Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
222
BLOG

Blogerka Peleryna zdemaskowana!

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 40

Łukaszek razem z siostrą wracali z zakupów w osiedlowym markecie, gdy minął ich samochód lokalnej stacji telewizyjnej.
- Gazu, będziemy w telewizji! - zadecydował Łukaszek i puścili się biegiem.
Pod klatką gromadził się już lekki tłum. Przy tablicy domofonu stała młoda pani i krzyczała do kamery:
- Mam ją! Zdemaskowałam ją!
- Czy to kręcą serial policyjny Z-17? Chciałbym wystąpić - rzekł lekko bełkotliwie mąż dozorczyni pan Sitko i dzierżąc napoczętą flaszkę wina o nazwie "Orgazm dziewicy" wszedł w kadr. Zapanowało małe zamieszanie i pan Sitko został z kadru usunięty.
- Zapewne część z państwa wie co to jest internet i że tam różni ludzie piszą blogi - mówiła szybko młoda pani. - Jestem dziennikarką, pracuję w poważnej gazecie! Wszyscy znają moje nazwisko! - tu dziennikarka dzielnie zignorowała zaczepki w postaci pytań o naziwsko. - A w internecie jest taki jeden blog, bardzo popularny! I wszyscy chcą wiedzieć kto go pisze! A to pisze jakiś anonim! A ja wiem kto to jest!
- Skąd pani wie kto, jak się nie podpisuje? - strzelił pytaniem Łukaszek.
- Podpisuje - dziennikarka spojrzała na niego z politowaniem. - Tyle, że pseudonimem. Peleryna!
- Jak ktoś tak robi to nie jest anonimowy tylko ma ksywę - wywrócił oczami Łukaszek. - Je pierdykam, wszystkie baby takie głu... - nie dokończył, bo siostra mu zakryła usta.
- Widzą państwo? Widzą to państwo? - zapieniła się dziennikarka. - Te oszczercze ataki anonima? Jak się odnieść do takiej osoby?
- Nie do osoby a do tego co mówi trzeba się odnieść - odezwał się pan Sitko z nową butelką wina w ręce. - Ma zresztą rację. Jak ktoś pisze pod ksywą, to nie jest anonimem tylko pseudonimem. Na ten przykład Sting...
- Pan tylko wino pod sklepem pije i pan zna Stinga? - zapytał ktoś zszokowany.
- Nie osobiście - zastrzegł pan Sitko.
- Ale ona mnie obraziła! - przebiła się pani redaktor. - Napisała na swoim blogu krytyczne uwagi do mojego artykułu i wyraziła o nim i o mnie swoją opinię! Chcę teraz zobaczyć kim ona jest! Pisze pod pseudonimem Peleryna. Zedrzyjmy ową maskę, pelerynę, może się okazać, że to ktoś, kto sam ma coś do ukrycia!
- I co, wtedy uwagi, które napisała nie będą ważne, tak? - upewniała się siostra.
- Tak! Nie! - nie mogła się zdecydować dziennikarka.
- To oburzające! - odezwał się ktoś w tłumie. - Sam jestem dziennikarzem i moja gazeta nigdy czegoś takiego by nie zrobiła! Wolność słowa, prywatność przede wszystkim!
Z tłumu padło pytanie z jakiej to jest gazety.
- Z "To, co jest" - odpowiedział dumnie dziennikarz. Ktoś z tłumu zaproponował mu jednym słowem, aby gwałtownie się oddalił.
- Wy też byście ją tropili, każdy by to zrobił! - krzyknęła dziennikarka. - Nam się udało bo jesteśmy najlepsi! Zmusimy ją do milczenia!
Rozległy się anemiczne oklaski po czym ktoś powiedział:
- O kurwa, ale osiągnięcie, zmusić blogera do milczenia...
- Uwaga! Dzwonię do niej! - i dziennikarka stuknęła palcem w domofon. Przedstawiła się i spytała czy rozmawia z peleryną.
- Nie, z człowiekiem - rozległo się z domofonu. Tłum zachichotał.
- Czy rozmawiam z blogerką używającą pseudonimu Peleryna? - zaczerwieniła się z gniewu dziennikarka.
- A czego pani jeszcze chce? Znowu zaproponować mi pisanie dla was?
- Proponowaliście jej to? - zapytał wstrząśnięty dziennikarz z "To, co jest".
- Tak, ale odmówiła - wyjaśniła pospiesznie dziennikarka. - My jednak uszanujemy jej prywatność i nigdy, nikomu nie podany jej nazwiska. Przysięgam na honor...
- Ja mam jeszcze prywatność?! - rozległ się krzyk z domofonu. - Podaliście gdzie mieszkam!
- Nie podaliśmy pani adresu - uśmiechnęła się chytrze dziennikarka.
- No jasne, tylko napisaliście, który blok, które piętro i które drzwi po prawej! Szkoda, że jeszcze wycieraczki nie opisaliście! Świnie!
- Wyłaź anonimie! - zagrzmiała dziennikarka. - Siedzisz w panice, ukrywasz się...
- Niech pani skończy te fantazje - poprosiła blogerka.
- Fantazje to pani powypisywała w tym swoim blogu o moim artykule! - darła się dziennikarka.
- Jak to: pani artykuł? Podpisała go pani?
- Nnno tak... Tego... - zająknęła się dziennikarka. - Takim skrótem...
- Czyli nie podpisała go pani imieniem i nazwiskiem? - drążyła blogerka. - To do widzenia, nie gadam z anonimami.
Domofon zamilkł.
- Widzą państwo? Widzą to państwo? - dziennikarka zwróciła się do tłumu. - Ja muszę tą sprawę doprowadzić do końca i ją ukarać!
- Coś się pani tak czepiła tej kobity? - zapytał ktoś z tłumu. - Nie macie ważniejszych rzeczy?
- Bo ja wiem kim ona jest! - wykrzyknęła dziennikarka. - I to takie frustrujące! Wiedzieć, a nie móc napisać!
- Co to znaczy: frustrujące? - zapytała siostra Łukaszka.
- To tak swędzi w środku i spokoju nie daje i nie możesz nic z tym zrobić - wyjaśnił obrazowo Łukaszek.
- Aaaaa - rzekła ze zrozumieniem siostra i przepchnęła się do przodu. Weszła w kadr, podeszła do dziennikarki, położyła jej rękę na ramieniu.
- Świetnie wiem co pani czuje - powiedziała siostra. - A próbowała pani masturbacji?

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (40)

Inne tematy w dziale Polityka