Brun
Brun brun brun
9 obserwujących
88 notek
45k odsłon
1382 odsłony

Wędkarstwo morskie

Wykop Skomentuj2

"....Zapisy połowów wędkarskich w urzędowym dzienniku celem przedłożenia organowi właściwej władzy, w niektórych krajach..."

Co kraj to obyczaj, które to obyczaje poznaje się podróżując po owych krajach, ewentualnie pozostając w jednym kraju w międzynarodowym towarzystwie, które rozpoznajemy poprzez ich obyczaje. Najlepiej poznamy te obyczaje w egzotycznym jakimś miejscu - przebywając w zróżnicowanej narodowo grupie badaczy przyrody. W przypadku, który przychodzi mi do głowy, akurat biologów morskich badających, w swoim czasie, zwyczaje nielotów antarktycznych, które w licznych koloniach zamieszkują subantarktyczną wyspę Księcia Jerzego, gdzie liczne instytucje naukowe, z całego świata, pobudowały swoje obserwatoria, do obserwowania pingwinów również. Wszyscy tam sobie międzynarodowo obserwowali rozwrzeszczaną kolonie, robiąc liczne notatki i spostrzeżenia.

Kłopot był w identyfikacji ptaków, bo osobników tysiące, a wszystkie takie same. Nie bardzo było wiadomo czy wnioski naukowe będą słuszne, czy przypadkiem jednego osobnika nie policzyło się po kilka razy jako kilka ptaków... Pragmatyczni Amerykanie ruszali obserwować kolonię z puszką farby olejnej w spraju, którą znaczyli poszczególne ptaki. Jeszcze bardziej pragmatyczni Niemcy, z NRD, wbili w grunt kilka palików , połączyli je, przywiezionym z kraju, drutem kolczastym i w ten sposób stworzyli niewielki Konzentracionslagier dla pingwinów, w którym mogli się oddać swej pasji badawczej do woli.

image

Z wędkarstwem wzajemnie i czasami nierozerwalnie połączonym z jachtem spotkałem się już w początkach swojego żeglowania, kiedy często gęsto piłując na wiatr, tak by pozbawionym silnika jachcikiem zmieścić się pomiędzy główki helskiego portu zrywaliśmy, z kolegami, gęsto wokoło czerwonej zarzucone żyłki na grunt do połowu fląder. Falochrony helskie nie miały wówczas tej gwiazdoblokowej podsypki i można było łowić wprost z mola. Z zachodniego, bo wschodnie było obsadzone przez WOP i tam bez narażania się na serię z kałacha nie wolno było podchodzić. Co innego molo zachodnie, tam panowała wolność łowienia, jak zresztą siadania i spacerowania po głowicy falochronu, także skakania z niego na główkę do Zatoki, co było ulubioną letnią zabawą helskiej młodzieży. Nikt się nikogo nie czepiał, nie żądał żadnych sprawozdań i nie sugerował mandatów. Połowy wędkarskie były czysto hobbistyczne, dla samej przyjemności wędkowania, bo ryby w miasteczku w owych czasach było, z licznych kutrów (w niedzielę, bo w niedzielę ówcześni rybacy nie pracowali, można było po zacumowanych longside kutrach suchą nogą przejść z jednego portowego nabrzeża na drugie) było w bród i za bezcen. Z połowami wędkarskimi "dla chleba" spotkałem się dopiero pod koniec ubiegłego wieku w Kłajpedzie, gdzie podobnie jak w Helu, z głowicy zachodniego falochronu zwieszały się liczne żyłki wędkarskie. Falochron znacznie wyższy, skołtuniony jakimiś kęsami betonowymi bezładnie zsypanymi do wody jako ochrona przed falowaniem, na takich głazach balansujące niepewnie ludzkie figurki i nasz jachcik rodzinny z wiatrem, ze słońcem i falą wpadający pod żaglami na spokojny akwen awentportu. Zerwałem tam przypadkiem i niechcący kilka żyłek na co, w odróżnieniu od Helu, złego słowa nie usłyszałem od milczących postaci, niewielkich bardzo na tle tego olbrzymiego, wyniesionego nad wodę falochronu.

Tam też grupa małoletnich, chyba rybaków, bo łowili ryby w basenie portowym za pomocą wleczonej ręcznie sieci, stała się przyczyną frustracji mojego najmłodszego, ośmioletniego wówczas syna, który generalnie mając łatwość werbalnego kontaktu ze wszystkimi, których w swym dotychczasowym życiu spotkał, pomaszerował śmiało w kierunku grupki półnagich, zajętych połowem, niemal rówieśników. Ponieważ jednak mówił tylko po polsku, a nieubrane dzikusy akurat tylko po rosyjsku, to potraktowali go jak UFO z innego świata co w perspektywie kilkudniowej zmusiło nas do opuszczenia Litwy, bo się dziecku nie podobało do tego stopnia, że odmówił jedzenia nie tylko litewskiego chleba kupionego w supermarkecie, marki LIDL ale też litewskich ryb, kupionych na targu w środku miasta, dokąd trafiały wprost z tego wyniosłego falochronu. Nie wiem jak tam ze sprawozdawczością wędkarską na Litwie, ale nikt nikogo się nie czepiał i niczego nie sprawdzał, w przeciwieństwie do wędkarzy z nabrzeży puckiego porciku, co to normalnie drzemie sobie w cieniu gotyckiej fary i jedyne tam życie to tylko od owych wędkarzy i licznych kontroli ich kontrolujących.

Przygotowując ELTANINa do podróży polarnych spędzałem w porcie dużo czasu i kątem oka widziałem, a to patrol Straży Granicznej, z psem, sprawdzający dowody osobiste poławiających na granicy Unii Europejskiej hobbistów, a to olbrzymią terenówkę Wydziału Rybołówstwa Urzędu Morskiego w Gdyni, a to biało niebieski radiowóz policyjny z funkcjonariuszami sprawdzającymi... Tłumy, bez których normalnie by nudno było, aż trudno uwierzyć, że żadnej obowiązkowej sprawozdawczości wędkarskiej jeszcze u nas nie ma. Bo to do celów naukowych, na przykład, się może przydać.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości