52 obserwujących
231 notek
462k odsłony
  1854   0

Naród baranów

Maksim Bakijew, syn byłego prezydenta Kirgistanu Kurmanbeka Bakijewa, jeżdżąc po kraju ze swoją świtą, grabiąc i przejmując pod swoją kontrolę większy i mniejszy biznes, miał ponoć w zwyczaju mówić, że Kirgizi to barany i żadnego sprzeciwu z ich strony nie należy się spodziewać. Do czasu. W 2010 miała miejsce krwawa rewolucja i wojna domowa. Cała rodzina Bakijewych musiała uciekać za granicę. Jednak to przekonanie, że naród to barany, które mało myślą i zrobią wszystko co im się powie, nie jest przekonaniem jedynie jakiegoś azjatyckiego watażki, lecz głęboką wiarą lewicowych elit.

Facebook i wszelakie media społecznościowe były wielką nadzieją naszego świata. Otóż miały być one antidotum na kontrolowane przez władzę, wielki biznes i lewicowe grupy nacisku tradycyjne media. Kto pamięta media w PRL, to wie jak były ściśle kontrolowane przez Mysią, lepiej nawet niż u Orwella w 1984: nawet poszczególne słowa była zabronione do publikacji. Tak samo było np. w hitlerowskich Niemczech (uwaga: lewicowa, a nie prawicowa dyktatura). Do „prola” czyli barana nie powinna dotrzeć żadna myśl, idea, czy informacja, która mogłaby go pobudzić do myślenia, a nie daj boże do działania! Baran-prol z definicji nie jest zdolny do racjonalnego myślenia, pozytywnego działania, jak coś wymyśli to to zaraz jest zbrodnia lub niedorzeczność. Dlatego też Ministerstwo Prawdy musi dbać, aby do prola nie doszło nic, co może poruszyć jego komórki mózgowe. W totalitarnych dyktaturach Ministerstwo Prawdy to konkretny urząd, w świecie zdominowanym przez lewicę Ministerstwo Prawdy nie ma adresu i budynku: działa w wirtualnej „chmurze” salonów, ośrodków opiniotwórczych itp.

W każdym kodeksie karnym są sankcje za rozprzestrzenianie szkodliwych informacji, nawoływanie do przemocy itp. Jeśli komuś nie podobały się wpisy Trumpa, to niech zgłosi to do prokuratora, natomiast prewencyjne uniemożliwianie komuś wypowiadania swoich opinii to nic innego jak cenzura. Facebook miał być wolnością, gdzie każdy miał się dzielić ze swoimi myślami z każdym. Wszechświatowa multipluralistyczna redakcja dająca każdemu szansę być autorem i redaktorem. Wydawało się Orwell pokonany. Oczywiście takie kraje jak Rosja, Chiny czy Turcja wszelkimi środkami nacisku starają się Facebooka zagnać do Ministerstwa Prawdy. Z różnym sukcesem. Zamknięcie konta JKM, a następnie Trumpa wykazuje, że Facebooka nie trzeba zaganiać. Wkrótce sam Facebook poprosi o licencję z Ministerstwa. I nieważne czy to efekt podłości czy głupoty Zuckerberga. A nacisk musi być silny, jeśli szef Facebooka rezygnuje z dziesiątków milionów kliknięć, dzięki którym zarabia $ na swoje charytatywne projekty. Zaczęło się po poprzednich wygranych przez Trumpa wyborach, kiedy to okazało się, że mimo wrogości tradycyjnych mediów można wygrać tylko dzięki społecznościowym. Na Zuckerberga ruszał huragan krytyki, sam młodzieniec chyba w sprawach polityki niezbyt lotny z początku jąkał się i czerwienił, ale potem wzorem stalinowskiej Rosji przeprowadził publiczną samokrytykę i zapewnił, że coś zrobi, żeby na Facebookie nie pojawiały się myśli niezatwierdzone i niepraworządne.

Spece od manipulacji próbują zrobić wrażenie, że zamknięcie konta Donalda, dotyczy Donalda. A przecież to potraktowanie 75000000 obywateli USA jak baranów, zupełnie w stylu azjatyckiego watażki. Nie można dopuścić, aby barany słuchały jakiś bredni, bo one jak wiadomo nie są zdolne przeprowadzić w mózgu krytycznego myślenia i bez zastanowienia wcielą brednie w życie. Prole nie mają myśleć, mają cieszyć się życiem. Być może zamknięcie konta Trumpa ma wiele większe znaczenie dla świata niż jego przegrana w wyborach. Idylla się kończy. Pęta na szyi zaciska. Znowu ktoś oświecony, lepiej świadomy i bardziej postępowy będzie decydował co jest właściwe, a co destrukcyjne. Naród przecież to barany, którym w ich własnym interesie nie wolno wybierać tematu myśli, ani ich kierunku. Taki jest odwieczny dogmat lewicy, która wie co dobre, a co złe. Bo przecież o zamknięciu tego, czy innego konta musi ktoś i według jakiś kryteriów decydować. Jednak ani ten ktoś, ani kryteria wbrew głośnym oświadczeniom nie są jawne. U lewicy jest straszny, atawistyczny lęk przed wolnością człowieka, przed jego myśleniem i emocjonalny przymus tę wolność ograniczać i zwalczać, aby wszyscy myśleli po jednej myśli. W tym wszystkim zadziwiające jest to, jak bardzo Bóg ufa wolności człowieka, nieustannie podkreślając w Biblii jego wolną wolę, prawo na wybór, wolność sumienia i słowa. Prawo na popełnianie błędów i ponoszenia ich konsekwencji. Bóg wolności człowieka się nie boi, nie paraliżuje go ona tak jak konto Trumpa lewicowych myślicieli. Bo wolność to jest to, co nas upodabnia do Niego i odróżnia od zwierząt.


Lubię to! Skomentuj61 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka