Rodzice Łukaszka stali na parkingu przed blokiem i opierniczali swego syna. Nagle podszedł do nich pan Sitko.
- Słyszeli państwo? - spytał posępnie. - Prąd drożeje.
- Nieprawda! Nieprawda! - zaprotestowała żywo mama Łukaszka. - Pan się poddaje niebezpiecznej propagandzie! Wcale nie drożeje!
- Przecież ceny pójdą w górę - zauważył tata Łukaszka.
- To nie to samo! My po prostu dynamicznie dostosowujemy je do poziomu obowiązującego w Unii Europejskiej!
- Żeby tak nam pensje wyrównali do poziomu Unii - rzekł z przekąsem tata Łukaszka.
- Rozczarowujesz mnie mój drogi. Przemawia przez ciebie postawa roszczeniowa!
- No dobrze, ale ten prąd... - wtrącił się pan Sitko, po czym spojrzał ze plecy Hiobowskich i rzucił się na nich spychając ich z chodnika i krzycząc przy tym:
- Uwaga!!!
Tuż obok nich przemknął jakiś facet na rowerze i uderzył w barierkę energochronną, po czym odbiwszy się od niej wylądował w zaspie śniegowej.
- No jak tak można!!! - eksplodował tata Łukaszka. - Po chodniku?!! Przecież to niebezpieczne!!
Facet wylazł z zaspy i wtedy go poznali.
- To poseł! - wykrzyknęła z zachwytem mama Łukaszka.
- Co też pani... - odparł z niedowierzaniem pan Sitko. - Poseł rowerem?
- No bo on niedawno samochód rozbił! Wiesz Łukasz kto to jest, prawda? - mama Łukaszka spytała syna. Ale Łukaszek zrobił jej zawód, bo pokręcił przecząco głową.
- Ale wiesz co to: posłowie? - spytał tata.
- To taki tekst na końcu książki.
Tata Łukaszka odwrócił się, żeby ukryć, że się śmieje i zobaczył, że poseł próbuje się oddalić.
- Hej, panie! Co pan?!
Poseł wskazał rower i rzekł:
- Zostawiam go za swoją wiedzą i zgodą!
- E, ale stary ten rower... - Łukaszek oglądał go z bliska. - Co to za marka?
- Wigry - rzekł poseł. - Dziwna nazwa. Niepolska chyba.
- No co pan - obruszył się tata Łukaszka. - Przecież w Polsce jest jezioro Wigry.
- I klasztor tam jest - dorzuciła mama Łukaszka.
- O - zaciekawił się poseł. - Ja co prawda jestem agnostykiem, ale życzliwym kościołowi. Muszę się tym zainteresować.
I poszedł.
- To było niebezpieczne - powiedział tata Łukaszka do mamy. - A jeśli on się naprawdę zainteresuje tym klasztorem?
- Wracając do podwyżki cen prądu - przypomniał sobie swój wątek pan Sitko. - Jakby wódka miała podrożeć, to kupiłbym jej na zapas i zaoszczędził. Ale prąd? Jak zaoszczędzić na prądzie?
- Kup se pan baterie - poradził tata Łukaszka.
Uradowany pan Sitko pognał do kiosku, a Hiobowscy udali się do swojego mieszkania. Mama Łukaszka włączyła telewizor. Akurat pokazywano jakąś scenę, kiedy to podczas ekshumacji otwarto trumnę. Podeszła rodzina do trumny i zajrzała do środka.
- Mein Gott! - pani w średnim wieku zalała się łzami. - Wo sind die złote zęby? Wo sind die pierścionken?
- Nie rób sceny - odezwał się w tle głos lektora. - Wszyscy Polacy to cmentarne hieny!
- Spokojnie - rzekł tata Łukaszka. - Widziałem to już. To tylko reklama...
1105
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (17)