2 obserwujących
64 notki
78k odsłon
1604 odsłony

Polacy zaufali płatnościom zbliżeniowym. Bijemy Europę na głowę

Polacy są w europejskiej czołówce płatności zbliżeniowych. Fot. ING Nederland
Polacy są w europejskiej czołówce płatności zbliżeniowych. Fot. ING Nederland
Wykop Skomentuj23

W ciągu 11 lat karty bezstykowe stały się dla Polaków standardem i oczywistością. Droga była długa i kręta, ale przyszłość dla płatności zbliżeniowych rysuje się iście świetlana. 

Jak wynika z najnowszych danych Mastercard, już 85 proc. transakcji kartami z logo tej organizacji jest w Polsce realizowanych zbliżeniowo. Częściej w Europie kartami bezstykowymi płacą tylko Czesi (93 proc.), tylko odrobinę rzadziej od Polaków Węgrzy i Słowacy (83 proc.). Średnia europejska to 48 proc., a przykładowo w Niemczech tylko 15 proc. transakcji jest realizowanych bezstykowo. I wcale nie wynika to z braku zaufania naszych niemieckich sąsiadów, ale z tego, że oni są dopiero na początku drogi, którą Polacy już w ostatnich latach przebyli.

Płatności zbliżeniowe zrobiły w Polsce – i w ogóle naszej części Europy – furorę. Karty z tą funkcjonalnością zawitały do Polski w 2007 r. i w ciągu kilku lat stały się rynkowym standardem. Jak wynika z danych NBP, na koniec czerwca br. w portfelach Polaków znajdowało się ponad 40,2 mln kart płatniczych, a blisko 82 proc. z nich (32,9 mln) to były karty zbliżeniowe.

Oczywiście chwilę zajęło nam – ogólnie jako społeczeństwu – przekonanie się do tej nowinki i zaufanie jej. Zresztą nie było też tak, że wszystkie banki naraz wprowadziły karty zbliżeniowe do oferty, rozwinąć musiała się także „infrastruktura” do akceptowania płatności bezstykowych w postaci obsługujących tę technologię terminali płatniczych. I w końcu - musiało przepłynąć trochę wody w Wiśle, żebyśmy zobaczyli, że mnóstwo osób wokół nas płaci zbliżeniowo i nie ma z tym żadnych problemów.

Przez jakiś czas wokół „zbliżeniówek” tworzył się też nie do końca pochlebny klimat, bo część klientów stała na stanowisku, że banki nie dają im wyboru i nie oferują kart bez technologii zbliżeniowej. To zostało uregulowane rekomendacją Narodowego Banku Polskiego z 2014 r., zgodnie z którą banki muszą dawać swoim klientom możliwość wyłączenia modułu zbliżeniowego, albo w ogóle tym niechętnym „zbliżeniowości” wydawać karty bez tego modułu.

Przeczytaj o tym więcej: Nie chcę karty zbliżeniowej! Co zrobić?

To oczywiście sprawiło, że klienci mają wybór – i dobrze. Niemniej cały czas rosnące słupki pokazywały, że zdecydowana większość Polaków ufa kartom zbliżeniowym i przyjmuje argumenty zbijające obawy o ryzyko korzystania z nich. Jakie to argumenty? Ot, choćby, że nawet gdyby ktoś w zatłoczonym autobusie przyłożył nam terminal do kieszeni z portfelem, chcąc ukraść środki z karty zbliżeniowej, to zostanie bardzo szybko zidentyfikowany na podstawie swojej umowy z agentem rozliczeniowym. Albo, że kradzieże np. przez podsunięcie do kieszeni smartfonu z jakąś aplikacją ściągającą środki z karty może i udają się w warunkach laboratoryjnych, ale w „realu” ta metoda się nie sprawdzi. Bardzo mocno rozwinęły się też metody zabezpieczania transakcji kartami. Mowa tu choćby o tokenizacji, polegającej na tym, że dane karty płatniczej są zastępowane „tokenem”, dzięki czemu są chronione i pozostają niewidoczne nawet dla sprzedawcy.

Droga w jedną stronę

Płatności zbliżeniowe są innowacją, od której rynkowo nie ma już odwrotu. Coraz częściej Polacy płacą zbliżeniowo już nie fizycznymi kartami, ale mobilnymi – zaszytymi w smartfonie. Google Pay, Apple Pay, płatności oferowane przez banki w aplikacjach mobilnych – to wszystko zdobywa serca Polaków. Szacuje się, że liczba mobilnych kart zbliżeniowych (czyli kart, którymi można z poziomu smartfonu zapłacić zbliżeniowo) w Polsce już wynosi ok. 1,5 mln i dynamicznie rośnie. A smartfonu wszak nie włożymy już do terminala, choćbyśmy chcieli. Można zapłacić tylko zbliżeniowo. Do tego dochodzą inne gadżety wyłącznie zbliżeniowe – poczynając od smartwatchów czy opasek, a kończących na zwykłych naklejkach czy breloczkach (a nawet na zbliżeniowych pierścionkach).

Ale także pod kątem przyjmowania płatności wiele się zmienia i zmieniać się będzie nadal. Dobry przykład to już testowane terminale płatnicze w smartfonach, które mogą w przyszłości przyjąć się np. na bazarkach czy u osób świadczących swoje usługi w domu klienta (np. hydraulik, elektryk itd.). Tutaj także jedyną możliwością jest zbliżeniowość, nie ma jak karty płatniczej włożyć do smartfonu, żeby zapłacić „tradycyjnie”.

Przeczytaj więcej, jak płacić smartfonem.

Płatności zbliżeniowe są „zaprzęgane” także tam, gdzie dotychczas królowały monety, a ewentualne włożenie karty do terminala okazuje się niepraktyczne – np. na myjniach samochodowych albo w automatach z jedzeniem czy napojami. No i w coraz większej ilości miejsc, nawet jeśli nadal można zapłacić kartą tradycyjnie, to można i zbliżeniowo – np. w biletomatach czy kasach parkingowych.

Dziś, z blisko 705 tysięcy terminali płatniczych, jakie na koniec czerwca łącznie mieliśmy w sklepach czy punktach usługowych w Polsce, tylko ok. 7 tysięcy jeszcze nie przyjmowało płatności zbliżeniowych (dane za Narodowym Bankiem Polskim). Dość przypomnieć, że rok temu (na koniec września br.) terminali nieprzyjmujących płatności zbliżeniowych było ponad 38 tysięcy. Zapewne to kwestia maksymalnie kilku kwartałów, żeby z rynku zupełnie zniknęły terminale, w których można płacić wyłącznie tradycyjnie. Zresztą to element zobowiązania Mastercard – by klienci z kartami z logo organizacji już w 2020 r. mogli zapłacić zbliżeniowo w całej Europie, we wszystkich punktach handlowo-usługowych akceptujących karty Mastercard.

Zmieniają się także zwyczaje Polaków w dokonywaniu transakcji zbliżeniowych. Jeszcze do niedawna – co wskazują statystyki – średnia wartość operacji bezstykowej wynosiła ok. 38-46 zł. Ale w ostatnim kwartale 2017 r. średnia wartość przebiła granicę 50 zł i utrzymuje się na tym poziomie. Pięćdziesiąt złotych to w tej sytuacji granica znacząca, bo wszak to maksymalna kwota, jaką można zapłacić zbliżeniowo bez potwierdzania PIN-em. Zaczyna więc zanikać rozgraniczenie, że transakcji zbliżeniowych dokonujemy wyłącznie, gdy płacimy stosunkowo niewielkie kwoty. To jeszcze nabierze na sile, kiedy – zapewne już w drugiej połowie 2019 r. – limit płatności kartami zbliżeniowymi bez konieczności potwierdzania PIN-em wzrośnie w Polsce do 100 zł.


© Wszelkie prawa zastrzeżone.



Wykop Skomentuj23
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka