LCWR (nie mylić z LGBT, choć jak okazuje się w wielu sprawach poglądy podobne) to konfederacja żeńskich zgromadzeń zakonnych z USA, której działalność i działalność zakonnic w niej zrzeszonych (80 % amerykańskich sióstr) powoduje, że kardynałom w Watykanie siwieją włosy. Sprawa ciągnie się od przynajmniej lat 10, ale jeśli bliżej się zapoznać to do czasów ostatniego Sobory. Krótko mówiąc Watykan oskarża je o herezje, choć wszyscy jak ognia unikają tego słowa. Spór oficjalnie trawa od 2008 roku, kiedy to najpierw biskupi amerykańscy, a potem sama Kongregacja Nauki Wiary rozpoczęli wizytację samej konfederacji i należących do niej zgromadzeń zakonnych. Siostrzyczkom zgłoszono uwagi i powiedziano co powinny zmienić. Ostatecznie w kwietnia przedstawicielki LCWR (wszystko starsze panie) spotkały się w Watykanie z kard. Müllerem prefektem Kongregacji Nauki Wiary i z samym Papieżem. Spotkanie wydawało się przebiegać w duchu wzajemnego zrozumienia. Jednak po powrocie do Stanów siostry zaczęły udzielać wywiadów i wydały też oświadczenie, w którym powracają do trwających trzy lata negocjacji ze Stolicą Apostolską. Zakonnice w żaden sposób nie wycofują się też z błędów zarzucanych im na początku reformy. Innymi słowy niczego nie żałują, mają jednak pretensje do Watykanu, że – jak twierdzą – zostały fałszywie oskarżone i upokorzone. Siostry piszą też o zgorszeniu, jakie reforma wywołała w Kościele i na świecie, w żaden sposób jednak nie wiążą go ze swym kontrowersyjnym zachowaniem, lecz jedynie z ich zdaniem bezpodstawnymi zarzutami Stolicy Apostolskiej.
Sióstr jest razem około 40 tyś. więc cała sprawa nie jest czymś w rodzaju „Matki Joanny od Aniołów”. O co chodzi? Zarzuty Kongregacji Nauki Wiary były bardzo poważne. Chodziło m.in. o odchodzenie od nauczania Kościoła w tak istotnych kwestiach jak kapłaństwo sakramentalne, homoseksualizm czy obrona życia. Przestrzegano też amerykańskie zakony przed uleganiem herezji gnozy w jego nowej newageowskiej postaci. Już na samym początku reformy ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. William Levada odniósł się też do rzekomej bezpodstawności zarzutów. Stwierdził on, że opinia Kongregacji nie opiera się na donosach, lecz na oficjalnych publikacjach zrzeszającej liberalne zakonnice konferencji LCWR. Wiele sióstr wierzy w tak zwaną świadomą ewolucją, czyli w to, że człowiek sam kształtuje swoje zasady moralne. Np. 100 lat temu rozwód czy stosunki homoseksualne były uznawane za rzecz naganna, a dzisiaj godną pochwały i tak być powinno. Jest to oczywiście przeciwne biblijnemu nauczaniu o grzechu. To nic nowego, tylko uleganie pokusie węża z raju, że „staniecie się jak Bóg” i sami będziecie określać, co jest dla was dobre, a co złe. „Fundamentalne tezy świadomej ewolucji są w opozycji do Bożego objawienia i prowadzą do błędów odnośnie Bożej wszechmocy, wcielenia Chrystusa, realności grzechu pierworodnego, potrzeby zbawienia i zbawczego działania Chrystusa w Misterium Paschalnym” – tyle Watykan. Niektóre zakonnice podważają nauczanie Kościoła o Trójcy Świętej i boskości Jezusa. Oczywiście siostry są za święceniami kobiet, dopuszczają aborcję i zastanawiają się czy mogą uczestniczyć w Mszy świętej, która jest według nich „znakiem dominacji mężczyzny nad kobietą”. Nie mają nic przeciwko homoseksualizmu, a niektóre zgromadzenia tolerują lesbijskie zachowania w swoich szeregach i głoszą teorie radykalnego feminizmu. W wielu wspólnotach nastąpiło też ogromne rozprężenie życia wspólnotowego, porzucenie modlitwy wspólnotowej i brewiarza. Wystarczy wrzucić do przeglądarki hasło „ewolucja świadomości” czy „świadoma ewolucja” i wyskoczy nam setki stron new age, ezoteryzmu, panteizmu, hinduizmu itp. I tym właśnie pasjonują się amerykańskie siostrzyczki. Oprócz tego pasjonują się duchowością globalną, nową kosmologią, eko-fiminzmem itp. itd. Krótko mówiąc mydło i powidło.
Skąd te problemy? Wygląda na to, że siostry w USA w swojej masie nie były przygotowane do posoborowego zamieszania. Przed Soborem wszystko było jasne i określone. Bryczka jechała w głębokich koleinach, kiedy jednak wyjechała w szczere pole, okazało się, że nie wiadomo w którą stronę się skierować. Nastąpiła pustka i nerwowe poszukiwania. A przyroda jak wiadomo pustki nie lubi. Siostry częściowo uległy nerwowej atmosferze rewolucji 68. Tak jak wcześniej robiły zakupy w sklepach „tylko dla zakonnic”, tak po tym jak nagle mogły odwiedzać wszystkie supermarkety dostały zawrotu głowy od ilości towarów leżących na półkach.
Oczywiście siostry robią wiele dobrego np. walczą przeciwko karze śmierci w USA i uczestniczą w innych podobnych akcjach. Ale, ale … także buddyści i hinduiści robią od czasu do czasu dobre rzeczy. To jednak za mało aby być chrześcijaninem. Ostatnio w swojej homilii w kaplicy św. Marty mówił o tym Papież. Zauważył, że zdarzają się pewne formy chrześcijańskiej duchowości, które stanowią rodzaj współczesnej „eterycznej” gnozy. Kontynuując swoją myśl Papież nawiązał do Ewangelii, kiedy Jezus mówi, że jego uczniowie powinni być solą i światłością świata. Przeciwieństwem takiej postawy jest ciągłe poszukiwanie nowości i światowości: „Polega to na takim rozszerzeniu sumienia, że zmieści się tam wszystko. «Owszem, jesteśmy chrześcijanami, ale z tym czy tamtym...». I nie chodzi tylko o sprawy moralne, ale także ludzkie. Światowość jest ludzka. I tak sól traci swój smak. Widzimy takie wspólnoty i poszczególnych chrześcijan, co przyznają się do chrześcijaństwa, ale nie mogą i nie umieją dać świadectwa o Jezusie Chrystusie. I tak tożsamość cofa się i cofa, aż wreszcie znika i ten rodzaj świeckiego nominalizmu obserwujemy na co dzień. I tak od Chrystusa konkretnego, bo chrześcijańska tożsamość jest konkretna, co czytamy w Błogosławieństwach i w rozdziale 25 Mateusza, przechodzimy do religii w wersji soft, w atmosferze i stylu gnostyckim. Za tym stoi sprawa zgorszenie, bo tożsamość chrześcijańska jest gorsząca. A pokusa polega na tym, by przypadkiem nie było skandalu, którym jest Krzyż. Bóg w dziejach zbawienia ze swoją ojcowską cierpliwością przeprowadził nas od wątpliwości do pewności, do konkretu Wcielenia i odkupieńczej śmierci swojego Syna. To jest nasza tożsamość” – zaznaczył Ojciec Święty.
Jak sprawa LCWR zostanie rozwiązana? Wszystko wskazuje, że najprostszym sposobem. Od lat 60tych ilość sióstr w USA spadła prawie 3 krotnie, a obecnie średnia wieku wynosi około 75 lat. Młode Amerykanki raczej nie chcą rezygnować z małżeństwa oraz rodziny i poświęcać swojego życia dla propagowania gnozy lub świadomej ewolucji. Siostry wymrą jak mamuty. O przepraszam: jak mamucice. Tymczasem CMSWR, czyli zrzeszenie sióstr wiernych nauczaniu Kościoła i chodzących w habitach, które obejmuje około 20 procent amerykańskich zakonnic wydaje się mieć szanse na przeżycie. Na przykład wśród nowicjuszek LCWR aż 56% przekroczyło 40 rok życia, zaś w CMSWR tylko 15%. 43% zgromadzeń zrzeszonych w CMSWR ma przynajmniej 5 nowicjuszek, a LCWR tylko 9%.




Komentarze
Pokaż komentarze (46)