To najczęstsza forma określania sytuacji w Polsce u schyłku I Rzeczypospolitej. Tyle, że nie przytacza się całej sentencji:
„Polska nie rządem, a prawem stoi”.
Tak często byliśmy uczeni przez „elity”. I trudno się nawet dziwić, że później powstają skojarzenia (zamiast „nie rządem” – pojawia się forma „nierządem” – gdzie nierząd ma oznaczać brak rządu, a nie najstarszą profesję) tworzone przez antypolskich dziennikarzy: „czy Polska jest sexy?”.
Tymczasem całe nieporozumienie wynika z niewłaściwego kontekstu:
Polska nie rządem stoi, a prawem.
Dopiero teraz należy rozpatrzyć polską problematykę. Jest to jednoznaczne odróżnienie od większości narodów Europy i świata. Polskę i polskość tworzyły nie prawa stanowione przez władców, a przeciwnie – mieszkańcy stanowili prawa dla władców.
Niedawno przetoczyła się dyskusja o Powstaniu Styczniowym. Można się spotkać ze stwierdzeniami, że przecież car był królem Polski, a zatem był to bunt przeciwko legalnej władzy. I jakoś nikt nie podnosi, że w Polsce król był przede wszystkim strażnikiem praw Rzeczypospolitej (władał – czyli utrzymywał w ładzie). A w Rosji władcą absolutnym.
Polskę i polskość tworzyli mieszkańcy (niezależnie od nacji) – bo jesteśmy mieszaniną, zlepkiem różnych ras i narodów, a łączy nas jedna zasada: żyj i daj żyć innym.
Ta zasada stanowi o przynależności do polskich elit, które „wyssały ją z mlekiem matki”.
Mamy teraz oszczerstwa Grossa. Popatrzmy na problem przez wspomnianą cechę.
Pod okupacją sowiecką Żydzi na potęgę współpracowali z NKWD. Ich rękoma, na podstawie ich donosów i przy bezpośrednim udziale, sowieci aresztowali polskie elity, włączając w to nawet rzemieślników i chłopów. Znaczna część, „wybierana” na tej zasadzie, została wywieziona na Syberię i do Kazachstanu. Pozostali tylko ci, którzy głęboko się schowali. Można powiedzieć, że został naród bez elit (nie jestem historykiem – skalę mogę jedynie szacować).
(Dla porównania; proszę przejrzeć Księgę Nehemiasza z Biblii. Tam jest zapis o tym, kto stanowi podstawę społeczeństwa).
W takiej sytuacji nastąpił atak niemiecki na ZSRR w 1941 roku. Niemcy podsycali antagonizmy między nacjami. Niekiedy sami byli organizatorami, niekiedy posługiwali się różnego rodzaju Sonderkomandami. Brali udział w tak zorganizowanych pogromach i mordach zdegenerowani przedstawiciele różnych nacji; ludzie o polskim pochodzeniu też. Tyle, że wśród polskiej części społeczeństwa nie było już tych, którzy mogli się przeciwstawić bestialstwu. Elity zostały działaniami Żydów wymordowane, bądź wywiezione.
Dlatego twierdzenie środowisk żydowskich, że winni za to są Polacy (generalizacja), jest nie tylko nadużyciem, ale i zwykłą podłością. A biorą w tym udział ich prominentni przedstawiciele – Michnik, Edelman, Gebert, Bikont i inni.
Dlatego uważam, że jest to powód do żądania przeprosin za oszczerstwa i przekłamania.
Instytucje prawne, które istotnie wpływały na funkcjonowanie Rzeczypospolitej; warto zastanowić się, które z nich miały fundamentalne znaczenie i jak działały. Niektóre wydają się oczywiste w swych wpływach. Są jednak i takie, które istotnie wpływały na stan społeczeństwa, a są pomijane w rozważaniach.
Rodzina i mir domowy
Motto:
„Zadaniem mężczyzny jest zbudować dom; kobiety – ten dom wypełnić”.
Już to motto określa wiele z relacji zachodzących między kobietą, a mężczyzną; stawia ich w roli partnerów wypełniających rozdzielone obowiązki. To bardzo istotny element cywilizacyjny. Dlatego też rodzinie, jako elementowi idei, musi być poświęcona specjalna uwaga.
Trwanie rasy ludzkiej zapewnia jedynie związek kobiety i mężczyzny. Zależnie od okoliczności, wokół tego związku w społeczeństwach, tworzy się otoczka praw, obyczajów i zależności zapewniających wypełnianie podstawowego obowiązku jakim jest trwanie.
Wszystkie te relacje tworzą spójny system wartości uznawanych przez duże grupy społeczne tworząc cywilizacje. Te zaś wprowadzają struktury organizacyjne regulujące zależności wynikające z idei cywilizacyjnych – czyli imperia, a w mniejszym zakresie – państwa.
Rodzina jest więc podstawowym wyróżnikiem i podstawą każdej cywilizacji. Więcej. Jest wzorem organizacyjnym i źródłem dla tworzenia praw obowiązujących w społeczeństwach.
Obecna, zauważalna kampania prowadząca do zniszczenia instytucji rodziny w Polsce jako podstawowego elementu Cywilizacji Polskiej, musi być widziana jako wojna cywilizacji.
Dostosowując model życia społecznego do istniejących warunków, konieczna jest reasumpcja delegacji zadań rodziny na państwo. Sytuacja narzucania ograniczeń na rodzinę jest sprzeczna z polskim modelem cywilizacyjnym i, - o ile nie zostanie przyjęty inny od demokratycznego sposób tworzenia regulacji - bez legitymacji prawnej.
Wynikające z Prawdy Prawo dane jest wszystkim ludzkim jednostkom. Jednak uwarunkowania historyczne stworzyły warianty oddziaływania na człowiecze społeczności. Możliwość interpretacji Prawa przywłaszczyli sobie niekiedy przywódcy, niekiedy gremia kierownicze, a niekiedy oddaje się ją w ręce ludzi nauki. Jednak nie wolno zapominać, że Prawo jest immanentnie związane z każdą ludzką jednostką (racja bytu) i jako takie nigdy nie może być tej jednostce odebrane.
W tym sensie najwyższym stopniem rozwoju jest społeczeństwo, w którym wszystkie jednostki samodzielnie i jednakowo interpretują Prawo, a tworzone relacje są tego wynikiem. Tak też można wyartykułować cele cywilizacyjne wynikające z przyjęcia wolności „DO”.
Jest zatem dopuszczalne odstępowanie od Prawa Narzuconego, jeśli jego zasady są sprzeczne z prawem tworzenia związków i organizacji umożliwiających trwanie; rozwój jest formą dostosowania do zmieniających się okoliczności.
Rozpatrując funkcje rodziny: pierwszym podziałem jest rozdzielenie ich na obronne i dostosowawcze.
Obronne, to nie tylko obrona przed zagrożeniami zewnętrznymi związanymi z atakiem dzikich zwierząt czy obcych plemion, ale także zapewnienie warunków funkcjonowania w określonych okolicznościach, czyli zapewnienie podstaw bytu. W tej dziedzinie należy też umieścić bezpieczeństwo dzieci i osobników starszych.
Funkcje dostosowawcze, to przede wszystkim uwzględnienie w organizacji życia pór roku, a dopiero później zmienności klimatu czy przewidywalnych następstw związanych np. z miejscem osiedlenia. Te zależności w sposób naturalny wskazują na związek z nauką i nauczaniem. Tu także należy umieścić sprawy opieki nad potomstwem i starszymi członkami rodziny, gdyż tylko zamienność pokoleń zapewnia trwanie.
Wraz z powiększaniem się populacji, rodziny łączą się w rody, plemiona i społeczności, aby docelowo, być może, osiągnąć stan Jednej Ludzkiej Rodziny. Być może.
Jednak teraz znajdujemy się na innym etapie rozwoju. Zatem i społeczne rozwiązania organizacyjne powinny być dostosowane do aktualnego stanu, chociaż należy zdawać sobie sprawę ze znacznego skomplikowania zależności i ich wyspecjalizowania.
Czy można jakoś szczególnie wyróżnić polski model rodziny?
Polska zorganizowała swą państwowość wokół podstawowej zasady, którą można określić jako współżycie ludzi równych.
Równych w prawach, obowiązkach i odpowiedzialności.
Te zasady są też podstawowe w doktrynie chrześcijańskiej.
W odniesieniu do rodziny przełożeniem jest równorzędne partnerstwo obojga małżonków.
Obecne zaciekłe ataki na rodzinę środowisk feministycznych i relacje stąd wynikające, mają swe źródło w poczuciu winy powstałym z racji nierównego traktowania kobiety w społeczeństwach, gdzie przewagę miały znacznie zjudaizowane religie protestanckie. W skrajnych przypadkach przybierają formę żądań „równoprawnego” korzystania z toalet. Tymczasem nawet te środowiska, mimo prób zafałszowania, nie są w stanie wskazać istotnych ograniczeń w prawach kobiet istniejących w prawodawstwie polskim.
Nie znaczy to wcale, że w polskich rodzinach obie strony mają obowiązek wykonywania wspólnie, czy też naprzemiennie, tych samych czynności.
Tradycyjnie mężczyzna reprezentował rodzinę wobec świata zewnętrznego; jego też troską było bezpieczeństwo zarówno socjalne, jak i ochrona przed czynnikami zewnętrznymi.
Kobiecy zakres obowiązków obejmował funkcjonowanie rodziny i troskę o potomstwo. Do funkcjonowania rodziny wliczyć także należy troskę o zdrowie.
(Problemy socjalne, ekonomiczne i zdrowotne rodziny wymagają bardziej szczegółowego rozpatrzenia w osobnym opracowaniu).
Wydaje się, że model ten stanowi przykład najbardziej funkcjonalnie działającego podziału obowiązków. Wyraźnie zaznaczone działy funkcjonowania dają poczucie odrębności i pewnej niezależności decyzji. Ważne w przypadku nieuchronnych konfliktów, co pozwala „schronić się” we własnej domenie. Także, przy zaistniałej różnicy poglądów, daje możliwość widzenia celu – ciągłości związku jako funkcji trwania.
To ważna konstatacja. „Wspólne” wykonywanie tych samych obowiązków, przy nawet drobnym konflikcie, rozdziela związek już na tym poziomie.
„Siła” rodziny wynika więc w znacznej mierze z komplementarnego podziału obowiązków. Jest przy tym oczywiste, że „środek ciężkości” tych obowiązków jest przesuwany w zależności od osobistych predyspozycji partnerów. Całość powiązań tworzy sytuację społeczną, gdzie kobiety otaczane są szczególnym szacunkiem.
Podział obowiązków pozwala na trwanie związku jako li tylko wypełnianie własnych obowiązków i często tak ograniczona funkcja jest odniesieniem dla potomstwa.
Takie związki są wartością dla wielu osób jako model społeczny dający poczucie stabilności, nawet jeśli indywidualne rozwiązania są sprzeczne z ich odczuciami. Stabilność rozwiązań jest niezwykle istotną cechą cywilizacyjną.
Wskazany czynnik jest pomijany, a wielce istotny. Związek dwojga ludzi w tradycji polskiej był tworzony celem powołania do życia potomstwa.
To nie tylko przyjemność, jak się często przedstawia, ale i obowiązek związany z wychowaniem. Rozdzielenie obowiązków jest aktem świadomym, ułatwiającym proces, ale też przypomnieniem o komplementarności wykonywanych zajęć. To forma codziennego przypominania o ciągłości procesu, a także zniszczeń wynikających z jego przerwania.
Tendencje wychowawcze zmniejszające poczucie odpowiedzialności i rozmywające jej zakres to czynniki wojny cywilizacyjnej prowadzonej na tym „odcinku frontu”.
Nie chcę rozwijać spostrzeżeń dotyczących roli rodziny w innych cywilizacjach. Zwrócę jedynie uwagę na zwyczaje europejskie. Otóż ekspansja cywilizacji, poza innymi istotnymi czynnikami, oparta była na rodzinie jako społecznie najtańszym sposobie wychowania potomstwa. W dziele tym kobieta uczestniczyła na równych prawach z mężczyzną.
Biorąc pod uwagę, że istnieje konieczność kształcenia/wychowania kolejnych pokoleń ludzi kontynuujących ekspansję, czynnik kosztów społecznych odgrywał istotną rolę.
Ten tekst powstał dość dawno, ale nie stracił na aktualności. Warto go uzupełnić już później sformułowaną definicją miłości jako akceptacją drugiego bytu takim jaki jest.
Ma to bezpośrednie odniesienie do relacji rodzinnych. Nie ma potrzeby nadmiernego epatowania uczuciami. Trwałość małżeństwa można opierać na tej zasadzie – akceptacji drugiej strony taką jaka jest. Nic ponadto.
Dla porównania można rozpatrzyć koszt utrzymania dziecka w rodzinie i wychowywanego w Domu Dziecka.
Pomijam kwestie wpajanych zasad postępowania umożliwiających włączenie w życie społeczeństwa. Tylko kwestie ekonomiczne, na zasadzie porównań z własnymi doświadczeniami. Mam troje, już dorosłych, dzieci. W czasie porównawczym, a biorę pod uwagę okres ok. 5 lat, nasze dochody miesięczne z prowadzonego gospodarstwa nie przekraczały średnio w roku 3 tys. PLN/miesięcznie, czyli rzędu ok. 600 PLN/os/mies.
W tym czasie koszt utrzymania w Domu Dziecka wynosił ok. 1500 PLN/os/mies.
Ze swoich zarobków wygospodarowywaliśmy dodatkowo środki na naukę języków obcych, grę na pianinie i inne zajęcia dodatkowe. Wakacje wspólnie, pod namiotem, także wspólne wyjazdy na narty, czy pod żagle lub tp. Starczało. Acz przy dużych ograniczeniach dla siebie.
Dlaczego taka różnica w kosztach?
Ano z uwagi, że znaczna część ponoszonych przez rodziców kosztów nie jest w ogóle liczona. To czas poświęcony dziecku, za który opiekun pobiera należność. To ciągła uwaga i obserwacja procesu rozwojowego, to wreszcie pierwsza opieka medyczna czy krawiecka, to nocne czuwanie przy chorym dziecku i spacery.
Tego się nie liczy, a przecież wszystkie te czynności mają istotny wpływ na wychowanie.
Warto więc rozważyć te kwestie. Także dlatego, że istnieje szereg ról społecznych jakie rodzina wypełnia. Obecnie część z nich przejęła organizacja państwowa. Jednak to rodzina jest źródłem i wzorem rozwiązywania problemów. Niekiedy nie jest na to zwracana uwaga, ale przecież zakres funkcjonowania państwa jest tylko rozszerzonym modelem rodziny.
Rodzina, jako model podstawowy organizacji życia społecznego, jest źródłem prawa.
Rozważmy kwestie rodziny w aspekcie ekonomicznym. Stabilność rozwiązań (trwałość związku gwarantowana także prawnie), dawała pewność zabezpieczeń ekonomicznych niezależnie od funkcji spełnianych w związku. Czyli kobieta zajmująca się domem i dziećmi miała zagwarantowany byt – to zapewniało jej potomstwo.
Tymczasem obecnie jako zabezpieczenie bytu proponuje się emerytury. Czy jest to dostateczny czynnik zamienny?
Można wątpić. Emerytura jest związana z osobą dokonującą wpłat do systemu. Kobieta pracująca w domu jest poza systemem. Zatem pierwszym krokiem powinno być przeniesienie należności emerytalnych na małżeństwo.
Druga kwestia. Dzieci stają się abonentami systemu. Stąd wysokość emerytury powinna także zależeć od ilości wychowywanych dzieci.
Tymczasem, nawet w przypadku kobiet pracujących i wpłacających na fundusz emerytalny, ten element nie jest uwzględniany.
A przecież fundusz emerytalny, to nie tylko pieniądze, ale także społeczne uwarunkowania; tylko w społeczeństwie pieniądze są elementem wymiennym. W efekcie „fundusz emerytalny” nie uwzględnia wkładu pracy rodziny związanej z wychowaniem potomstwa. Beneficjantami są osoby bezdzietne, które mają mniej obowiązków życiowych i mogą poświęcić więcej czasu na pracę, co jest gratyfikowane wyższymi emeryturami.
System emerytalny został wprowadzony przez Bismarcka jako aspołeczny – chodziło o wyalienowanie kasty urzędniczej z „rodzinnego sposobu” ubezpieczania na starość. Przekształcony w system powszechny – stał się elementem niszczącym społeczeństwo i podwyższającym koszty jego funkcjonowania.
Efektem jest sytuacja, gdzie wielodzietne rodziny faktycznie finansują osoby bezdzietne, a także funkcjonowanie opieki nad dziećmi porzuconymi (opuszczonymi – także losowo). Aby przywrócić normalność zasad, konieczne jest doprowadzenie do parytetu traktowania dzieci w rodzinie i poza nią.
Ta kwestia powinna odbywać się nie poprzez zmiany podatkowe, a w sferze ubezpieczeń – i emerytalnych, i zdrowotnych. Wszak „pierwszym lekarzem” w rodzinie jest zwykle kobieta. Ta funkcja także nie powinna być pomijana.
Stąd propozycja – powinno nastąpić połączenie opieki emerytalnej i zdrowotnej, gdzie składką byłyby nie tylko pieniądze, ale także wkład w funkcjonowanie społeczeństwa, czyli opieka nad dziećmi i ludźmi starszymi w rodzinie.
Trudno „wyceniać” poszczególne funkcje – powinno to zależeć od stanu społecznej akceptacji, jednak zastosowanie będzie narzędziem mogącym istotnie wpływać na tendencje populacyjne.
Dokonując porównań cywilizacyjnych warto zwrócić uwagę na inne instytucje społeczne stanowiące o polskiej odrębności. Takimi są (były) zapomniane, czy też nieużywane zasady prawne np. mir domowy, co skutkowało powstaniem specyficznej formy budownictwa, jaką jest dwór polski.
W zachodniej Europie historycznymi pozostałościami są obronne zamki – siedziby rodów.
W Polsce takich pamiątek jest niewiele. Jeśli już, to nie siedziby rodów, a grody obronne o niezbyt rozbudowanych fortyfikacjach służące nagłym potrzebom, a nie założonej doktrynie.
Taki charakter budownictwa wynikał z kilku powodów. Na pewno z racji otwartego sposobu życia i gościnności. Nie było potrzeby tworzenia zamkniętych miejsc, gdyż nie było wzajemnych napadów; społeczeństwo żyło zgodnie.
Ta otwartość to jedna strona. Druga, że szanowano prawo, które nie pozwalało na bezpodstawną ingerencję w siedzibie zamieszkania. W zasadzie ingerencja w ogóle nie mogła nastąpić, a kontroli postępowania dokonywano w inny sposób – poprzez wzajemne odwiedziny.
Zapewne na tę sytuację wpływał też fakt, iż nie było przynajmniej do końca XVI wieku (wyjątek – Zamoyski) możnowładców, których stać było na kosztowną budowę.
Mir domowy – zasada, że w miejscu zamieszkania nie obowiązywało prawo publiczne, a za porządek zgodny z obyczajem odpowiadał gospodarz domu, był więc nie tylko instytucją prawno-obyczajową, ale miał też umocowanie w warunkach umożliwiających jego wykonanie.
Zajazd i kulig
Instytucje zwyczajowe. Stosowane wobec sąsiadów, którzy nie stosowali się do obowiązującego prawa lub zwyczaju.
Ponieważ Rzeczypospolita opierała się na walorach obywatelskich – nie istniały struktury siłowe służące przymuszeniu do stosowania prawa. Jeśli ktoś u siebie nie chciał się dostosować, to decydowano, zazwyczaj pod kierownictwem kogoś z lokalnej struktury organizacyjnej (starosta), na wspólne „upomnienie” takiej osoby poprzez wizytę towarzyską, lub o zbliżonym charakterze, ale na koszt nie chcącego stosować się do zwyczaju lub wyroku sądu.
Tą drogą wymuszano stosowanie prawa, a zubożenie delikwenta było elementem towarzyszącym.
Kulig to zwyczaj bardzo podobny do zajazdu z tym, że pełnił raczej funkcje kontrolne, podczas gdy zajazd był reakcją na już powstałe przewinienie.
Kulig, o jakim mnie uczono, był rodzajem napaści, organizowanej przez pijaną czeredę okolicznych szlachetków, pod pozorem karnawałowych odwiedzin, którego efektem była pusta spiżarnia i zdewastowane sprzęty domowe. A wszystko w imię staropolskiej gościnności.
Być może było i tak, szczególnie w schyłkowym okresie, kiedy formy zdegenerowane niekiedy przeważają nad normalnymi. Porównanie możemy odnieść także do naszych czasów i twierdzić, że agresja międzyludzka osiągnęła takie rozmiary, iż praktycznie nie można przejść ulicą bez narażenia się na napad, pobicie itp. Czy jest to jednak prawdziwe?
Spróbujmy więc odtworzyć rzeczywiste korzenie tego zwyczaju. Zauważmy, że stosunki międzyludzkie w Polsce oparte były na równych prawach przysługujących całej szlachcie, niezależnie od statusu materialnego. Popularne było określenie „brać szlachecka”. I prawa te, poza nielicznymi wyjątkami, były przestrzegane. Znamiennym przykładem są tu bracia Zborowscy.
Mało tego, stosunki te nastawione były na przyjazne współżycie, czego dowodem jest budownictwo. Przeważa u nas dworek szlachecki, nie mający charakteru obronnego. Świadczyło to o braku agresywnych, skierowanych przeciwko innym, inklinacji właściciela. Jednak, aby takie inklinacje nie powstawały, konieczna była i kontrola. Tę funkcję w społeczności szlacheckiej spełniały wizyty towarzyskie. Taką też rolę do spełnienia miały kuligi, które były społeczną kontrolą współmieszkańców, mogących niekiedy siłą otworzyć sobie spiżarnie, ale też przy okazji sprawdzając, czy nie naruszane bywają zasady współżycia. Trudno zaś wyobrazić sobie „najazd” kuligu na „spokojny” zameczek usytuowany na „kurzej łapce”, jak to często widzimy u naszych zachodnich sąsiadów. Taka forma kontroli miała i ma wiele zalet, czego za żadną cenę nie chcą przyznać nasi antagoniści. Była tania; nie wymagała utrzymywania aparatu przemocy, czyli darmozjadów żyjących kosztem społeczeństwa i podatnych na korupcję. Była też dokładna i nieuchronna, gdyż przy jakichkolwiek sygnałach o nieprawidłowościach, można było być pewnym wizyty podchmielonych, a więc zasadniczych współbraci. Wiązała się z kosztami utrzymania kontroli, która była dłuższa i skrupulatniejsza wraz z zauważonymi mankamentami. A sama instytucja kuligu wzmacniała poczucie odpowiedzialności za sprawy wspólne, czyli Rzeczpospolitą.
Pozostałością kuligu w naszych czasach jest kultywowanie kolędy przez księży w każdej parafii.
Wnioskiem zaś końcowym stwierdzenie, że jeśli chcemy mieć społeczeństwo otwarte, wolne od patologii, to droga doń wiedzie nie poprzez ustawy np. o ochronie danych osobowych, ale wręcz przeciwnie, poprzez zacieśnianie więzi społecznych, czemu służą także wizyty towarzyskie i wszelkiego rodzaju spotkania.
Infamia i banicja
Infamia i banicja – to wskazanie, że nie ma miejsca w społeczeństwie dla tych, którzy nie przestrzegają praw Rzeczypospolitej.
Imfamia, to pozbawienie praw obywatelskich, w tym także ochrony swej osoby. Infamisa można było bezkarnie zabić.
Banicja, to usunięcie przestępcy ze społeczności. Powrót był związany z karą „gardła” lub niekiedy w wyniku zmazania win.
Częste zatem były wyjazdy takich osób na ziemie ukrainne, gdzie pełnili rolę straży granicznej lub też przyjmowali służbę u lokalnych posiadaczy, tą drogą dążąc do zmazania winy.
Sądownictwo i prawa zwyczajowe
Warto zaznaczyć odrębne umocowanie instytucji sądowniczych w strukturach organizacji społecznych.
Można przyjąć, że sądownictwo znajdowało się w strukturze władzy wykonawczej – sądzeniem zajmował się przedstawiciel lokalnej władzy wykonawczej – stosownie: starosta, wojewoda, książę. Zależnie od wagi sprawy.
Znana była instytucja „roków”, czyli dorocznych objazdów ziem przez władcę, gdzie okazjonalnie dokonywano rozstrzygnięć sporów.
Sądy zatem były związane z władztwem – utrzymywaniem wszystkiego w ładzie, a nie ocenianiem względem prawa (narzuconego), co obecnie stanowi o umocowaniu sądów.
Jrysdykcja otyczyła więc nie łamania prawa, a łamania reguł współżycia.
Liberum veto
Reguła prawna podkreślająca personalistyczny charakter umowy społecznej. Tylko wspólne okceptowanie reguł współżycia jest wyrazem wolnego związku. Narzucenie prawa komuś, kto go nie akceptuje, czyni związek typu niewolniczego.
Reguła bardzo ważna, ale też ważne jest określenie zasad jej stosowania; może i powinna być używana tylko w odniesieniu do spraw i sytuacji jej adekwatnych.
W sprawach państwa – nie może to być poziom odniesień lokalnej wspólnoty.
Należy zauważyć, że to ważna kwestia, w której wyrażał się personalizm wspólnoty, jaką była Rzeczpospolita.
Przynależność była dobrowolna i tworzona na bazie konsensusu. Czyli nie mogło być sprzecznych interesów, których rozwiązanie narzucane byłoby arbtralnie przez władcę lub większość. Konieczne było uznanie potrzeby wspólnego działania dla dobra wspólnego.
Niestety, wraz z degeneracją idei zaczęły pojawiać się stany, gdzie prawo to zaczęło być wykorzystywane dla indywidualnych korzyści.
Podatki
W Rzeczypospolitej nie było podatków nakładanych na obywateli. Każdy obywatel, czyli członek elity (szlachcic), był współodpowiedzialny za funkcjonowanie Rzeczy Wspólnej.
Podatek nań nakładany – to zrzeczenie się współodpowiedzialności na rzecz pobierającego podatki.
W tym systemie instytucja podatku nie ma racji bytu.
Jednak jest obowiązek świadczenia na rzecz określonych potrzeb wynikających z sytuacji. Jest to więc świadczenie bezpośrednie życiem i majątkiem w przypadku zagrożenia zewnętrznego.
Ponadto może wystąpić potrzeba wspólnych inwestycji (obronnych, ale i innych). W takim wypadku uchwalano zbiórki celowe. Sfera socjalna, to także forma świadczenia społecznego, do której zobowiązany był lokalny posiadacz.
Z kolei utrzymywanie instytucji życia publicznego realizowano przeznaczaniem na to dochodów z niektórych dóbr ziemskich, wpływów z działalności gospodarczej lub handlowej.
Władza wykonawcza, czyli dwór królewski i podległe mu struktury utrzymywane były z dochodów, tzw. królewszczyzn – posiadłości wspólnej państwa, na ten cel przeznaczonych.
Wolna elekcja
Instytucja obioru władcy – czyli tego, którego zadaniem ma być utrzymanie ładu w państwie.
Król - to urzędnik państwa, o stosownych, nałożonych nań zadaniach i możliwościach wykonawczych. Nie był właścicielem państwa, jak to uważano w tradycji zachodniej, gdzie królestwo związane było więzią personalną z królem.
Nie był nawet właścicielem majątku wspólnego – czyli królewszczyzn, chociaż w jego gestii leżało nadawanie terenów w posiadanie za np. zasługi wojenne.
(Ważna konstatacja, zwłaszcza wobec żądań rewindykacyjnych dawnych posiadaczy, szczególnie majatków ziemskich, które zostały im nadane (ich przodkom) dawnymi czasy. To posiadanie może być prawnie podważone w przypadku zmiany reguł współżycia społecznego. Posiadanie, a nie własność).
Król nie miał zatem też uprawnień do stanowienia prawa, a jedynie je zatwierdzał uznając jego zasięg – bądź w odniesieniu do całego państwa, bądź tylko jako obowiązujące w jakiejś jego części, ale po sprawdzeniu, że nie jest sprzeczne z ideą kształtu Rzeczy Wspólnej.
Konfederacja i rokosz
Instytucje mające wprowadzać, bądź zmieniać, istniejące ustalenia prawne.
Jeśli znaczna część wspólnoty uznawała, że jakieś prawa działają źle lub konieczne są zmiany dostosowawcze do zaistniałych sytuacji, zawiązywano konfederację, która środkami zgodnymi z obowiązującymi zasadami dążyła do przeprowadzenia zmian.
Niekiedy zmiany były wymuszane siłą, co także mieściło się w ramach ówczesnego porządku prawnego.
Konfederację zawiązywaną przeciwko królowi nazywano rokoszem.
Wigilia (także Bożego Narodzenia)
Trochę niezręczne i nadające nadmierne znaczenie temu konkretnemu zwyczajowi. Zamieszczam go tutaj, gdyż w sposób znamienny kształtował i nadal kształtuje nasze poczucie odmienności cywilizacyjnej.
Na co warto zwrócić uwagę?
Przede wszystkim, że jest to zwyczaj zupełnie nieznany w krajach Zachodniej Europy. Wszelkie zaś próby wyjaśnienia go na bazie europejskiej czy judaistycznej prowadzą do sprzeczności.
Z kolei judeochrześcijańska unifikacja Europy dąży do likwidacji takich odmienności i próbuje je likwidować bądź nadać im ujednolicony charakter.
Przede wszystkim Wigilia (Bożego Narodzenia) nie jest zwyczajem wprowadzonym przez chrześcijaństwo. Geneza jest dużo starsza i dotyczy świąt związanych z równonocą i przesileniami.
Przesilenie zimowe, zapoczątkowujące nowy rok, poprzedzone było (wigilia) dniem pamięci przodków. W tym dniu dusze zmarłych przybywały z zaświatów i przebywały pośród ludzi. Mogły zatem w tym jedynym dniu jeść potrawy i ogrzewać się ciepłem ognia.
Dlatego w Wigilię podtrzymywano cały dzień ogień, a potrawy miały charakter wegański, gdyż tylko takie mogły być spożywane przez dusze zmarłych.
(Wegetarianizm – ryby na stole wigilijnym, wprowadzone zostały przez KRK w XVIII wieku, jako że ryba jest symbolem chrześcijaństwa. Obecnie KRK odrzucił w ogóle potrzebę postu w dniu wigilijnym).
Na tej bazie powstało szereg lokalnych zwyczajów związanych z tą tradycją.
Nie można było np. siadać bez symbolicznego sprawdzenia, czy nie siedzi tam już dusza zmarłego, nie używano narzędzi mogących uszkodzić dusze (szydło, igła), miejsce przy stole podczas wieczerzy wigilijnej – to miejsce dla obecnych pośród zgromadzonych duchów przodków. Nie wstawano od stołu – spożywano tylko potrawy postawione. Nie odkładano sztućców. I nie zbierano niedojedzonych potraw, po to, aby dusze mogły przez noc jeszcze się posilać.
Wróżby, jakie czyniono w tym dniu, miały za podstawę przekonanie, że biorą w tym udział dusze przodków przekazując tą drogą informacje.
Zwyczaj łamania się chlebem – opłatek z mąki pszennej i niekwaszonej, to zwyczaj dopiero XVII-wieczny, wprowadzony przez KRK – został włączony do tradycji wigilijnej jako przeniesiony z uczty pierwszego dnia nowego roku, gdzie był symbolem wspólnoty, otwartości i przyjaznego nastawienia względem otoczenia.
Dzielenie się chlebem – to przecież dzielenie się największą wartością jaką się posiada. Dodać należy, że świętość chleba u Słowian odnosiła się do chleba żytniego.
Jeśli chodzi o alkohol; był spożywany w trakcie Wieczerzy Wigilijnej – głównie miody, ale w niewielkich ilościach. Tylko część była upijana. Reszta zostawiano, bądź wylewano – dla duchów wspólnie przebywających.
Próby powiązania tej tradycji wigilijnej z żydowską tradycją paschalną prowadzi do sprzeczności.
Pascha, to pamięć o wyjściu z Egiptu, gdy w noc poprzedzającą ucieczkę jedzono bogatą wieczerzę z mięsem baranka. Zasadą obowiązującą było spożywanie wieczerzy wyłącznie w gronie rodziny (wspólnoty) i przy drzwiach zamkniętych, a to z racji znaku krwią na progu domu, co miało bronić dostępu Aniołowi Śmierci. Resztki potraw nie mogły być przekazane innym, ale musiały być spalone.
Jak widać, jest to tradycja zupełnie sprzeczna z tradycją słowiańską: otwartości, gotowości przyjęcia do swego grona każdego, kto tylko chce w świątecznym spotkaniu uczestniczyć.
Połączenie tradycji chrześcijańskiej – Bożego Narodzenia ze świętem Nowego Roku Słowian – o tyle koresponduje ze sobą, że jest to czas oczekiwania na nowy, lepszy czas, kiedy to ludzie będą dla siebie braćmi. Także, że jesteśmy częścią przyrody zarówno ożywionej, jak i nieożywionej, a również częścią świata niewidzialnego – bo są wśród nas też i dusze przodków. Czyli można mówić o Święcie Jedności Świata.
Chrześcijańskie odczuwanie narodzin Bożego Dzieciątka niesie bardzo podobny przekaz.
Niewątpliwie korzenie tego święta sięgają czasów Ariów i to jeszcze sprzed religijnej reformy Zaratusztry.
członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Społeczeństwo