Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen
189
BLOG

Rocznica pewnego paktu

Marcin B. Brixen Marcin B. Brixen Polityka Obserwuj notkę 14

Tego dnia ta rocznica atakowała właściwie zewsząd. Siostra Łukaszka była w furii, ale o rocznicy podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow było nawet na kanale muzycznym.
- Niemożliwe! - zdumiała się babcia i pofatygowała się zobaczyć. Niemiecki zespół techno Motorover popełnił piosenkę o tytule "Ribbentrop-Molotov".
- Ribbentrop!!! Molotov!!! - ryczał do mikrofonu wysoki blondyn. To był cały tekst, ale za to wielokrotnie powtarzany. Na parkiecie podrygiwał tłum do rytmu ostrych bitów.
- Czy wy wiecie o czym jest ta piosenka? - pytał po niemiecku jakiś gość mikrofonem podrygujących.
- To o takich dwóch gościach, którzy podpisali pokój - powiedziała jakaś dziewczyna z kłódką w nozdrzu i szafirowych włosach. - Pokój! Niech żyje pokój!
I tak cały telewizyjny świat cieszył się z tego wydarzenia.
Kulminacyjnym punktem tych obchodów była wielka, masowa uroczystość na Zeppelinfeld pod pomnikiem Przepędzonych.
- Był to kolejny, po monachijskim, traktat niosący Europie pokój - mówił przedstawiciel Niemiec. Obok niego stali przedstawiciele Rosji, Francji i Wielkiej Brytanii, a z tyłu, stał samotnie przedstawiciel Polski, Przedstawiciele innych krajów: Czech, Słowacji i krajów bałtyckich nie przyjechali.
- Pan jednak przyjechał - powiedział do przedstawiciela Polski jakiś polski dziennikarz. Dziennikarz był bardzo młody i nie miał jeszcze doświadczenia jakie pytania można zadawać a jakie nie.
- Cóż - uśmiechnął się kwaśno przedstawiciel Polski. - Skoro nie mamy nic konkretnego do zaoferowania na arenie międzynarodowej to chociaż bądźmy przyjaźni i sympatyczni. Zresztą... Od jednych bierzemy ropę i gaz, a drudzy nam budują autostrady... Sam pan rozumie, że nie możemy ich obrazić...
- Podkreślmy zatem jeszcze raz - perorował dalej przedstawiciel Niemiec - Pakt ten był paktem pokojowym. Pokój ten może i miał wysoką cenę, ale w tamtych czasach była to konieczność. Długo się zresztą nie utrzymał i został zerwany przez awanturnicze postępowanie Polski. A przecież Hitler nie chciał źle. Czy w trzydziestym trzecim roku Niemcy zniknęły z Europy? Oczywiście nie! W trzydziestym szóstym cały świat bawił się u nas na igrzyskach olimpijskich! I co, źle było? Poza tym Adolf Hitler miał wiele dobrych idei. Uzdrowił gospodarkę, dał pracę milionom Niemców w fabrykach zbrojeniowych! Zjednoczenie Europy to też jego pomysł! I nie był jakimś tam potworem. Byl wegetarianinem i miał jedną żonę. I co, trzymał ją w piwnicy, jak to Austriacy mają w zwyczaju? Bunkier, to nie piwnica, przypominam... Gdyby był taki straszny, to przecież nie byłoby nas tu, wtedy, na wiecach, na Zeppelinfeld! Miliony Niemców nie mogły się mylić!
Przedstawiciele Rosji, Francji i Wielkiej Brytanii zaczęli klaskać. Przedstawiciel Polski nie. Przedstawiciel Niemiec obejrzał się do tyłu na przedstawiciela Polski i ten gorliwie zaczął bić brawo.
- To co się działo później, po tym pakcie, to zupełnie inna sprawa - kontynuował przedstawiciel Niemiec. - Chcemy oczywiście pamiętać o historii, pokrótce ją teraz przedstawiłem. Ale nie ma sensu wracanie do przeszłości po to, aby gnębić Niemcy!
Przedstawiciel Rosji dopowiedział coś z boku.
- Albo żeby gnębić Rosję! - dodał pospiesznie przedstawiciel Niemiec i serdecznie uścisnął dłonie przedstawicieli Rosji, Francji i Wielkiej Brytanii. Dłoni przedstawiciela Polski nie uścisnął, bo były zajęte. Przedstawiciel Polski trzymał tacę z kieliszkami.
- Prosit! - i przedstawiciele Niemiec, Rosji, Francji i Wielkiej Brytanii wznieśli toast. Przedstawiciel Polski toastu nie wzniósł, bo po pierwsze nadal miał ręce zajęte tacą, a po drugie - nie było dla niego kieliszka.
Sierpniowe słońce pięknie zamigotało na szkle kieliszków ozdobionych napisem "Polskie Huty Szkła, 1938 rok".
W studiu telewizyjnym zaproszeni fachowcy: piosenkarka, kierowca rajdowy i stylista mody płakali ze szczęścia, że wreszcie nas lubią w Europie.
Hiobowscy siedzieli w ponurym milczeniu. Tata Łukaszka nie przełączał nawet kanałów. I tak na wszystkich było to samo. Z jednym drobnym wyjątkiem: na jednym kanale przewijał się pasek z napisem: "Lubią nas!!! Cieszmy się!!!".
- Wiecie co... Dzieje się coś dziwnego... - powiedziała wystraszonym głosem siostra Łukaszka.
- Co takiego?
- Dziadek się nie denerwuje - powiedziała scenicznym szeptem siostra.
- No właśnie - zaskoczeni Hiobowscy spojrzeli na dziadka. Dziadek siedział spokojnie w fotelu i pił drobnymi łykami herbatę.
- Dziadek się nie denerwuje? - zapytał tata Łukaszka.
- A czym?
- No... Że Niemcy i Rosjanie... Że Polskę...
- E tam - powiedział dziadek z podejrzanym spokojem. - Czym ja się mam przejmować? Siedzę na szwedzkiej kanapie, oglądam koreański telewizor i piję z chińskiego kubka. Polski nie ma. Niech se Ruski z Niemcami przychodzą.
- Niby, że nas napadną? - zakpiła babcia.
- Kto tu mówi o napadaniu? - zdziwił się dziadek. - Po co? A jest tu jeszcze coś polskiego? Jakaś fabryka, bank, medium lub posiadłość ziemska? Nie muszą nas napadać. Już nie muszą. Po prostu nas kupili - rzekł tragicznym głosem i upił łyk herbaty odginając wytwornie kciuk. - A najgorsze w tym wszystkim, że kupili nas za psie pieniądze, tak, że nawet z tej sprzedaży nic nie ma.

Nie biorę żadnej odpowiedzialności za to co robi Łukaszek, a tym bardziej za to, co mówi Gruby Maciek. A tak poza tym, to fikcja, czysta fikcja. UWAGA! Podczas czytania nie należy jeść i pić! Nie zaleca się czytania pokątnie w obecności szefa! Opluty monitor czyścimy specjalną chusteczką, a klawiaturę szczoteczką do zębów (by Redpill)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka