Andrzej Branicki1969 Andrzej Branicki1969
269
BLOG

Rosyjscy szpiedzy znów werbują byłych funkcjonariuszy.

Andrzej Branicki1969 Andrzej Branicki1969 Polityka Obserwuj notkę 6
Europa wyrzuciła z ambasad setki rosyjskich dyplomatów podejrzewanych o działalność szpiegowską i przez chwilę mogła uwierzyć, że zadała wywiadowi Kremla poważny cios. Dziś okazuje się jednak, że Moskwa nie zrezygnowała z budowania agentury, lecz jedynie zmieniła metody działania. Najnowsza sprawa z Włoch, gdzie rosyjscy dyplomaci mieli interesować się werbowaniem byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa, pokazuje skalę nowego zagrożenia. Emerytowany policjant, żołnierz czy oficer służb może bowiem nie posiadać już dostępu do tajnych dokumentów, ale nadal zna ludzi, procedury i słabe punkty państwa. A rosyjski wywiad nie potrzebuje tysięcy zdrajców. Wystarczy mu kilku właściwych ludzi.

Wydalenie z Włoch dwóch rosyjskich dyplomatów podejrzanych o szpiegostwo? To nie jest kolejny epizod w tej odwiecznej wojnie wywiadów. To sygnał, że Moskwa po okresie chaosu – po masowym usuwaniu jej oficerów z europejskich ambasad – odbudowuje swoje możliwości. I jednym z najgroźniejszych narzędzi tej odbudowy może być werbowanie ludzi, którzy przez lata pracowali dla zachodnich służb, wojska i aparatu bezpieczeństwa.

Europa przez kilka lat mogła myśleć, że zadała rosyjskiemu wywiadowi potężny cios. Po pełnoskalowej agresji na Ukrainę państwa europejskie wydaliły setki rosyjskich dyplomatów, z których wielu było podejrzewanych o działalność wywiadowczą pod przykryciem placówek dyplomatycznych. Zamykano konsulaty, ograniczano personel ambasad, ujawniano siatki agenturalne. Rosyjskie służby traciły ludzi, kontakty i budowane przez lata możliwości operacyjne.

Problem w tym, że Rosjanie najwyraźniej nie zamierzali się z tym pogodzić.

Najnowsza sprawa z Włoch pokazuje, że Moskwa mogła rozpocząć kolejny etap odbudowy swoich struktur wywiadowczych w Europie. Włoskie władze wydaliły dwóch rosyjskich attaché wojskowych w związku z podejrzeniami o szpiegostwo i werbowanie emerytowanych przedstawicieli włoskiego aparatu bezpieczeństwa. Śledztwo dotyczy też byłego funkcjonariusza karabinierów podejrzewanego o przekazywanie informacji od osób nadal związanych z wojskiem.

Jeśli zarzuty się potwierdzą, mamy do czynienia z czymś znacznie poważniejszym niż pojedyncza operacja rosyjskiego wywiadu. Będziemy mieli dowód, że Moskwa próbuje odbudowywać wpływy, wykorzystując ludzi doskonale znających państwo, które mają zdradzić.

W dyskusjach o rosyjskim wywiadzie często popełniamy podstawowy błąd. Wyobrażamy sobie szpiegostwo przez pryzmat filmów – oficer zdobywa tajne dokumenty, fotografuje instalacje wojskowe, przedostaje się do pilnie strzeżonego obiektu.

Współczesna działalność wywiadowcza może wyglądać zupełnie inaczej.

Były policjant, żołnierz, funkcjonariusz służb specjalnych albo urzędnik odpowiedzialny za bezpieczeństwo państwa posiada coś, czego nie kupisz ani nie zdobędziesz za pomocą najbardziej zaawansowanych technologii. Ma wiedzę o funkcjonowaniu instytucji, zna procedury, pamięta ludzi, rozumie relacje personalne i potrafi ocenić, kto podejmuje rzeczywiste decyzje, a kto tylko zajmuje wysokie stanowisko.

Przede wszystkim jednak ma kontakty. Emerytowany funkcjonariusz może zadzwonić do dawnego kolegi, spotkać się na kawie, zapytać o sytuację w jednostce, poprosić o niewinnie wyglądającą informację albo przedstawić osobę zainteresowaną „współpracą biznesową”. Często nie potrzebuje dostępu do ściśle tajnych informacji, bo dla obcego wywiadu ogromną wartość ma samo poznanie mechanizmu funkcjonowania instytucji.

Kto jest sfrustrowany? Kto ma problemy finansowe? Kto czuje się skrzywdzony przez przełożonych? Kto nie dostał awansu? Kto ma długi, problemy rodzinne albo kosztowny styl życia?

Dla profesjonalnego oficera wywiadu odpowiedzi na takie pytania mogą być warte więcej niż setki stron tajnych dokumentów. Po 2022 roku rosyjskie służby znalazły się w Europie w trudnej sytuacji. Masowe wydalenia dyplomatów ograniczyły możliwości prowadzenia klasycznej działalności wywiadowczej. Ale nie oznaczały końca rosyjskich operacji.

Moskwa zaczęła zmieniać metody. Europejskie służby obserwowały rozwój systemu werbowania tak zwanych „jednorazowych agentów”, często przez internet i komunikatory. To byli ludzie wykonujący za pieniądze proste zadania: obserwowanie obiektów, fotografowanie transportów wojskowych, podpalanie magazynów czy sabotaż. Rosyjskie służby mogły kierować takimi operacjami z dużej odległości, ograniczając ryzyko dla własnych oficerów.

Ten model ma jednak zasadnicze ograniczenie. Przypadkowy człowiek zwerbowany przez internet może podpalić samochód, sfotografować bazę wojskową albo przewieźć przesyłkę. Nie zbuduje poważnej siatki agenturalnej wewnątrz aparatu państwowego. Do tego potrzebni są profesjonaliści. I właśnie dlatego sprawa włoska powinna wzbudzić w europejskich stolicach znacznie większy niepokój niż kolejny przypadek zatrzymania człowieka wykonującego zlecenia przez Telegram.

Najbardziej niebezpieczny scenariusz? Rosyjskie służby próbują połączyć dwa modele działalności.

Pierwszy opiera się na tanich wykonawcach werbowanych przez internet, środowiska przestępcze i kontakty biznesowe. Mogą prowadzić obserwację, sabotaż i inne operacje niewymagające specjalistycznego przygotowania. Drugi może wykorzystywać byłych funkcjonariuszy, wojskowych i ludzi związanych wcześniej z administracją państwową. Posiadają wiedzę, doświadczenie i przede wszystkim dostęp do środowisk poza zasięgiem przypadkowych agentów. Jeśli te dwa systemy zostaną połączone, powstaje struktura niezwykle trudna do wykrycia.

Były funkcjonariusz nie musi sam kraść dokumentów ani dokonywać sabotażu. Może wskazywać cele, dostarczać informacji, wyszukiwać podatnych na werbunek ludzi, oceniać wiarygodność potencjalnych źródeł, a nawet tłumaczyć rosyjskim oficerom mechanizmy funkcjonowania zachodnich instytucji.

W praktyce może stać się pośrednikiem między profesjonalnym rosyjskim wywiadem a całą siecią ludzi działających na jego rzecz.

Przez ostatnie lata europejska debata o rosyjskim zagrożeniu koncentrowała się przede wszystkim na wojnie w Ukrainie, dezinformacji, cyberatakach i sabotażu. Znacznie mniej mówiło się o klasycznej agenturze.Tymczasem żadne poważne państwo nie rezygnuje z wywiadu osobowego tylko dlatego, że pojawiły się internet, sztuczna inteligencja i satelity obserwacyjne. Człowiek wewnątrz systemu nadal pozostaje jednym z najcenniejszych źródeł informacji.

Może wyjaśnić dokument, którego znaczenia nie rozumie analityk. Może ostrzec o przygotowywanej operacji. Może przekazać informacje o konfliktach personalnych wewnątrz instytucji. Może wskazać słabe punkty systemu bezpieczeństwa.

Rosjanie wiedzą o tym doskonale. Dlatego największym błędem Europy byłoby uznanie, że wydalenie kilkuset rosyjskich dyplomatów rozwiązało problem działalności rosyjskiego wywiadu.

W rzeczywistości mogło jedynie zmusić Moskwę do zmiany metod. To pytanie powinno zostać zadane szczególnie głośno w Warszawie.

Polska jest jednym z najważniejszych państw zaplecza logistycznego dla Ukrainy, znajduje się na wschodniej flance NATO, posiada strategiczną infrastrukturę wojskową i transportową, a na jej terytorium funkcjonują tysiące ludzi z wiedzą o systemie bezpieczeństwa państwa.

W ciągu ostatnich trzydziestu lat ze służb specjalnych, Policji, wojska, Straży Granicznej i administracji publicznej odeszły dziesiątki tysięcy funkcjonariuszy i urzędników. Niektórzy z nich pozostają w kontakcie ze swoimi dawnymi środowiskami.

Niektórzy pracują w prywatnym biznesie. Niektórzy mają problemy finansowe. Jeszcze inni mogą czuć się skrzywdzeni przez państwo, któremu przez lata służyli. Dla obcego wywiadu to środowisko, którego nie można ignorować.

Nie oznacza to oczywiście, że byli funkcjonariusze stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Zdecydowana większość pozostaje lojalna wobec kraju, któremu służyła. Problem polega jednak na tym, że służby wywiadowcze nie potrzebują tysięcy zdrajców. Potrzebują kilku właściwych ludzi.

Sprawa włoska powinna stać się dla Europy ostrzeżeniem, bo może pokazywać kolejny etap rosyjskiej wojny przeciwko Zachodowi. Moskwa straciła znaczną część swojej infrastruktury wywiadowczej działającej pod przykryciem dyplomatycznym. Ale nie straciła zainteresowania europejskimi tajemnicami, technologiami wojskowymi, strukturami NATO ani procesami podejmowania decyzji politycznych. Wręcz przeciwnie – w sytuacji narastającej konfrontacji zapotrzebowanie Kremla na informacje może być większe niż kiedykolwiek.

Dlatego rosyjskiego szpiega XXI wieku nie należy szukać wyłącznie w ambasadzie, konsulacie albo przedstawicielstwie handlowym. Może siedzieć w gabinecie prywatnej firmy konsultingowej. Może prowadzić działalność gospodarczą. Może spotykać się z dawnymi kolegami ze służby. Może od lat nie mieć formalnego dostępu do żadnej tajemnicy państwowej. A mimo to może być dla rosyjskiego wywiadu niezwykle cenny.

Jestem emerytowanym funkcjonariuszem państwowym, analitykiem bezpieczeństwa oraz prawnikiem. Przez wiele lat zajmowałam się zagadnieniami bezpieczeństwa państwa, analizą ryzyk oraz funkcjonowaniem instytucji publicznych w warunkach podwyższonego zagrożenia. Doświadczenie praktyczne łączę z analizą prawną i geopolityczną, koncentrując się na mechanizmach decyzyjnych, odpowiedzialności instytucjonalnej oraz realnych skutkach polityki bezpieczeństwa.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka