swego wpływu na społeczeństwo.

 

Jaka w tym rola Chrystusa?

Warto rozważyć wszelkie aspekty sprawy. Pomijam jedynie boskość osoby, gdyż to wykracza poza zakres logicznych uwarunkowań i może być rozważane w kategoriach wiary.

Pierwszy element to przesłanie przywiezione przez „Trzech Króli”, czyli magów, którzy przybyli ze wschodu.

Czy przekaz dotyczący zdarzenia jest wiarygodny, mający umocowanie jako realna możliwość, a nie bajkowa opowieść?

 Otóż Zaratusztra zostawił  przekaz mówiący, iż przyjdzie w przyszłości zbawiciel – „człowiek lepszy niż dobry” – Saoszjant, który naprostuje błędy i wskaże drogę do właściwego postępowania.

 

Idea nie jest żydowska, a zaratusztriańska, co chcę podkreślić. Analiza tekstów biblijnych, nawet przy bardzo spolegliwym podejściu, nie wskazuje na zaistnienie Zbawiciela – Mesjasza o charakterze uniwersalnym. To tylko sugestie na zasadzie mitu, że w przyszłości pojawi się król z rodu Dawida, który odbuduje potęgę Izraela. Takie same mity istnieją we wszystkich regionach świata, a u nas może to odpowiadać np. legendzie o śpiących pod Giewontem rycerzach.

 

Astrologia, która w tamtym czasie i środowiskach religijnych zoroastryzmu była bardzo dobrze rozwinięta (w Rzymie magowie ze wschodu – Chaldejczycy, mieli bardzo duże poważanie), pozwalała na określanie zdarzeń typu pojawienia się jednostki o szczególnych zdolnościach. Tak było też np. w odniesieniu do Buddy. (Astrologia hinduska ma te same podstawy, co występująca w rejonie Środkowego Wschodu).

Pojawienie się więc magów ze wschodu ma umocowanie historyczne jako możliwość, a fakt poszukiwania dzieciątka wynikał z braku precyzji dla dokładnego ustalenia miejsca i osoby; astrologia aż tak dokładna nie jest. Stąd nie dziwi pytanie skierowane do Heroda (władcy krainy), o miejsce możliwego narodzenia dzieciątka.

Samo zdarzenie nie musiało mieć jakiejś szczególnej oprawy. Mogło być odbierane (przez rodziców dziecka), jako okazjonalna wizyta przejeżdżających podróżnych, którzy spotykając świeżo narodzone dziecko przekazują mu okolicznościowe dary.

Być może była to sytuacja zwyczajowa.

Niemniej  fakt ten  musiał wywrzeć wrażenie na rodzicach i być przez nich zapamiętany; był znaczący w procesie dalszego wychowywania.

 

Ważną rolę odgrywa scena dyskusji 12–letniego Chrystusa z nauczycielami w świątyni. Szkoły świątynne nie tylko kształciły, ale też służyły wyławianiu talentów. System funkcjonował w tamtym czasie w Palestynie; można  założyć, że został skopiowany przez chrześcijaństwo. Tą drogą (szkółki parafialne) „wyłowiono” u nas, w Polsce, wielu późnieszych wielkich myślicieli.

 

Nawet  przechowanie w pamięci „hołdu przejeżdżających podróżnych”  (bo przecież tak mogła być odebrana przez rodziców ta scena), nie zmieniło okoliczności wychowywania i kształcenia Chrystusa. Żył w ubogiej rodzinie, a jego status dziecka o niepewnym pochodzeniu, nie dawał jakichś szczególnych możliwości rozwojowych.

Jaką drogą posiadł wiedzę i uprawnienia do nauczania?

(Te sprawy w społeczności żydowskiej były ściśle reglamentowane. Prawo czytania świętych tekstów mieli tylko lektorzy  uzyskujący te uprawnienia po studiach przyświątynnych. Można powiedzieć, że to pierwowzór szkół rabinackich).

Prawdopodobnie, po opisywanym incydencie (w świątyni), po rozmowie z rodzicami, został przyjęty do którejś ze szkół przyświątynnych.

 

Drugi wątek.

Samo przyjęcie i nauka w szkole przyświątynnej to za mało, aby przypisywać mu możliwości działania – wędrówkę po kraju i nauczanie.

Początkiem nauczania jest wesele w Kanie Galilejskiej, na które został zaproszony. W tamtym czasie nie czynił jeszcze żadnych cudów, nie prowadził nauczania. Czy zatem było normalne, aby został wraz z rodziną zaproszony na wesele przez krewnego i to z odległej miejscowości? A przypominam, że przy wątpliwym pochodzeniu restrykcje społeczne były dosyć nagminnie stosowane. Zdziwienie może też budzić fakt, iż był bezżenny mimo znacznego wieku – 30 lat. Żydzi byli żenieni młodo, a stan bezżenny uchodził za niestosowny.

Zapraszający krewny nie był przy tym zbyt majętny o czym świadczy brak wina. Skąd zatem słowa Matki Chrystusa skierowane do niego : „ Wina nie mają”. Co one miały oznaczać?

 

W okresie znacznie późniejszym scena ta była powodem zaciekłych starć w stosunku do przyznania Maryi tytułu „Bogarodzicy”. To z racji tego, że nie godziło się kobiecie wpływać na Boskiego Syna.

 

Całą sytuację można wiarygodnie wyjaśnić, osadzając ją w ówczesnych realiach.

 

Te realia to znaczne wpływy żydowskie w całym ówczesnym świecie, czyli zarówno w Mezopotamii, jak i Cesarstwie Rzymskim. Skąd takie znaczenie? Z racji posiadanych bogactw.

Pobyt w niewoli babilońskiej nie był związany jedynie z samym Babilonem, ale Izraelici byli przesiedlani do różnych rejonów imperium. To świadoma polityka władców, którzy tą drogą zmniejszali możliwość buntu prowincji. Rozrzucenie osadnictwa pozwoliło na zorientowanie się, co przynosi największe korzyści w działalności gospodarczej. Trudno zaprzeczyć, że w owym czasie najbardziej korzystny był handel z Chinami takimi towarami jak jedwab, czy herbata; były wytwarzane wyłącznie w Chinach, a ścisła kontrola nie pozwalała na przeniesienie jedwabników poza granicę cesarstwa.

Praktycznie rzecz biorąc, w czasach życia Chrystusa, Izraelici zmonopolizowali handel Jedwabnego Szlaku. Nawet władcami królestw leżących na trasie do Chin byli władcy pochodzenia żydowskiego albo z ich nadania.

Wspomina się o zagininionych pokoleniach izraelskich – tych z pierwszej fali przesiedleń. Jest zaś sporo enklaw na trasie Jedwabnego Szlaku zamieszkałych przez ludność przyznającą się do powiązań z judaizmem – choćby Karaimi.

W tym kontekście nie dziwi, że już znacznie później, bo w IX wieku, jeden z ludów Międzymorza (Czarnego i Kaspijskiego) – Chazarzy - przyjął judaizm jako religię państwową.

 

Przy szlakach handlowych dających duże korzyści zawsze można znaleźć osadnictwo żydowskie. Tak było także na półwyspie Arabskim, którędy prowadził szlak do Indii – główne źródło zaopatrzenia basenu Morza Sródziemnego w wonności: kadzidła, kosmetyki, przyprawy.

 

Jest zatem wielce prawdopodobne, że Chrystus – bardzo zdolny, młody Żyd - po zakończeniu nauki w przyświątynnej szkole rabinackiej, został wysłany albo polecony, do służby na Jedwabnym Szlaku.

Należy sobie zdawać sprawę, że było to wielkie wyróżnienie dla młodego człowieka o niepewnym pochodzeniu. Służba dawała możliwości zdobycia wielkiego bogactwa i uzyskania wysokiej pozycji społecznej. Wszak wiązała się z wieloletnią rozłąką i przebywaniem w świecie o odmiennych obyczajach.

Podróż z karawanami Jedwabnego Szlaku to tylko zewnętrzna część całego procesu. Trasa liczyła około 7 – 8 tys. km i zapewne trwała nie krócej niż 2 lata. Przebycie przełęczy ałtajskich było możliwe tylko w letnim okresie, a od Ałtaju do X’ian, gdzie wyznaczono miejsce na wymianę handlową, było jeszcze ok. 3 000 km. I to w znacznej części przez pustynię Takla – Maklan.

Sama podróż niewątpliwie wymagała wielkiego hartu i stanowiła rodzaj nobillitacji. Jednak nie można zapominać o logistyce takiego przedsięwzięcia. Karawany liczyły niekiedy nawet do 3000 wielbłądów, co wymagało znacznego wysiłku organizacyjnego. Miejsca odpoczynku musiały mieć zapewnioną paszę dla zwierząt i żywność dla ludzi. To, wobec wielkości karawan, wymagało stosownych przygotowań.

Można przyjąć, że Chrystus nie tylko uczestniczył w wędrówce karawany, ale także mógł przez jakiś czas przebywać na placówce – faktorii zajmującej się przygotowaniami do obsługi karawan.

Okoliczności (możliwe i prawdopodobne) wskazują, że mógł mieć kontakt z religiami i ideami występującymi w miejscu przebywania. Miał więc też możliwość porównania zapisów biblijnych z przekazami aryjskiej przestrzeni kulturowej – tej, do której należą Słowianie.

Takie pojęcia jak Sąd Ostateczny po śmierci, a także Piekło i Niebo – są pochodzenia zaratusztriańskiego i nie mają odpowiedników w judaizmie.

 

W przedstawionym kontekście sytuacja związana z Kaną Galilejską staje się wyrazista.

Przede wszystkim Chrystus po powrocie ze służby na Jedwabnym Szlaku stał się osobą znaną i cenioną w środowisku. Miał do dyspozycji znaczne środki materialne. Był wykształcony – miał uprawnienia lektora (pierwowzór rabina – nauczyciela), które nadawane były tylko w przyświątynnych szkołach rabinackich. Tylko lektorzy mieli prawo czytać wersety Biblii – a taka sytuacja miała miejsce w jego rodzinnej miejscowości.

To tłumaczy zaproszenie na wesele w Kanie Galilejskiej; biedniejszy krewny zaprasza rodzinę mającą potomka, który „przebił się” do ważnych ról społecznych.

Także fakt, iż mimo 30 lat Chrystus był bezżenny, też ma znaczenie. Bezżenność może być tłumaczona nieobecnością, ale też była okazją do kontaktów mogących doprowadzić do małżeństwa.

I wreszcie, słowa Maryi kierowane do Chrystusa, nie musiały oznaczać oczekiwania cudu, a przeciwnie, były prośbą – sugestią, aby syn wspomógł krewnego kupując nieco wina, na co miał środki.

To, że sprawa zakończyła się inaczej niż zakładane przewidywania – to już zupełnie odrębna kwestia.

 Przytoczony tok rozumowania potwierdza jeszcze próba „przywołania do porządku” Chrystusa przez Maryję z braćmi Chrystusa (prawdziwi krewni), aby odwiedli go od rozpoczętego nauczania. Tamta sytuacja wpisuje się w przedstawioną narrację. Czyż bowiem nie mogło wzbudzić u nich obaw przebywanie Chrystusa, osoby na którą liczyła cała rodzina, w otoczeniu ludzi z dołów społecznych, w tym prostytutek? (Prawdziwi krewni Jezusa – Łukasz 8.19 – 21).

 

Jeśli moje konstatacje są trafne, to wyjaśniają kontakty miedzy judaizmem, a systemem aryjsko/słowiańskim na poziomie ideowym.

Biorąc pod uwagę, że podłożem pierwszych redakcji Biblii były idee mezopotamskie, w tym i zaratusztriańskie, nie dziwi, że Chrystus wskazuje na źródło prawa, mówiąc, iż nie przyszedł, aby stanowić Prawo, ale aby je wypełnić.

Ta wypowiedź odnosi się przecież nie do Prawa Mojżeszowego, które po porównaniu okazało się odchodzeniem od Prawa opartego na Prawdzie. Mijanie się z pierwotnymi założeniami, co nasiliło się po powrocie z niewoli babilońskiej, a co pozwalało na totalne podporządkowanie społeczeństwa kapłanom, było przedmiotem sprzeciwu Chrystusa.

 

Prawo pierwotne, czyli pochodzące z Prawdy jako Bożych Zamierzeń zawartych w każdym bycie, nie podlega zmianie. Tak można interpretować słowa Chrystusa. „Kod życia” (albo inaczej: „prawo życia”) jest niezmienny i dany wszystkim – całej rzeczywistości wraz z aktem stworzenia. Tego nie można zmieniać, przynajmniej do końca istnienia naszej rzeczywistości.

 

Przedstawiony krąg rozważań - to świadome zamierzenie; mam nadzieję, że na tyle czytelne, aby poważnie się nad nim zastanowić. Przyszłość  bez uwzględnienia tych wskazań raczej nie może być dalej kształtowana bez obaw o kolejną, tym razem dużo większą katastrofę.

 

Jak widać, korzenie chrześcijaństwa, poprzez Słowo, opierają się na Prawdzie. W tym sensie nie ma żadnych różnic w podstawach kształtujących życie Ariów/Słowian i chrześcijan.

Pierwotna jest Prawda wywodząca sie z Miłości, która poprzez Słowo, istotę słowiańszczyzny, jak i Słowo Ewangelii, wskazuje nam Drogę Życia.

 

Dążąc do odnowy życia społecznego wskazuję, że symbolem kierunku zmian byłaby Intronizacja Chrystusa na Króla Polski. Zaznaczam przy tym, że „w trybie cywilnym”, czyli bez  pośrednictwa Kościoła Katolickiego. Nic bowiem instytucji religijnej do tego, kogo dane państwo chce sobie obrać za króla. Król, w polskim rozumieniu, to nie władca stanowiący prawa i narzucający ich wykonanie, ale władca utrzymujący w ładzie społeczeństwo, taki, który zawsze może stanowić wzór postępowania i porównania postępowań względem głoszonych idei.

Spotykam się z zarzutami względem tego stanowiska, że Chrystus nie jest osobą żywą, a do tego Żydem z pochodzenia, co ma dla wielu Polaków negatywne konotacje.

Cóż. Życie w ciele fizycznym to jedno, a życie idei to drugie. W tym wypadku chodzi o to, aby „na tronie” była idea, a nie konkretny człowiek, któremu można zawsze przypisać jakieś błędy.

Z kolei kwestia przynależności plemiennej w odniesieniu do idei i wartości z nią związanych jest bez znaczenia. Przeciwnie – każdy ruch społeczny oparty na nacjonalizmie jest skażony możliwością przekształcenia się w szowinizm i ksenofobię.

 

Jeśli zatem rozważamy kształt Rzeczypospolitej, to należy się zastanowić na jakich podstawach ma zostać osadzony. Próbuję, mam nadzieję, czytelnie, wykazać, że podstawy chrześcijaństwa i słowiańszczyzny są tożsame. Nie ma zatem potrzeby budowy nowej rzeczywistości przy negatywnym stosunku zarówno do Kościoła, jako wspólnoty chrześcijan, jak i słowiańszczyzny; ich korzenie są wspólne i jedynie trzeba sobie to uzmysłowić. Trzeba zaś odrzucić „perz” przerastający  korzenie.

 

Wracając do rozważań historycznych o początkach państwa polskiego w świetle przedstawionych uwag, widać wyraźnie, że rzeczywiście słowiańszczyzna była rolą przygotowaną na przyjęcie ziarna Ewangelii; wspólne oddziaływanie dwóch nurtów Słowa. Chrzest Polski nie był zmianą paradygmatu relacji społecznych (etyki), a jedynie ich wzbogaceniem.

 

Niestety, droga którą poszli żydowscy kapłani nie została zamknięta, a to spowodowało dzisiejsze komplikacje w rozumieniu rzeczywistości, prowadzące do antagonizmów.

 

Chrzest Polski, w interpretacji jaka obecnie obowiązuje, był, a przynajmniej tak się to przedstawia, zmianą paradygmatu władzy; władca uzyskiwał atrybuty króla z nadania władzy religijnej – Papieża, czyli z boskiego (pośrednio) nadania. Uzyskiwał władzę stanowienia praw w duchu wskazań Papieża jako najwyższego czynnika wspólnoty uchodzącej za chrześcijańską. Prawo państwa przestało mieć umocowanie w Prawdzie, a zaczęło mieć w woli władcy, ta zaś opierała się na Prawie Bożym (Dekalogu).

 

Przestawienie relacji miało konsekwencje w postaci społecznego oporu, który zakończył się buntem usuwającym Mieszka II z tronu królestwa. Przywrócenie chrześcijaństwa rytu zachodniego nastąpiło przy obcej interwencji narzucającej osadzenie na tronie Odnowiciela. Dalsze dzieje wskazują na ciągły konflikt między społeczeństwem o głęboko zakorzenionym poczuciu idei słowiańskich, a narzucanym systemie hierarchicznym, mającym oparcie w Kościele.

Rozpad struktur (rozdrobnienie dzielnicowe), a następnie ponowna odbudowa Królestwa Polskiego (jako osobnego bytu państwowego w ramach wspólnoty chrześcijańskiej), miały  u podłoża kształtowanie się relacji między władcą, a społeczeństwem.

Wsparcie dążeń Łokietka, to nie tylko wynik jego osobistych dążeń do tronu, ale także, a może przede wszystkim, wynik zmiany stosunku do roli władcy w społeczeństwie. To przecież żona Łokietka, Elżbieta, jest autorką stwierdzenia, że władca powinien dbać o dobro poddanych. Podobna myśl pojawiła się we Francji dopiero kilkadziesiąt lat później.

 

Można zatem powiedzieć, że kształt Rzeczypospolitej zaczął się rysować już w tamtym czasie. Mamy więc króla i królestwo, które jest „członkiem” wspólnoty chrześcijańskiej w hierarchicznym porządku i jednocześnie Rzeczpospolitą – wspólne dobro wszystkich mieszkańców, którzy sami ustalają prawa, a których przestrzeganie zapewnia król.

 

Dalsze, rzec można fundamentalne, ustalenia powstały podczas bezkrólewia, gdy wygasły prawa do tronu drogą  sukcesji. Wtedy wypracowano ideę Królestwa Polskiego jako osobnego bytu państwowego, który istniał bez konieczności związku personalnego z osobą króla.

We wcześniejszych rozwiązaniach wspólnoty chrześcijańskiej, królestwo było domeną określonego władcy jako osoby. Ciągłość królestwa istniała tylko przy zachowaniu ciągłości władzy poprzez związek krwi. Król był „właścicielem” królestwa. Przerwanie ciągłości skutkowało nadaniem tytułu nowemu królowi, bądź mogło prowadzić do likwidacji królestwa poprzez włączenie go do innej formacji.

Wypracowane rozwiązanie pozwoliło na osadzanie na tronie  króla z własnego wyboru, a nie akceptację narzuconego przez Papieża. Specyfika odmienna europejskiej praktyce.

 

Osadzenie na tronie Jadwigi wolą możnowładców reprezentujących społeczeństwo polskie, a następnie przydanie jej Jagiełły za męża, to efekt wspomnianego rozwiązania prawnego.

 

Można przyjąć, że to właśnie stanowiło akt założycielski Rzeczypospolitej.

członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo