Federalna Służba Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej publikuje materiały przedstawiane jako odtajnione dokumenty dotyczące zbrodni wołyńskiej, rosyjskie media państwowe natychmiast rozpoczynają ich rozpowszechnianie, a Ukraina ostrzega, że możemy być świadkami przygotowanej wcześniej operacji informacyjnej wymierzonej w stosunki polsko-ukraińskie. Jeżeli informacje przekazywane przez ukraińskie instytucje są prawdziwe, właśnie rozpoczęła się jedna z najbardziej niebezpiecznych rosyjskich operacji wpływu skierowanych przeciwko Polsce, ponieważ jej głównym narzędziem nie jest całkowicie wymyślone kłamstwo, lecz jedna z największych i najbardziej bolesnych tragedii w naszej historii.
W nocy z 4 na 5 lipca rosyjska machina informacyjna ruszyła. Federalna Służba Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej opublikowała materiały przedstawiane jako odtajnione dokumenty archiwalne dotyczące zbrodni wołyńskiej, a kontrolowane przez Kreml media rozpoczęły ich natychmiastowe rozpowszechnianie, przedstawiając publikację jako ujawnienie nieznanych wcześniej informacji dotyczących działalności ukraińskich nacjonalistów podczas II wojny światowej.
Jednym z głównych bohaterów rosyjskich publikacji stał się Dmytro Kljaczkiwski, znany pod pseudonimem „Kłym Sawur”, jeden z najważniejszych dowódców UPA i człowiek uznawany przez historyków za jedną z kluczowych postaci odpowiedzialnych za ludobójstwo polskiej ludności Wołynia. Według rosyjskich mediów rzekomo odtajnione dokumenty mają zawierać nowe informacje dotyczące jego działalności oraz odpowiedzialności za zamordowanie jedenastu katolickich księży i niemal dwóch tysięcy Polaków we Włodzimierzu Wołyńskim.
Informacje brzmią sensacyjnie i właśnie dlatego powinny zostać potraktowane ze szczególną ostrożnością, ponieważ ukraińskie Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji jeszcze przed rozpoczęciem rosyjskich publikacji ostrzegało, że Federalna Służba Bezpieczeństwa przygotowuje zakrojoną na szeroką skalę operację informacyjną dotyczącą zbrodni wołyńskiej, której jednym z elementów ma być rozpowszechnianie materiałów przedstawianych jako nieznane wcześniej dokumenty historyczne.
Według strony ukraińskiej prawdziwym celem operacji nie jest odkrywanie historii ani przywracanie pamięci o polskich ofiarach, lecz wywołanie w Polsce gniewu, pogłębienie niechęci wobec Ukrainy oraz doprowadzenie do kolejnego kryzysu w stosunkach między Warszawą a Kijowem. Ukraińskie instytucje twierdzą ponadto, że operacje informacyjne prowadzące do pogorszenia stosunków polsko-ukraińskich mają być nadzorowane na najwyższym szczeblu rosyjskich służb specjalnych. Jeżeli informacje te są prawdziwe, nie mamy do czynienia z kolejną przypadkową publikacją rosyjskiego dziennikarza, działalnością internetowych trolli ani rutynową audycją propagandową, lecz z przygotowaną operacją rosyjskiej służby specjalnej, której celem może być uderzenie w jeden z najważniejszych elementów bezpieczeństwa Europy Środkowo-Wschodniej poprzez wykorzystanie polskiej pamięci historycznej.
Rosja doskonale wie, gdzie uderzyć Polaków Wołyń pozostaje jedną z najgłębszych i najbardziej bolesnych ran w polskiej historii, ponieważ w wyniku ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów zamordowano dziesiątki tysięcy Polaków, ginęły całe rodziny, kobiety, dzieci i osoby starsze, a setki miejscowości przestały istnieć lub zostały na zawsze pozbawione swoich polskich mieszkańców. Przez dziesięciolecia o tej zbrodni milczano, a później rozpoczęła się trudna walka o pamięć, prawdę, ekshumacje i godne pochówki zamordowanych, która do dzisiaj pozostaje jednym z najważniejszych problemów w stosunkach polsko-ukraińskich.
Rosyjskie służby specjalne doskonale wiedzą, jak ogromne emocje wywołuje w Polsce temat Wołynia, dlatego nie muszą wymyślać nieistniejącej zbrodni, tworzyć fikcyjnych ofiar ani od podstaw budować konfliktu dotyczącego UPA, ekshumacji i ukraińskiej polityki historycznej. Wszystkie te problemy są prawdziwe, a właśnie dlatego mogą stać się niezwykle skutecznym narzędziem operacji wpływu. Najbardziej niebezpieczna propaganda wykorzystuje prawdę Jednym z największych nieporozumień dotyczących współczesnych rosyjskich operacji informacyjnych jest przekonanie, że propaganda musi polegać na całkowitym wymyślaniu wydarzeń, które nigdy nie miały miejsca, podczas gdy najbardziej skuteczne operacje wpływu bardzo często wykorzystują prawdziwe wydarzenia, autentyczne dokumenty, rzeczywiste konflikty polityczne i głęboko zakorzenione społeczne emocje.
Wystarczy wziąć prawdziwą zbrodnię, autentyczne fotografie, rzeczywiste relacje świadków i istniejący konflikt polityczny, a następnie dołączyć do nich jeden fałszywy dokument, zmanipulowaną informację, nieprawdziwy cytat albo sensacyjną rewelację, której przeciętny odbiorca nie jest w stanie samodzielnie zweryfikować. Następnie uruchamiane są państwowe media, portale internetowe, kanały w mediach społecznościowych, anonimowe konta, filmy, komentarze oraz ludzie, którzy często w dobrej wierze zaczynają rozpowszechniać informacje, ponieważ są one zgodne z ich poglądami i emocjami. W ciągu kilku godzin materiał może dotrzeć do milionów odbiorców, zanim ktokolwiek zdąży zapytać, skąd pochodzi dokument, kto potwierdził jego autentyczność, w jakim archiwum został odnaleziony oraz dlaczego zdecydowano się ujawnić go właśnie teraz. Najskuteczniejsza propaganda nie wygląda bowiem jak propaganda, lecz jak długo ukrywana prawda, którą ktoś wreszcie zdecydował się ujawnić.
Moment rozpoczęcia operacji nie wydaje się przypadkowy
Szczególną uwagę należy zwrócić na czas, w którym pojawiają się rosyjskie publikacje, ponieważ zbliża się 11 lipca, czyli dzień pamięci ofiar ludobójstwa dokonanego na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, a jednocześnie stosunki polsko-ukraińskie przechodzą jeden z trudniejszych okresów od początku rosyjskiej inwazji. Narastają konflikty polityczne, powracają spory historyczne, pojawiają się pytania dotyczące dalszej pomocy dla Ukrainy, rośnie zmęczenie wojną, a nastroje społeczne ulegają coraz większym zmianom, dlatego rosyjskie służby specjalne nie muszą tworzyć konfliktu od początku, lecz wystarczy, że zwiększą temperaturę konfliktu, który już istnieje. Jeżeli ukraińskie ostrzeżenia są prawdziwe, właśnie na tym może polegać istota operacji informacyjnej wykorzystującej temat Wołynia.
Rosja nie potrzebuje polskiej sympatii
Analizując rosyjską propagandę, bardzo często popełniamy błąd polegający na przekonaniu, że jej celem jest skłonienie Polaków do popierania Władimira Putina, podczas gdy rosyjskie służby doskonale zdają sobie sprawę, że zdecydowana większość polskiego społeczeństwa nie stanie się nagle zwolennikami Kremla. Z punktu widzenia rosyjskich interesów nie jest to jednak konieczne, ponieważ wystarczy doprowadzić do sytuacji, w której Polacy zaczną postrzegać Ukrainę jako państwo wrogie, pomoc dla Kijowa jako działanie sprzeczne z polskim interesem, a współpracę polityczną, wojskową i wywiadowczą między Polską a Ukrainą jako zagrożenie, a nie element bezpieczeństwa naszego kraju. Rosja nie musi więc zdobywać Warszawy ani przekonywać Polaków do własnej polityki, jeżeli może osiągnąć znacznie więcej poprzez doprowadzenie do trwałego konfliktu między Warszawą a Kijowem.
Polacy już raz poznali potęgę rosyjskiego kłamstwa
Jeżeli istnieje naród, który powinien rozumieć skalę i długotrwałość rosyjskich operacji informacyjnych, są nim Polacy, ponieważ przez dziesięciolecia jedną z największych takich operacji nazywaliśmy jednym słowem: Katyń. Związek Radziecki przekonywał świat, że polskich oficerów zamordowali Niemcy, a kłamstwo katyńskie nie było pojedynczym fake newsem, przypadkową publikacją prasową ani propagandową wypowiedzią polityka, lecz gigantyczną operacją państwową, w której uczestniczyły służby specjalne, dyplomacja, media, naukowcy i politycy. Fałszowano historię, ukrywano dokumenty, zastraszano świadków, a ludzi mówiących prawdę przedstawiano jako wrogów, jednak najbardziej przerażające pozostaje to, że operacja była skuteczna przez dziesięciolecia i przetrwała zmieniające się rządy, pokolenia oraz sytuację międzynarodową. Dzisiejsza Rosja odziedziczyła po Związku Radzieckim nie tylko archiwa, broń atomową i instytucje państwowe, lecz również przekonanie, że historią można manipulować, pamięcią można sterować, a narodowe traumy mogą zostać wykorzystane jako broń służąca współczesnym celom politycznym.
W najbliższych dniach możemy zobaczyć kolejne sensacyjne informacje
W polskiej przestrzeni informacyjnej mogą pojawić się materiały informujące o odnalezieniu tajnych dokumentów dotyczących Wołynia, dowodach rzekomo ukrywanych przez Ukrainę przez osiemdziesiąt lat, nowych informacjach dotyczących zbrodni UPA albo faktach, o których podobno nie chcą mówić polskie i europejskie media. Takim publikacjom mogą towarzyszyć skany starych dokumentów, pożółkłe kartki papieru, pieczęcie, podpisy, fotografie oraz fragmenty rzekomych raportów wywiadowczych, które dla przeciętnego odbiorcy będą wyglądały niezwykle wiarygodnie, zwłaszcza jeżeli potwierdzą jego wcześniejsze przekonania i wywołają silne emocje. Właśnie dlatego każda taka informacja powinna zostać dokładnie sprawdzona, ponieważ najlepsza propaganda nie wygląda jak propaganda, lecz jak prawda, którą ktoś przez wiele lat próbował przed nami ukryć.
Nie wolno jednak pozwolić, aby ostrzeżenie przed Rosją zamknęło dyskusję o Wołyniu
Istnieje jeszcze jedna pułapka, której musimy uniknąć, ponieważ równie niebezpieczne byłoby doprowadzenie do sytuacji, w której każda rozmowa o zbrodni wołyńskiej, krytyka ukraińskiej polityki historycznej czy żądanie przeprowadzenia ekshumacji zostaną automatycznie uznane za element rosyjskiej propagandy. Polacy mają pełne prawo domagać się prawdy, rodziny zamordowanych mają prawo oczekiwać ekshumacji i godnego pochówku swoich bliskich, historycy mają prawo badać dokumenty, dziennikarze zadawać trudne pytania, a politycy krytykować kult UPA i działania ukraińskich władz. Krytyka ukraińskiej polityki historycznej nie czyni nikogo rosyjskim agentem, a ostrzeżenie przed rosyjską dezinformacją nie może służyć jako pretekst do zamykania debaty o jednej z największych zbrodni dokonanych na Polakach. Właśnie dlatego pamięć o Wołyniu musi być chroniona zarówno przed próbami przemilczania prawdy, jak i przed manipulacjami rosyjskich służb specjalnych.
Kremla nie interesują polskie ofiary
To prawdopodobnie najważniejsza rzecz, którą należy zrozumieć, analizując nagłe zainteresowanie rosyjskich służb specjalnych historią zbrodni wołyńskiej. Kremla nie interesują polskie ofiary, rosyjskie służby specjalne nie walczą o prawdę historyczną, nie zależy im na ekshumacjach ani godnym pochówku zamordowanych Polaków, ponieważ gdyby Rosję rzeczywiście interesowała prawda historyczna, otworzyłaby własne archiwa, ujawniła wszystkie dokumenty dotyczące zbrodni sowieckich, umożliwiła historykom swobodne badanie działalności NKWD i przestała wykorzystywać historię do uzasadniania współczesnej polityki. Dlatego kiedy rosyjskie służby specjalne nagle zaczynają przedstawiać się jako obrońcy pamięci zamordowanych Polaków, powinniśmy zadać pytanie, dlaczego dzieje się to właśnie teraz, przed 11 lipca, w okresie narastających napięć w stosunkach polsko-ukraińskich i w momencie, kiedy zmęczenie wojną oraz pomocą dla Ukrainy staje się coraz bardziej widoczne.
Nie pozwólmy Rosji decydować, jak mamy pamiętać o naszych zmarłych
W najbliższych dniach powinniśmy zachować szczególną ostrożność wobec sensacyjnych publikacji dotyczących Wołynia, sprawdzać źródła dokumentów, pytać o ich pochodzenie i autentyczność oraz nie rozpowszechniać informacji wyłącznie dlatego, że są zgodne z naszymi poglądami albo wywołują natychmiastowy gniew. Rosyjska propaganda nie wygrywa wtedy, kiedy Polacy zaczynają popierać Władimira Putina, lecz wtedy, kiedy emocje zastępują fakty, gniew uniemożliwia racjonalną ocenę wydarzeń, a historia przestaje być pamięcią o zamordowanych i staje się narzędziem współczesnej walki politycznej.
Wołyń wydarzył się naprawdę, Polacy zostali zamordowani, rodziny ofiar mają prawo do prawdy i ekshumacji, a Ukraina musi zmierzyć się z najtrudniejszymi kartami własnej historii, czego nie zmienia żadne ostrzeżenie przed rosyjską dezinformacją. Właśnie dlatego nie możemy pozwolić, aby rosyjskie służby specjalne decydowały o tym, jak Polacy mają pamiętać o swoich zmarłych. Kreml nie potrzebuje naszej sympatii ani poparcia, ponieważ wystarczy mu nasz gniew, jeżeli uda się skierować go dokładnie tam, gdzie odpowiada to rosyjskim interesom.
Pamiętajmy o Wołyniu, domagajmy się prawdy, ekshumacji i uczciwego rozliczenia historii, ale nie pozwólmy Rosji zamienić polskich grobów w broń przeciwko Polsce.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)