Brun
Brun brun brun
14 obserwujących
119 notek
71k odsłon
180 odsłon

Badawcze

@Brun
@Brun
Wykop Skomentuj3

   Znowu za rufą nawijamy mile, nie za szybko, bo co krok przystanek.

Sondowanie na transektach w kierunku na zachód od Isfjordu do południka zerowego. Na szerokości geograficznej 79 stopni, stopnie długości są krótkie i w ciągu doby nawija się ich po kilka. Lód, białym pasmem wśród mgły. Torosy kilkupiętrowe, straszny chaos złomów wśród falującego tym razem morza. Jesteśmy na skraju pola lodowego zagradzającego dalszą drogę na zachód. Zatem na północ.

image

 Harry jedzie pośród mgły i wyłaniających się z niej growlersów, płyt lodowych i pomniejszych górek.

Ja odchodzę trochę dalej i po lewej burcie mam po prostu ścinę mgły, bez niespodzianek lodowych, które za to rozjarzają na bursztynowo cały radar. Profesor posapuje z tyłu i nie przebiera w słowach, nie wiadomo czego tyczących. Czy tego zagradzającego drogę lodu, czy możliwości statku, czy wreszcie naszych umiejętności...

    Zostawiam statek staremu i w kojo aż do pierwszego walnięcia w burtę niczym z młota tuz nad moją głową. Słychać zmiany obrotów i cała koja się trzęsie niczym leżanka w pociągu przejeżdżającym zwrotnice.

Godzina pierwsza w nocy, gramolę się na mostek gdzie cisza jak makiem zasiał i krajobraz ogólnie pobitewny.

Stoimy na spłachetku wody pomiędzy wielkimi krami. Stary w radiowej zaciąga się fajką, Harry na mój widok;

-Jarek, ten w lewo, ten w prawo, panie w którą stronę pan skręcasz, tylko głupi skręca teraz w lewo, a gdzie my jesteśmy? No gdzie i co pan robisz, do jasnej cholery.

Kapitan - Dobrze że nie podniósł głosu, bo gdyby podniósł to jedziemy prosto do Longer, wsiadam w samolot i niech się dalej sami martwią.

- Ależ, panie kapitanie, pan tego nie zrobi.

- Zrobię, zrobię no bo kto mi zabroni, co? Panie Jarku, no kto?

Po jednym sondowaniu wśród tych pływających kier trzeba wyjść z ambarasu i rezygnujemy, na razie, z wysokich szerokości.

 Wychodziliśmy długo i zawile.

image

 Herr Profesorr chce prosto na południe, ale się nie da bo lody wyłażą to z lewej, to z prawej, zwłaszcza przed dziobem skierowanym na południe. Mały, gruby, z profesorską brodą i w okularach podskakuje niecierpliwie waląc pięścią w stół nawigacyjny.

Teraz teoria tworzona jest ad hoc.

Szukamy wirów oceanicznych, podwodnych przydennych i w ogóle strasznie tajemniczych.

Profesor bazgrze na mapie sieć punktów na wysokości Bellsundu, które przenoszę na ekran monitora co wychodzi w postaci fikuśnej kokardki, po której krążymy następne cztery dni. Bo kiedy skończyliśmy po trzech, to nagle pojawiła się dyspozycja naniesienia następnych punktów, tak aby dociągnąć do czterech dób pełnych.

- Ściema, Jarek mówię ci, że ściema na całego.

 - Mechanik oparty swoim zwyczajem o obramowanie mostkowego okna wali dłonią w pulpit sterowniczy.

- Bez żadnej żenady, mówię Ci, tak jak tutaj pływam od dziesięciu lat.

Raz wieje, raz nie, czasem słońce, najczęściej deszcz, i mgła, albo sam deszcz, albo sama mgła.

Snujemy się przystając regularnie co trzy lub cztery mile celem sięgnięcia sondą do dna co tutaj na głębokoćci ponad dwu tysięcy metrów.

Ustawiam statek w kierunku na czerwony romb kontrastujący na ekranie monitora z białą płaszczyzną podkładu. Z boku ekranu na bieżąco są wyświetlane elementy ruchu statku; kurs rzeczywisty, żyrokompasowy, prędkość nad dnem i względem wody. Czerwona kreska kursowa przyczepiona z przodu mającego symbolizować statek konturu reaguje z opóźnieniem. Okręt chętniej idzie na wiatr niż z wiatrem, trzeba to wszystko tak pouwzględniać by móc zdjąć kończącą manewr całą wstecz w momencie kiedy elektroniczny wskaźnik odległości od celu pokazuje dwanaście, dwadzieścia metrów.

image

Czasami udaje się stanąć nawet na metr lub dwa, ale to sztuka dla sztuki, bowiem po odstawieniu silnika zaczynamy dość szybko dryfować, tutaj z prądami pływowymi nawet z prędkością powyżej węzła. Daję dźwignie na zero, rozłączam osobną manetką sprzęgło i poprzez rozgłośnię okrętową informuję rufę, że można zaczynać. Następnie telefonuję do maszynowni aby odstawiono silnik.

Zaczyna się półtora, dwu godzinne czekanie gdzie nie mam żadnej pracy poza zmienianiem płyt w kompaktowym odtwarzaczu.

Na piętnaście minut przed końcem pomiaru dostaję telefon z rufy, aby grzać silnik.

Grzejemy.

Dzwonią z rufy, że koniec. Załączam pompy sterowania hydraulicznego, za pomocą ręcznej manetki ustawiam płetwę sterową na przewidywany kierunek obrotu. Załączam sprzęgło, zwiększam obroty do nominalnych tysiąca pięciuset i skokiem śruby ustawiam obciążenie na silniku. Aby uniknąć poślizgu, skok zwiększam stopniowo, przy trzech węzłach prędkości do maksymalnego. Statek się rozpędza, kręci na nakazany kierunek, kiedy żyroskop zaczyna pokazywać zadaną wcześniej wartość, włączam sterowanie autopilotem. Potem jeszcze kilka drobnych regulacji pokrętłem i jedziemy tak całe pół godzinki by zacząć znowu wszystko od nowa. Romb, kursy, odległość, stop maszyna, dwie godziny czekania na rozkołysanym morzu.

Odpowiedzi na pytania czy wir znaleźliśmy są równie tajemnicze jak i ten wir.

Zatem przestaję pytać...

image

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości