Andrzej Branicki1969 Andrzej Branicki1969
170
BLOG

Groźni szpiedzy czy jawni sympatycy Rosji? W tej historii coś się nie zgadza.

Andrzej Branicki1969 Andrzej Branicki1969 Polityka Obserwuj notkę 10
Doniesienia o zatrzymaniu przez ABW „groźnych rosyjskich szpiegów” natychmiast obiegły media i wywołały lawinę komentarzy. Problem w tym, że gdy przyjrzeć się publicznej aktywności zatrzymanych osób, pojawia się zasadnicza wątpliwość: czy rzeczywiście mamy do czynienia z klasycznym szpiegostwem, czy raczej z jawną działalnością ideologiczną o prorosyjskim charakterze? Bo historia wywiadu uczy jednego — prawdziwy szpieg zwykle nie działa w świetle reflektorów.

W ostatnich dniach opinię publiczną obiegła informacja o zatrzymaniu trzech osób podejrzewanych o działalność szpiegowską na rzecz Rosji. W komunikatach pojawiają się ich inicjały — A.Ć., D.C. oraz A.P. Nagłówki były mocne, natychmiastowe, bez cienia wątpliwości: „rosyjscy szpiedzy”, „siatka szpiegowska”, „działanie na rzecz Moskwy”.

I właśnie w tym miejscu pojawia się pytanie, którego — mam wrażenie — zbyt mało osób dziś sobie zadaje.

Czy naprawdę mówimy o szpiegach w klasycznym rozumieniu tego słowa?

Bo kiedy czyta się medialne opisy aktywności tych ludzi, kiedy ogląda się publikowane zdjęcia, kiedy analizuje ich publiczną działalność z ostatnich lat — trudno oprzeć się wrażeniu, że ten obraz zupełnie nie przypomina tego, co przez dekady kojarzyliśmy ze szpiegostwem.

Z doniesień prasowych wynika, że osoby te od lat funkcjonowały publicznie w środowiskach o wyraźnie prorosyjskiej i panslawistycznej orientacji. Uczestniczyły w wydarzeniach organizowanych wokół idei słowiańskiej wspólnoty, pojawiały się podczas uroczystości związanych z pamięcią Armii Czerwonej, brały udział w spotkaniach i wydarzeniach środowisk określanych jako prorosyjskie. Publikowano fotografie ze składania kwiatów na cmentarzach żołnierzy radzieckich, zdjęcia z wydarzeń rocznicowych, relacje z manifestacji i spotkań o charakterze polityczno-historycznym. Media pisały także o kontaktach z przedstawicielami rosyjskiej dyplomacji, w tym o publicznym odbieraniu odznaczeń z rąk ambasadora Federacji Rosyjskiej w Polsce.

To nie wyglądało na działalność ukrytą. To nie wyglądało na konspirację. To nie wyglądało na ludzi, którzy próbują zniknąć z pola widzenia. Wręcz przeciwnie — wyglądało to na działalność ostentacyjną, ideową, publiczną, prowadzoną pod własnym nazwiskiem i bez większej potrzeby ukrywania poglądów. I właśnie dlatego pojawia się zgrzyt. Bo historia prawdziwego szpiegostwa wyglądała zwykle zupełnie inaczej.

Najskuteczniejsi agenci Związku Radzieckiego działający na Zachodzie byli mistrzami niewidzialności. Nie afiszowali się z sympatią do Moskwy. Nie pozowali do zdjęć podczas prorosyjskich uroczystości. Nie budowali publicznego wizerunku ideowych sympatyków Kremla. Ich największą bronią było to, że nikt ich o to nie podejrzewał.

Wystarczy przypomnieć siatkę rosyjskich „nielegałów” rozbitą w Stanach Zjednoczonych w 2010 roku. Ludzie żyjący przez lata jako zwyczajni obywatele. Rodziny. Domy na przedmieściach. Firmy. Dzieci chodzące do szkoły. Sąsiedzi, którzy nie mieli pojęcia, z kim mieszkają po drugiej stronie ulicy. Taki właśnie był sens pracy wywiadowczej — nie zostać zauważonym.

Podobnie działał Robert Hanssen w FBI albo Aldrich Ames w CIA. Jedni z najgroźniejszych szpiegów zimnej wojny. Przekazywali Moskwie informacje o ogromnym znaczeniu operacyjnym, a jednocześnie prowadzili zwyczajne życie urzędników amerykańskiego państwa. Bez demonstracji. Bez deklaracji. Bez publicznego flirtu z Rosją. Ukrycie było warunkiem skuteczności.

Bo szpieg, którego wszyscy znają, jest operacyjnie mało użyteczny. Szpieg, który publicznie fotografuje się przy prorosyjskich uroczystościach, sam oznacza się ideologicznie. Szpieg, który sam przyciąga uwagę kontrwywiadu — działa wbrew logice zawodu.

Oczywiście można powiedzieć: czasy się zmieniły. Rosja działa dziś nie tylko poprzez klasyczny wywiad, ale również przez propagandę, agenturę wpływu, środowiska ideowe, media, dezinformację i sieci społecznego oddziaływania. To prawda. I właśnie dlatego tym bardziej trzeba precyzyjnie nazywać rzeczy po imieniu.

Bo czym innym jest klasyczny szpieg. Czym innym agent wpływu. Czym innym aktywista polityczny. Czym innym publicysta powielający rosyjską narrację. Czym innym sympatyk Rosji czy Związku Radzieckiego. A czym innym człowiek przekazujący tajne informacje obcemu wywiadowi.

W debacie publicznej te pojęcia coraz częściej wrzuca się do jednego worka. Tymczasem różnice pomiędzy nimi są fundamentalne — prawne, operacyjne i polityczne.

Zastanawiając się hipotetycznie, iż mamy do czynienia z rzeczywistą agenturą to jaki sens miałaby wystawianie ich jawnie na prorosyjska narracje Czy chodzi o łacznikowanie? Niby w ten sposób łatwiej usprawiedliwić obecność agenta w towarzystwie oficera prowadzącego. Ale w dzisiejszym cyfrowym świecie błyskawiczne przekazanie materiałów to naprawdę rzadkość.

Nie twierdzę, że zatrzymani są niewinni. Nie twierdzę też, że ABW nie dysponuje poważnym materiałem dowodowym, którego dziś nie znamy. Być może posiada dowody, które całkowicie zmienią obraz tej sprawy.

Ale dopóki opinii publicznej pokazuje się głównie wizerunek ludzi od lat działających jawnie, publicznie i otwarcie eksponujących swoje prorosyjskie sympatie, dopóty pytanie będzie wracać: czy są to rzeczywiście „groźni szpiedzy” w klasycznym rozumieniu tego słowa?

Czy raczej osoby od lat działające w przestrzeni ideologicznej, politycznej lub propagandowej, których aktywność dopiero teraz została uznana przez państwo za element szerszej rosyjskiej operacji wpływu?

To nie jest drobiazg semantyczny. To jest zasadnicza różnica. Bo słowo „szpieg” w przestrzeni publicznej działa jak wyrok jeszcze przed wyrokiem. Zamienia złożoną sprawę w prostą opowieść. Kończy debatę zanim ta się zacznie.

A ta sprawa — właśnie dlatego, że budzi tyle pytań — debaty chyba dopiero wymaga

Jestem emerytowanym funkcjonariuszem państwowym, analitykiem bezpieczeństwa oraz prawnikiem. Przez wiele lat zajmowałam się zagadnieniami bezpieczeństwa państwa, analizą ryzyk oraz funkcjonowaniem instytucji publicznych w warunkach podwyższonego zagrożenia. Doświadczenie praktyczne łączę z analizą prawną i geopolityczną, koncentrując się na mechanizmach decyzyjnych, odpowiedzialności instytucjonalnej oraz realnych skutkach polityki bezpieczeństwa.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka