"Biegając" po programach TV trafiłem na wypowiedź prof. Zimmermana z UJ, promotora pracy doktorskiej A. Dudy. Niezbyt sympatycznej, ale początkowo nie przydałem jej zbytniego znaczenia.
Jednak chyba jest to istotna sprawa, gdyż nie daje mi spokoju. Stąd - chcę się podzielić z innymi swoimi odczuciami.
Otóż prof. Zimmerman, z racji swej mentorskiej roli względem Andrzeja Dudy, powołał się na znajomość i familiarne stosunku upoważniające go do zwracanie się w formie bezpośredniej. I w tej formie "dokonał" reprymendy udzielonej Prezydentowi RP z racji jego, rzekomego, odchodzenia od obowiązującej (na UJ) wykładni prawa.
Nie wnikam w prawnicze formułki; to nie moja "działka". Chodzi mi jedynie o formę stosunku "tuzinkowego" profesora, bo to przecież jeden z wielu prawników obdarzony tym tytułem, nawet jeśli na jego koncie są wybitne opracowania naukowe, gdy w kraju mamy tylko jednego Prezydenta reprezentującego Majestat Rzeczypospolitej.
O ile więc familiarna forma może być dopuszczalna w sytuacji kontaktów w pracy na UJ, to w odniesieniu do Urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej i Osoby Prezydenta - jest zdecydowanie niestosowna i świadczy o brakach w rozumieniu kultury i jej implementacji w życiu codziennym.
Przyznam, że do niedawna UJ, z samej tylko tradycji jaką spełnia w Polsce, stanowił dla mnie odniesienie kulturowe; obecnie, po niesławnej deklaracji , a wspartej wystąpieniem prof. Zimmermana, nabieram dystansu. UJ nie jest już dla mnie "gniazdem" kultury; raczej miejscem jej degeneracji.
Na tym tle chcę przypomnieć lapsus językowy jednego z posłów PSL wspominającego "puszkę z Pandorą"i reakcje "kulturalnych" mediów, które prześcigały się w przypisaniu wspomnianemu posłowi roli "oborowego, który znalazł się na salonach".
Cóż. W pewnym stopniu było to uzasadnione, gdyż trudno tak "z marszu" dostosować się do odmienności sytuacyjnej. Błędy sie popełnia. Zdarzenia, jak wspomniane, zdarzają się, są warte odnotowania i stanowić podstawę styrycznych uwag.
I mamy też podobne w wymowie zdarzenie, gdy posłanka partii mająca słowo "nowoczesna" w nazwie "składa wniosek formalny do przerwy".
Cóż. O ile jestem w stanie usprawiedliwić , a przynajmniej zrozumieć niedoskonałość posła PSL, to w przypadku "nowoczesności" fundowanej przez "kulturalną elitę" - takiego usprawiedliwienia nie znajduję. Po prostu - jest różnica między "brakami w kulturze"a "brakiem kultury".
Może czas na przywróceniu rzeczom właściwej miary?


Komentarze
Pokaż komentarze (4)