Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas
562
BLOG

Chiny, Tybet (9)

Krzysztof J. Wojtas Krzysztof J. Wojtas Kultura Obserwuj notkę 0

     Z  LHASY  DO  GOLMUDU

    Mala (skt. japa mala, mala) - sznur modlitewny. Sama nazwa mala jest terminem, który w sanskrycie oznacza "wieniec" lub "naszyjnik", natomiast japa można przetłumaczyć jako "mamrocząca modlitwa" lub "jednostajne powtarzanie tonalnych wersetów świętych pism, zaklęć lub imion bóstw".


Tybetańska mala 

    Wśród informacji o Tybecie jest i taka, że przy którymś z najazdów, pogromcy Tybetańczyków likwidowali zwłaszcza mnichów. Sposobem ich rozpoznawania było oglądanie języka; podobno na skutek długotrwałego recytowania mantr język czernieje. Dawno to było, ale pozostał zwyczaj, że aby komuś okazać szacunek należy mu pokazać język. Co kraj to obyczaj. Mnie nikt języka nie pokazywał.

    Buddyjska mala ma 108 korali. Liczba 108 reprezentuje według buddyzmu Therawady 108 emocji. (Spotkałem się też z innym znaczeniem zaistnienia liczby 108 jako świętej, ale w odniesieniu do hinduizmu. Otóż Siwa nie był początkowo uznawany za równego Brahmie i Wisznu. Dołączony został do tej dwójki po zaprezentowaniu w tańcu 108 układów tanecznych. To dalej nie tłumaczy wartości liczby, a jedynie wskazuje na hinduistyczne jej pochodzenie).

    Zwykle za  surowiec służy drzewo Bodhi inaczej nazywane drzewem Buddy (Pipal – figowiec pagodowy) , a to dlatego, że właśnie pod drzewem tego gatunku Budda osiągnął oświecenie i technicznie rzecz biorąc stał się Buddą właśnie.

    Obecnie Drzewo Bodhi nadal pełni bardzo ważną rolę dla wszystkich buddyjskich tradycji, będąc przypomnieniem i inspiracją, symbolem pokoju, Oświecenia i potencjalnych możliwości które leżą w każdym z nas.

    Istnieje pogląd, że chrześcijański różaniec, który w oczywisty sposób jest podobny do mali, ma nazwę pochodzącą od określenia japa mala. Gdy rzymscy odkrywcy przybyli do Indii i zetknęli się z malą, zapamiętali określenie "jap mala" zamiast "japa mala". Jap w sanskrycie oznacza różę i tym sposobem mala trafiła do Imperium Rzymskiego jako rosarium, a w języku angielskim i polskim przyjęto przekład tego słowa jako odpowiednio rosary i różaniec.

 

Pożegnanie Tybetu


Vincent na tle dworca kolejowego w Lhasie 

           Nie zwiedziłem wszystkich interesujących miejsc w Lhasie. Byliśmy z Rosjanami w klasztorze Sera na obrzeżach miasta. Właśnie, w kolejce (ok. godziny) aby złożyć hołd jakiejś lokalnej bogini mającej obdarzać szczęściem, zdrowiem i pomyślnością wszelką, miałem sposobność oglądać kobiety z włosami zaplecionymi w duże ilości warkoczyków (ma ich być 108 – chyba trzeba wierzyć na słowo). Samo złożenie hołdu polega na wręczeniu pilnującemu mnichowi symbolicznego daru – białego szala, który można pobrać ze sterty wiszących przy wejściu do pomieszczeń przylegających do ołtarza, płacąc jakąś kwotę – zwykle było to 10 Yn. Po odebraniu daru każda z osób pochyla się przed ołtarzem i uderza (wkłada) głowę we wgłębienie tam się znajdujące. A i trzeba złożyć jeszcze dar pieniężny. Niektórzy z proszalników dodatkowo, za stosowną opłatą, zlecają dyżurnemu mnichowi napisanie na specjalnej kartce papieru słów prośby. Podobno zwiększa to szansę na realizację. Kartka dawana jest razem z „szalem”. I tyle.

            W Sera jest jeszcze inna świątynia, gdzie przy wejściu wisi dzwon; stuknięcie jest formą zwrócenia uwagi bóstwa na skromną osobę petenta. Dalej już stosownie: ofiara i błogosławieństwo mnicha.

            Sam klasztor ciekawy; podobny funkcjonalnie do innych, gdzie świątynie są otoczone przez budynki mieszkalne mnichów  (nie jest to najwyższy standard) i obiekty techniczne. Kręcić można się w zasadzie po całym terenie; niekiedy tylko przeszkodą jest silny zapach mocznika.


W klasztorze Sera z Viką - Rosjanką z Moskwy 

            Przy zwiedzaniu jednej ze świątyń natknęliśmy się na zakaz wejścia do środka. Można było jednak zwiedzać pomieszczenia znajdujące się na piętrze. I właśnie z góry udało mi się poobserwować modły tantryczne mnichów. Było ich kilkudziesięciu; siedzieli w kucki, naprzeciw siebie wzdłuż długiego stołu. Przed każdym znajdowała się wadżra [ czyli „diament”, lub „piorun”, „maczuga”  - to atrybut (broń) Indry] i dzwonek.


U dołu dordże (wadżra), dzwonek i phurba czyli gwóźdź na demony 

    (Wadżra, po tybetańsku dordże (dordzie) to symbol nienaruszalności i niewzruszoności stanu buddy. Jego budowa ma symbolizować pięć trucizn umysłu, które wraz z rozwojem duchowym mają się przeistoczyć w pięć cech pozytywnych. Ma charakter męski. Dzwonek jest elementem żeńskim;  ogólnie oznacza pustkę mającą przeistoczyć się w mądrość. Połączenie dordże i dzwonka pozwala na uzyskanie oświecenia. Dzwonek jest trzymany w lewym ręku, a dordże w prawej ręce).

 

    Modlitwa tantryczna to wspólne recytowanie mantr (może i innych świętych tekstów). Po kilkunastu minutach następowała przerwa, mnisi brali do rąk odpowiednio dordże i dzwonek, potrząsali, (dordże to jakieś chyba specjalne ruchy). Chwila odpoczynku. I następna tura. Chyba były to długie modły, bo przed niektórymi widziałem jedzenie i napitki.


Potala od strony parku 

 Kolejnego dnia, już sam, „ zaliczyłem” Potala, Norbulinka i Muzeum Tybetu ( do zwiedzania Potali normalnie trzeba mieć specjalną wejściówkę – ja jak na Polaka przystało poszedłem „z marszu” - i chyba pomógł naszyjnik). Wieczorem herbaciarnia z testowaniem różnych gatunków tego napoju. I nie starczyło mi czasu na wizytę w szkole medycyny tybetańskiej.

     [Vincent, (wiedząc o mich zainteresowaniach), który miał jakieś tego rodzaju kontakty, namawiał mnie na to i obiecywał spotkanie z kimś interesującym. Chyba nie byłem wtedy jeszcze psychicznie  przygotowany - teraz żałuję, zwłaszcza, że jeden z synów studiuje medycynę, a jest zainteresowany wschodem. (Dzień po moim wyjeździe wrócili, wraz z młodszym, z Iranu)].

Rozstaliśmy się z Vincentem zachowując w pamięci niezwykle serdecznego i służącego pomocą człowieka. Obiecał, że mnie kiedyś odwiedzi w Polsce; Te kilka dni w Lhasie spędził z nami celowo, aby być razem z nami. Po naszym wyjeździe miał udać się do jakiegoś klasztoru na kilkumiesięczny okres kontemplacji.

Przy dojeździe do dworca nasz kierowca nie wyhamował i zranił swego kolegę, który wyjmował bagaże  klientów. Żadnego poczucia winy.

Na dworcu prześwietlanie bagaży i konfiskata pamiątkowych noży nabytych przez Rosjankę. (Walka z terroryzmem). Po targach udało mi się jeden uratować. Sam dworzec wybudowany z dużym rozmachem. Warunki podróży luksusowe. Widoki interesująco-monotonne. Szerokie rozlewiska. Gdzieś rozrzucone jurty hodowców.  Wrażenie robi ponad tysiąc km ogrodzenia z „kwasówki” - osłona przed stadami tylko słabo doglądanych zwierząt. Mają rozmach.


Z pociągu w drodze do Golmudu 

    Do Golmudu dotarliśmy ok. 22 Beijing Time.    Czas Pekinu (Beijing Time) jest używany w całych Chinach poza prowincją Sinkiang (Ujguria).

 Następny wpis: z Golmudu do Dunhuanu

 

członek SKPB, instruktor PZN, sternik jachtowy. 3 dzieci - dorośli. "Zaliczyłem" samotnie wycieczkę przez Kazachstan, Kirgizję, Chiny (prowincje Sinkiang, Tybet _ Kailash Kora, Quinghai, Gansu). Ostatnio, czyli od kilkudziesięciu już lat, zajmuję się porównaniami systemów filozoficznych kształtujących cywilizacje. Bazą jest myśl Konecznego, ale znacznie odbiegam od tamtych zasad. Tej tematyce, ale z naciskiem na podstawy rzeczypospolitej tworzę portal www.poczetRP.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura