Adam, czyli Luis Suarez – człowiek z Innego świata
Były czeski prezydent Miloš Zeman w wywiadzie dla jednego z większych czeskich portali internetowych stwierdził, że „dziennikarze to sprzedajne k**wy”. Dodał, że oczywiście nie wszyscy. To dosyć powszechna, by nie rzec obiegowa opinia. Co ciekawe, prawdziwość tego stwierdzenia w pewnym sensie weryfikuje praktyka służb wywiadowczych.
W książce „Szpiedzy – wzloty i upadki KGB w Stanach Zjednoczonych“ (John Earl Haynes, Harvey Klehr, Aleksandr Wasiliew, IPN, Warszawa 2025) w rozdziale zatytułowanym „Szpiedzy wśród dziennikarzy“ możemy przeczytać: „…dziennikarze (w odróżnieniu od inżynierów, naukowców, wojskowych czy urzędników) rzadko mieli bezpośredni dostęp do tajemnic technicznych i niejawnych dokumentów, ale rzemiosło szpiegowskie to przecież nie tylko klasyczne wykradanie materiałów. KGB chętnie rekrutował przedstawicieli tej grupy zawodowej, po części ze względu na ich kontakty i dojścia do nieoficjalnych źródeł i kuluarowych informacji dotyczących bieżącej polityki czy strategii działania, po części dla wglądu w ludzkie charaktery, i wreszcie dla posiadanej przez nich, a nieujawnionej publicznie wiedzy, która nigdy nie trafiała do publikowanych tekstów. Pewne dziennikarskie nawyki i styl pracy również sprzyjały prowadzeniu zadań szpiegowskich.“
Wśród dziennikarzy chętnie też znajdowała swoich informatorów (i agentów) czechosłowacka służba wywiadu cywilnego (StB), która zresztą w swej pracy postępowała według sowieckich wskazówek, bądź co bądź była to „młodsza siostra” KGB. StB stosując przykrycie dyplomatyczne dla swoich oficerów wywiadu pracujących zagranicą często i chętnie zastrzegała dla siebie funkcję attaché ds. prasy i mediów. Taka posada niejako siłą rzeczy wymuszała naturalny kontakt z miejscowymi dziennikarzami, więc co do zasady, dyplomata nie robił nic podejrzanego spotykając się z ludźmi mediów.
I dokładnie taki przypadek – legalny kontakt z żurnalistą, bez konieczności konspiracji, ukrywania czegokolwiek – dał StB okazję do prowadzenia skutecznych działań wywiadowczych w Meksyku. Współpraca z tym dziennikarzem meksykańskim trwała prawie dziesięć lat.
Sprawa ta dotyczy kontaktu rezydentury Meksyk – dziennikarza, który nie nadawał się na agenta, nie można go było ot tak po prostu zwerbować, gdyż na przeszkodzie ku temu stanęły dwie poważne przyczyny, o których oczywiście napiszę dalej. Mimo to kontakt ten, w pełni legalny, stał się wartością operacyjną, stosunkowo cennym nabytkiem, który przyniósł StB sporo pożytku.
Mowa o kontakcie rezydentury Stb w Meksyku, Luisie Suarezie (1918-2003). Luis Suarez był Hiszpanem, aktywnie walczącym po stronie republikańskiej w hiszpańskiej wojnie domowej. W szeregach armii osiągnął w swoich osiemnastu latach stopień kapitana. Po upadku reżimu wspieranego przez Związek Sowiecki wraz z małżonką spędził cztery miesiące w obozie dla uchodźców we Francji, stamtąd udał się w 1939 r. na emigrację do Meksyku, gdzie otrzymał azyl. W 1941 r. uzyskał obywatelstwo meksykańskie.
Czeski historyk Michal Zourek w swej książce („Czechosłowacja oczami intelektualistów z Ameryki Łacińskiej” („Československo očima latinsko-amerických intelektuálů”, Runa, 2018) zauważył, że Suarez po tym bojowym doświadczeniu „tak samo jak wielu innych przedstawicieli lewicy hiszpańskiej, darzył głęboką wdzięcznością Związek Sowiecki za jego pomoc w czasie wojny domowej. Nie tylko się od niego nigdy nie odwrócił, ale w swej działalności bezgranicznie go wspierał”. Właśnie taka – prosowiecka, można powiedzieć, była droga życiowa i kariera dziennikarska Suareza. Była to kariera z jednej strony sprytnego i zdolnego dziennikarza, ale jednocześnie pod wieloma względami typowego „sowieciarza” (homo sovieticus), oportunisty, który potrafił wykorzystać dla swoich ambicji materialnych i niematerialnych wszystkie okoliczności i doskonale sobie radził mając na względzie przede wszystkim swoje korzyści. Być może jego postawa życiowa wynikała pośrednio z pochodzenia, z tego jak sam siebie określił w jednej niepublikowanej rozmowie, kiedy miał o sobie powiedzieć, że jego pochodzenie jest arabsko (Maur) – żydowskie. Maurowie, jak nas poucza e czeska wersja wikipedii „utrzymywali się głównie z pasterstwa i handlu. Wielu z nich zajmowało się jednak piractwem i rabunkami”.
Do takiej oceny skłania lektura stosunkowo obszernego zbioru dokumentacji, który na temat Luisa Suareza zgromadziła czechosłowacka bezpieka (StB), a konkretnie jej wywiad cywilny Departamentu I. MSW. O ile mi wiadomo, dotąd żaden z historyków czy badaczy do tej teczki nie dotarł, więc warto się nią zająć. Mówiąc bardziej konkretnie, chodzi o podteczkę, gdyż materiał dot. Suareza został zgromadzony w olbrzymiej teczce obiektowej z numerem rej. 11745, nazwanej „Baza Meksyk”. Materiał na Suareza, któremu nadano kryptonim „Adam” powstawał w latach 1961-1970. Jego teczka zastała formalnie złożona (czyli zakończono jej prowadzenie) do archiwum MSW w 1971 r. Nie oznacza to jednak, że w latach późniejszych nie został on znów wykorzystany przez czechosłowacki wywiad.
Karta lustracyjna Luisa Suareza
Suarez, jak pisze M. Zourek w już cytowanej książce o intelektualistach z Ameryki Łacińskiej, Europę Wschodnią odwiedził po raz pierwszy w 1953 r. Swe wrażenia z Czechosłowacji, Polski i Rumunii opisał w swoich reportażach w meksykańskiej prasie, w rok później wydał na ten temat książkę Inny świat (Otro Mundo). Wówczas najdłużej był w Rumunii, gdyż tam odbywał się światowy festiwal młodzieży. W Pradze spędził jedynie cztery dni w drodze do Bukaresztu. Po pobycie w Rumunii znów wracał do Meksyku przez Czechosłowację. Jego reportaże, te które przypomniał w swej książce M. Zourek, są do dziś odrażającym podręcznikowym przykładem nachalnej komunistycznej propagandy.
Być może ton tych reportaży spodobał się w Pradze i Suarez został doceniony otrzymawszy posadę stałego korespondenta Czechosłowackiej Agencji Prasowej (ČTK) w Meksyku. Trudno o tym napisać coś dokładniejszego, gdyż nie da się sprawdzić, od kiedy tę pracę – obok swoich pozostałych zajęć dziennikarskich – wykonywał. Wydaje się prawdopodobne, że korespondentem ČTK został tak naprawdę gdzieś na początku roku 1961.
W oficjalnych informacjach o tym nic nie ma, ale właśnie w teczce prowadzonej przez czechosłowacki wywiad ta sprawa (praca dla ČTK) odegra istotną rolę. Przechodzimy zatem do treści kiedyś (do 1989 r.) ściśle tajnych materiałów, które są obecnie dostępne dla wszystkich badaczy.

kwietnia 1961 r. doszło do pierwszego spotkania oficera StB pracującego w Meksyku pod przykryciem dyplomatycznym z Luisem Suarezem. Na spotkanie to wybrał się z niejakim „Romanem” (to kryptonim, był to czechosłowacki agent, na razie nie da się go zidentyfikować), który miał go z Suarezem zapoznać. Ów „Roman” już wcześniej zarzucał Suarezowi, że jego teksty dla ČTK są „mało polityczne” (pisał zachowawczo i bardziej o kulturze), oficer wywiadu z kolei zabiegał o to, by Suarez „częściej się spotykał z nami“. Po spotkaniu wywiadowca w notatce służbowej stwierdził, że wraz z „Romanem” doszli do wniosku, że „będą bardziej kontrolować pracę Suareza dla agencji prasowej i jeśli nadal będzie unikał kontaktów z nami, zaproponujemy, by korespondenta zmieniono”.

Jedna z relacji Suareza dla ČTK, publikowana w gazecie „Rudé právo”, podpis, zgodnie z umową, bez nazwiska, ale jako Korespondent ČTK
Następny kontakt z mało postępowym w swoich relacjach dziennikarzem StB zorganizowała dopiero po roku. Ten sam oficer StB z pseudonimem „Šimovič“ (Jiří Švestka), który rok wcześniej miał wyrażać niezadowolenie z pracy Suareza, znów musiał mu „wyjaśnić nasz pogląd na kwestię jego stosunku do nas. Jest płatnym korespondentem ČTK. Wysyła do Pragi telegraficznie lub poprzez pocztę lotniczą wiadomości do opublikowania. Wiadomości nie są publikowane pod jego nazwiskiem, co sobie zastrzegł. Zarabia miesięcznie 40-100 dolarów za artykuły, które są u nas w jakiś sposób wykorzystane…”
Tu widzimy dwie wiadomości podpisane „Korespondent CTK, nadane z Meksyku w 1962 r., publikowane w największej ówczesnej gazecie czechosłowackiej Rudé právo w 1962 r.
Następne spotkanie z oficerem StB odbyło się znów mniej więcej z rocznym odstępem, dopiero w marcu 1963 r. W tym czasie już współpracował także ze wschodnioniemiecką agencją prasową ADN i z włoską gazetą „El Europeo”. Poza swoją pracą w tygodniku „Siempre” w ten sposób sobie po prostu dorabiał, wysyłając najprawdopodobniej te same doniesienia do kilku różnych odbiorców.
W marcu 1963 r. doszło do pewnego przełomu w kontaktach StB.
Dotąd możemy mówić jedynie o pewnym formalnym nadzorze, który oficer StB sprawował nad korespondentem z tytułu swej oficjalnej funkcji attaché ds. prasowych. Ale w marcu doszło do dla wywiadu nieprzyjemnej sytuacji – rezydentura otrzymała zadanie wysłania któregoś z meksykańskich współpracowników do Kostaryki (na szczyt prezydentów Ameryki Łacińskiej z Kennedym). Ukazało się, że próbowano z aż trzema, ale nic z tego nie wyszło. „Šimovič“, niejako postawiony pod ścianą, namówił na wyjazd „Adama“, a ten na to przystał, jemu udało się w krótkim czasie załatwić wszystkie z wyjazdem związane niezbędne formalności. Oficer wyposażył Suareza w dodatkowych 400 dolarów na pokrycie kosztów i określił zadania – kazał mu przywieźć wszystkie oficjalne materiały z konferencji, zbierać wiadomości zakulisowe, skupić się na kwestii kubańskiej, opisać reżim policyjny w trakcie szczytu. Desperacja wywiadowcy, iż wysłał do Kostaryki nie-agenta, najpewniej wynikała z faktu, iż zadanie to – wywiadowcze obsłużenie szczytu z amerykańskim prezydentem – zostało StB powierzone przez sowieckie KGB a to w trybie nagłym.
„Adam” ze wszystkich zadań wywiązał się, można powiedzieć, wzorcowo. Od tej pory intensywność spotkań się powiększyła. Już w maju 1963 r. „Adam” bierze udział w realizacji tzw. operacji aktywnej (AO) – czyli w prasowej dezinformacji sterowanej przez StB. Chodziło o AO BRUTO, Luis Suarez miał rozpowszechnić dezinformacje na temat USIS publikowane pod nadzorem rezydentury StB w wcześniej w brazylijskim czasopiśmie „O Semanario”. To była często stosowana taktyka StB, iż realizowano tzw. łańcuchowe AO w ramach kontynentu lub nawet całego świata. Wszędzie tam, gdzie wywiad dysponował możliwościami (czyli współpracownikami), starał się sączyć dezinformacje.
lipca 1963 r. doszło do przekazania „Adama”, czyli oficer prowadzący z rezydentury StB „oddał” swój kontakt – „Adama” – swemu następcy. W przypadku, gdy przekazywano agentów, był ten moment dosyć wrażliwy, gdyż często stosunek oficera prowadzącego do agenta został celowo zbudowany na bazie przyjaźni osobistej, nie zawsze ta nić osobistej sympatii przechodziła na kolejnego oficera i czasami dochodziło do zerwania współpracy w konsekwencji nie udanego przekazania agenta. Tym razem to nie był ten przypadek – „Adam” nie był traktowany jako agent, jego relacja z pracownikami ambasady była legalna i naturalna.
Nowy oficer prowadzący („Neužil“, czyli kapitan Oldřich Novický) w Suarezie widział potencjał (wywiadowczy) – pisał w swej notatce: „ w czasie rozmowy wyszło na jaw, że tak jak z tow. Šim. będzie chętnie się spotykał i ze mną….To dobry reporter, będzie można go wykorzystywać do realizacji AO… plusem jest i to, że ma inicjatywny zmysł do konspiracji i ukrycia wzajemnego stosunku. Sam poprosił, bym do niego nie dzwonił z ambasady i byśmy się spotykali poza ambasadą. To oczywiście będę wspierał.” „Neužil” odnotował jeszcze jeden istotny element – z rozmowy z Suarezem wyniknęło, że jest on „tajnym komunistą” – zwolennikiem Komunistycznej partii Hiszpanii. Co prawda, oficer zaraz dodał, iż „jego postępowanie i forma pisania, jak i burżuazyjny sposób życia temu przeczą”, ale zasadniczo był za tym, by „Adam” był przez StB traktowany jako dobry kontakt przykrywkowy z możliwością wykorzystania go jako informatora i wykonawcę „mniej istotnych AO”.
Teraz należy wyjaśnić sprawę, dlaczego „Adam” nie mógł zostać agentem StB. Otóż na przeszkodzie stały dwie okoliczności – głównie to, że był oficjalnie związany z ČTK, czyli Czechosłowacją, to było sprzeczne z metodologią pracy StB. Niemniej istotną przeszkodą było jego członkostwo w komunistycznej partii, jakkolwiek ukrywane. Od 1959 r. StB obowiązywał ZAKAZ werbowania jako agentów członków partii komunistycznych. Istniały wprawdzie od tej reguły wyjątki, ale Luis Suarez do nich nie mógł należeć.
W tym czasie był już członkiem Międzynarodowej Organizacji Dziennikarzy (przez historyków organizacja ta jest uważana za sterowaną przez sowiecki KGB), której siedziba była w Pradze i właśnie korzystając z dobrodziejstw przynależności do tej organizacji, Suarez zaczął stosunkowo często podróżować do państw bloku sowieckiego na koszty albo tej organizacji albo strony zapraszającej. Odnotujmy, że we wrześniu 1963 r. wybierał się właśnie do Pragi, o czym meldowała rezydentura w Meksyku.
Na spotkaniu w październiku „Neužil” wprowadził do swej pracy z „Adamem” element nagradzania za przekazane informacje – dał Suarezowi jedną butelkę koniaku.
Centrala zauważyła, że nowy oficer prowadzący spotykał się z informatorem bardzo często, toteż doradzała, by kontakt ten był konsekwentnie prowadzony jako legalny, w pełni zgodny z oficjalną funkcją oficera StB, ale przy okazji by z niego wydobywać informacje o sytuacji w prasie meksykańskiej, w poszczególnych redakcja i by „nieświadomie przekazywał wskazówki na innych dziennikarzy, którzy mogli by być dla nas wywiadowczo pożyteczni”. A przy okazji centrala poinformowała, że „Adam” przelatując przez Pragę dzwonił do biura ČTK prosząc o rozmowę, ale go zignorowano, co go miało wkurzyć.
Kapitan „Neužil” najwidoczniej nawiązał z Suarezem bardzo dobry kontakt, na tyle intymny, że Suarez zwierzał mu się z niektórymi problemami osobistymi. Np. z tym, że stracił posadę scenarzysty i autora dialogów dla spółki filmowej, co zmusza go poszukiwania mniejszych jednorazowych fuch, by „mógł utrzymać swój standard (mieszkanie, samochód i domek w Cuernavace)”

Domek w Cuernavace, screen z yt
Takiej okazji nie mógł wywiadowca z Czechosłowacji przegapić. Natychmiast Suarezowi zaproponował mu, by napisał sprawozdanie polityczne o sprawach, które są „dla nas ciekawe” – oczywiście za pieniądze. Zaoferował honorarium mniej więcej na poziomie tych, które płaca mu poszczególne redakcje za jeden artykuł (ok. 400 pesos). „Adam”, jak odnotował oficer, udawał przez chwilę, że to nie wchodzi w rachubę, ale powiedział, że go ta oferta ucieszyła. I natychmiast skorzystał z okazji i zapytał, czy tak samo jak wcześniej, w czasie świąt Bożego Narodzenia otrzyma od ambasady możliwość korzystnego zakupu przez sklep dyplomatyczny alkoholu. Chciał 10 butelek whisky i koniaku. „Neužil” chętnie na to przystał, wysyłając mu alkohol w cenie 320 pesos (5 butelek koniaku i 2 butelki whisky – szpieg wymienia konkretne marki, ale ni e będziemy wchodzić aż w takie szczegóły) spodziewając się, że jeśli Suarez napisze pierwsze opracowanie, to mu to będzie zaliczone i za alkohol nie będzie musiał płacić.
Na spotkaniu w styczniu 1964 r. „Adam” tę formę zapłaty ostro odrzucił i sumę 320 pesos za alkohol oddał. Ale, jak zauważył kapitan wywiadu, z drugiej strony przyjął 400 pesos, które mu wysłał jako zapomogę dla rodziny, ponieważ pojechał na kilka dni do Panamy, gdzie go wysłała redakcja SIEMPRE i StB a w tym czasie przecież mógł zarabiać i utrzymać swój standard. O sytuacji w Panamie opracował specjalny raport dla StB. Oraz – zrealizował w czasopiśmie „Siempre” kolejną AO (kryptonim BRAVO).
Ponownie odmówił przyjęcia pieniędzy za wykonane zadania, więc i tym razem „zapłacono” mu w naturaliach – kapitan wywiadu przysłał mu 10 butelek whisky.
Realizacja operacji aktywnych (czyli wpychania dezinformacji do tekstów prasowych) stała się niejako chlebem powszednim meksykańskiego żurnalisty. Z notatek StB wynika, że w marcu w gazecie „El Dia” opublikował tekst „zainspirowany” przez oficera StB na temat Panamy, który wpisywał się w AO PLAMEN.
Przy okazji meldunków wywiadu, dowiadujemy się, że Luis Suarez był do lutego 1964 r. w Czechosłowacji już 5 czy 6 krotnie.
W kwietniu tego roku Suarez z szpiegiem planowali AO BOSTON, tym razem chodziło o planowane wydanie książki, na co dziennikarz potrzebował więcej pieniędzy – zażądał ok. 20 000 pesos. Przy okazji – Suarez – poprosił o przekazanie donosu na swojego kolegę redakcyjnego. Wydaje się, że w tym czasie już sobie zdawał sprawę z tego, że nie spotyka się ze zwyczajnym attaché prasowym czechosł. ambasady. O co poszło? Poprosił o to, by przekazano informację towarzyszom z NRD na temat prawicowego i reakcyjnego kolegi z tygodnika „Siempre” nazywającego się R. Blanco Mohen. Otrzymał on z NRD bilet lotniczy, który miał wykorzystać na podróż do NRD. Ten zamiast tego bilet wykorzystał do swej prywatnej podróży do Hiszpanii. Suarez się bardzo dziwił, gdyż na temat Mohena już towarzyszom w NRD powiedział kilka niemiłych słów. Tu wracamy do kwestii płaconych przez dobroczyńców zza żelaznej kurtyny drogich w tych czasach podróży lotniczych do Europy. Suarez już w tym czasie pełnymi garśćmi korzystał z tej możliwości, ale przeszkadzało mu, że jego kolega redakcyjny – prawicowiec – też.
„Neužil” zgodnie z zasadami fachu szpiegowskiego, notował i takie wątki, wydawałoby się nieistotne. Zanotował także i to, że w końcu po dłuższej znajomości musiał wreszcie przyjąć zaproszenie Suareza do jego „domku” (vide fotka z filmu na yt wyżej). Opisał tę „małą willę” następująco: „Willa jest naprawdę ładna, dobrze usytuowana, stosunkowo solidnie wyposażona wewnątrz. Adam starał się mi wytłumaczyć kładąc na to duży nacisk, że dom zbudował tanio. Wszystko zbudował z pomocą przyjaciół i krewnych z szeregów mieszkających tu Hiszpanów, którzy przekazali mu materiał i wyposażenie na minimalne ceny”. „Neužil“ sprawnym okiem wywiadowcy ocenił, że domek nie nadaje się do wykorzystania przez StB, ponieważ jest połączony z sąsiadującą willą szwagra Suareza i rodziny korzystają w serdecznej atmosferze z obu nieruchomości.
Jakkolwiek „Adam” nie mógł zostać pełnowartościowym agentem czechosłowackiego wywiadu, uruchomiono i wobec niego standardową procedurę weryfikacyjną. Weryfikacja ta potwierdza, że był przez StB traktowany jako wydajny informator i wykonawca AO i jako takiego należało go co jakiś czas sprawdzać
Musimy sobie uświadomić, że lata 60 XX to czasy bez internetu, czyli zbieranie informacji na temat konkretnej osoby było zajęciem żmudnym i czasochłonnym, ówczesne możliwości nie są w żadnym razie porównywalne z tymi dzisiejszymi.
Na temat Suareza wypowiedział się podczas pobytu w Pradze niejaki „AMO” – na razie nie sposób określić o kogo chodzi, ale wiele wskazuje na to, że był to Meksykanin i dobrze znał Suareza.
Skupił się on (jego wiedza jest zapisana w Notatce rzeczowej od. ADAMA, informacje przekazał 1.6.1964 podczas pobytu w Pradze) na warunkach bytowych korespondenta ČTK: miesięczne dochody ma w granicach 15 -20 000 pesos. Wymienił on cały szereg etatów i półetatów, z których Suarez czerpie regularne dochody, w tym i z instytucji państwowych. Stać go było więc na kupno nowego samochodu (Chevrolet CHEVY II), ma udział w dochodach z gazety Espana Popular (organ komunistów hiszpańskich w Meksyku) itd. Itd. AMO określił Suareza jako arabskiego żyda, który jego zdaniem jest zdolnym dziennikarzem, ale jest bardzo drapieżny i w metodach nie przebierający jeśli chodzi o zdobywanie pieniędzy. Etykietę postępowości i ideowej bliskości z komunistyczną partią Hiszpanii, zdaniem informatora, przybiera tego powodu, by był zapraszany do państw obozu socjalistycznego i do międzynarodowych organizacji dziennikarskich.
Warte uwagi jest to, że oficer te sprawę dochodów omówił z Suarezem a ten z aptekarską dokładnością udowadniał, że jego dochody są o wiele bardziej skromniejsze i że omalże żyje na granicy biedy z nędzą (przesadzając).
Oficer wywiadu skomentował tę obronę Suareza słowami: „Muszę przyznać, iż Adam jest wyjątkowo wyczulony na punkcie pieniędzy. Pomimo swoich postępowych poglądów, których nie ukrywa szczególnie w ostatnich czasach w tekstach dla SIEMPRE, gdy jasno i publicznie musiał się wypowiedzieć, występuje politycznie ostrożnie i stara się zakryć swoją przynależność do KPH [Komunistycznej Partii Hiszpanii] a nawet to, że jest korespondentem ČTK i NRD-owskiej agencji prasowej. Z ČTK kilkakrotnie miał konflikt w kwestii nagradzania, w pewnym momencie groziło i zerwanie kontaktu”. „Neužil“ próbował bronić „Adama” przytaczając przykład innego meksykańskiego dziennikarza, który faktycznie ze wsparcia międzynarodowych organizacji komunistycznych sobie zrobił prywatne biuro podróży, natomiast gdy Suarez podróżuje na koszt tych organizacji, to zawsze coś pisze dla gazet. „Nie chcę robić z Adama prawdziwego komunistycznego wojownika, takiego jakich znamy z okresu I. republiki, ale jestem przekonany, że wewnętrznie jest on komunistą lub przynajmniej sympatyzuje z naszą sprawą. Ponieważ w minionych latach zburżoazniał i ma rozwinięty stosunek do pieniędzy, w praktyce go to prowadzi do pewnej ostrożności i oportunizmu. Jego sytuacja jest skomplikowana także z tego powodu, że jest z pochodzeniem Hiszpanem, jedynie naturalizowanym w Meksyku, to mu również utrudnia działania w tutejszym środowisku. My możemy się cieszyć z faktu, że nie jest jawnym komunistą, oczywiście tylko pod kątem naszej pracy tutaj. W przeciwnym przypadku nie można by było z niego korzystać np. po linii AO.”
Tu musimy się z kapitanem wywiadu czechosłowackiego zgodzić. To, że w tamtym czasie Suarez ukrywał swe przekonania komunistyczne, było dla StB okolicznością sprzyjającą, ponieważ tym bardziej wiarygodne były jego teksty, w których rozpowszechniał kłamstwa napisane przez StB.
W październiku 64. r. był „Adam” znów przelotem w Pradze, wybierał się do Moskwy, jak powiedział, by przeprowadzić dla SIEMPRE wywiad z Nikitą Chruszczowem. Tu warto dodać, że miał chyba nosa do przełomowych wydarzeń, bo nie wiedząc o wewnętrznych partyjnych rozgrywkach w kierownictwie sowieckim, leciał tam właśnie w czasie, gdy Chruszczowa obalono. Przez Pragę wracał do Meksyku dopiero w grudniu tego roku, okazało się, że w Związku Sowieckim zafundowano mu zwiedzanie republik sowieckich a że był nawet w Polsce, gdzie mu się bardzo podobało. W Pradze opiekował się nim pierwszy oficer prowadzący „Šimovič“ i on musiał zauważyć, że „Adam znów pokazał się jako człowiek, którego interesują przede wszystkim sprawy materialne. Pod koniec pobytu u nas prosił, byśmy mu załatwili wysłanie kilku kamer. Twierdził, że kamery te są przeznaczone dla Zrzeszenia Dziennikarzy Meksykańskich. Odnieśliśmy wrażenie, że tak nie jest…”Książka Suareza wydana w NRD
Z punktu widzenia interesów wywiadu istotna jest inna uwaga oficera: „Jego przyjaźń wobec Niemców, Polaków i sowieckich przyjaciół go kompromitują na tyle, że nie da się go wykorzystać do żądnych ryzykownych operacji. Można z nim współpracować na bazie legalnej agendy prasowej, domagać się od niego politycznych wiadomości i za nie go wynagradzać. W ramach kolejnego kontaktu z nim trzeba uwzględnić to, że jest chętny, by pod swoim nazwiskiem opracować i drukować materiały o trzecich krajach w Ameryce Łacińskiej lub różne antyamerykańskie tematy.”
Zauważmy, że podczas rozmów po wizycie Moskwy Suarez nie wspominał o wywiadzie z Chruszczowem, co nieco dziwi, bo taką sprawą by się na pewno pochwalił. Zwracam na to uwagę, gdyż w licznych tekstach na temat Suareza wywiad z Nikitą Chruszczowem jest wymieniany jako jedno z jego większych dokonań dziennikarskich.
W 1965 roku otrzymał nową umowę z ČTK, oznaczało to, że dostał stałą pensję w wysokości 150 dolarów, to go widocznie zadowoliło i „Neužilowi” miał powiedzieć (kilkakrotnie), że jest w pełni do dyspozycji także dla nas a to w dowolnym temacie.
Wydaje się, że taka postawa świadczy o tym, że Suarez rozróżniał w tym czasie już to, co dzieje się na linii legalnej i co jest już działaniem przekraczającym tę linię, czyli że niektóre prośby jego czeskiego przyjaciela wynikały tak naprawdę z jego tajnej misji – tej szpiegowskiej. Oficer po ostatnich ocenach z centrali ograniczył kontakt z „Adamem” do spraw oficjalnych, teraz postanowił go znów wykorzystywać na linii AO.
W grudniu 1965 r. omawiał z nim np. wykonanie AO START (chodziło o Bena Barkę, marokańskiego polityka i agenta StB), co wyglądało tak (jak każda realizacja prasowych operacji aktywnych), że przekazał mu przetłumaczone na hiszpański tezy główne, które otrzymał z praskiej centrali wywiadu, uczulił Suareza na to, że celem jest dyskredytacja Amerykanów, konkretnie CIA i ich popleczników w Maroku (Hassan II, marokański szef MSW i naczelnik służby bezpieczeństwa Maroka). Suarez przeczytał te wytyczne, po czym stwierdził, że temat mu się podoba i że z tego będą spokojnie dwie strony tekstu. Na wypadek, gdyby go w redakcji SIEMPRE pytano, skąd ma źródła do tekstu, ustalono legendę, że z prasy francuskiej (znał język) i od postępowych dziennikarzy, których spotkał podczas swej ostatniej podróży po Europie.

Kapitan wywiadu odnotował, iż tekst ukazał się w tygodniku SIEMPRE nr. 652 z 22. grudnia.
StB to kosztowało jedną butelkę koniaku i jedną butelkę whisky (przekazane jako prezent świąteczny).
W lutym następnego roku panowie omawiali kolejną prasową operację aktywną – AO MARCELA. Tu trzeba wyjaśnić, iż wszelka dokumentacja StB dotycząca operacji aktywnych została po listopadzie 1989 zniszczona, więc trudno te operacje identyfikować i dokładniej opisać, można jedynie na podstawie innych dokumentów, które przetrwały i w których są o tych operacjach wzmianki, informacje o nich zrekonstruować na podstawie nielicznych poszlak.
W każdym razie, na tym odcinku pracy StB w Meksyku, czyli w realizacji AO, StB mogła na Suareza liczyć – pod tym względem kapitan wywiadu oceniał „Adama” jako „bardzo cenny kontakt w sprawie prasowych AO, które chcemy przeforsować w SIEMPRE. Jak dotąd, wszystkie zadania tego rodzaju bezpiecznie zrealizował, co np. u innego współpracownika ALONSO nie zawsze się udało.” ALONSO to Jose Natividad Rosales, to gwoli ścisłości, ale tym człowiekiem zajmę się za innym razem.
Dobre relacje pomiędzy Suarezem i oficerem wywiadu skutkowały również tym, że żurnalista co nieco powiedział też o sobie. Warto te informacje przytoczyć, gdyż rzucają nieco światła na postać hiszpańsko-meksykańskiego reportera.
Urodził się on w biednej rodzinie szewca. Pracował jako posłaniec w ratuszu miejskim w Sevilli. Wykształcenie zdobył podstawowe. Szkolę średnią musiał studiować wieczorowo. Tuż przed maturą wybuchła wojna domowa w Hiszpanii. Jako student (uczeń) zasilił szeregi Młodzieży Socjalistycznej, miał być przewodniczącym kilku organizacji studenckich. W hiszpańskiej wojnie domowej brał udział w randze oficera, porucznika, na koniec kapitana. Podobno objawił się u niego talent wojskowy i został nawet naczelnikiem sztabu dywizji (po stronie republikańskiej oczywiście). W czasie wojny domowej wstąpił do komunistycznej partii Hiszpanii.
Po emigracji do Meksyku najpierw pracował jako lektor w szkole partyjnej przy Komunistycznej Patii Meksyku. W tym czasie już zaczął się udzielać jako dziennikarz. Dzięki dobrym koneksjom osobistym piał się w karierze dziennikarskiej coraz wyżej.
W tym okresie, czyli w 1965 r., kontakt z Suarezem wyróżniał się sporą ilością informacji politycznych, które „Neužil” często nagradzał butelkami alkoholu. Ale „Adam” był wykorzystywany również do przeprowadzania prasowych operacji aktywnych – w lipcu jest mowa o AO PADOC (opublikowano 28. lipca 1965w SIEMPRE) – za to dostał 3 butelki whisky.
Luis Suarez nie zrobiłby swej zawrotnej kariery dziennikarskiej bez pomocy przyjaciół, z tym, że tych przyjaciół trzeba zdefiniować zgodnie z faktami. Oto krótka notatka informacyjna oficera StB „Neužila“ z 3. października 1966 r.: „Adam przyleci do Pragi z Zurichu 6.10. o 14.15. Przylatuje na zaproszenie ČTK, dalej jedzie do Berlina na kongres MON. Sowieccy przyjaciele załatwiają dla niego podróż do Wietnamu…”. Koszty, jak widzimy, ponosili: Czechosłowacka Agencja Prasowa, MON i Związek Sowiecki, być może też NRD. Ostatecznie podróż do Wietnamu w tym roku nie doszła do skutku. Ale ciekawostką jest fakt, iż z NRD Suarez przywiózł sobie materiały, które praska StB też chciała wykorzystać do jednej AO (LOTHAR) i w związku z tym stwierdzono, że „to samo AO realizują niemieccy towarzysze poprzez ADAMA”, co by oznaczało, że w jakiś sposób współpracował (lub był wykorzystywany) także ze wschodnioniemieckim wywiadem (HVA, Główny Zarząd Wywiadowczy – Hauptverwaltung Aufklärung).
W związku z zainteresowaniem „Adama” kwestią Wietnamu zrealizowano kolejna operację aktywną LOTOS (to w 1967 r.). Odnotujmy, iż w tym czasie Suarez zaczął publikować także w meksykańskim czasopiśmie „Sucesos”, co się nie spodobało Centrali StB w Pradze. Czasopismo to, według informacji StB mogło być finansowane przez Kubańczyków, a co gorsza, na jego łamach zaatakowano komunistyczną partię Wenezueli. W związku z powyższym Centrala przypomniała rezydenturze, że ADAM nie jest kontaktem poufnym (czyli agentem), ale jest on jedynie sprawdzonym kontaktem z zastosowaniem do wykorzystania w ramach pewnego rodzaju operacji aktywnych. Ale także w ramach realizacji tychże operacji trzeba pamiętać o tym, że ów kontakt może zostać wykorzystany tylko w takich przypadkach, w których nie są publikowane materiały wrażliwe (jak np. fałszywki czy informacje zdobyte w drodze agenturalnej).
Bardzo ciekawy rozmiar jego pracy informacyjnej dla StB pokazuje sprawa jego podróży do Boliwii w 1967 r. Tam udało mu się ponoć dzięki różnym i licznym listom polecającym dotrzeć do obszarów, gdzie odbywały się operacje wojskowe w związku z rebelią partyzancką słynnego bandyty Che Guevary, byłego ministra w rządzie rewolucyjnej Kuby. „Neužil“ nie uwierzył w te listy polecające i do centrali napisał, że „odnosi on wrażenie, iż całą tę podróż zorganizowali i zapłacili Kubańczycy, którzy w ten sposób chcą spopularyzować ruchy zbrojne w Ameryce Łacińskiej, te ruchy, które sami popierają i tworzą.” Chodziło oczywiście o teksty, które Suarez o swej boliwijskiej podróży publikował m.in. w SIEMPRE.
„Adam” zrelacjonował oficerowi prowadzącemu swe wrażenia z Boliwii i dodajmy, że nie wszystko z tego, co opowiedział StB, zostało wówczas opublikowane.
Zacznijmy od sprawy dziś znanej, ale wówczas jeszcze nie do końca potwierdzonej. „Adam” stwierdził, że nie wyklucza, a potwierdziło mu to kilka źródeł w Boliwii, że ruch oporu przygotował Che Guevara. Jednocześnie odnotował duży wpływ Kubańczyków. Ruch partyzancki jego zdaniem dysponował nieprawdopodobnie wysokimi funduszami finansowymi. Kierownictwo partyzantki zakupiło ranczo za 30 milionów pesos, z zysków rancza finansowane były dostawy jedzenia dla partyzantów.
Na temat comandante Peredo (komisarz polityczny w oddziale Che Guevary) miał Suarez informacje, że studiował szkolę partyjną w ZSRS, był przez jakiś czas na Kubie i także 6 miesięcy na szkoleniu praktycznym we Wietnamie. Te sprawy, jak relacjonował Suarez, ruch partyzancki stara się ukryć, by nie przyczyniło się to do oskarżeń rządu sowieckiego z powodu poparcia dla ruchu partyzanckiego. Suarez dalej potwierdził, że partyzanci mają w uzbrojeniu i broń czechosłowacką (co potwierdza udział Kubańczyków). Podczas gdy morale wojska rządowego, zwalczającego partyzantkę, Suarez określił jako złe, o partyzantach mówił jako o szanujących miejscową ludność. Konkluzja Suareza co do szans na sukces tej grupy partyzanckiej była raczej optymistyczna – zgodnie z faktami powiedział kapitanowi wywiadu, że jest ich na razie mało, najwyżej 30, ale za to są dobrze zorganizowani i mają sympatie ludności wiejskiej. Ponieważ z wojskowego punktu widzenia rozlokowani są bardzo dobrze, tzn. w gęstej dżungli, istnieją realne perspektywy utrzymania rebelii i jej poszerzenia.
Co ciekawe, w tej rozmowie nie wspomniał nic o tym, że spotkał się osobiście z Che Guevarą. I ponownie, jak w przypadku Chruszczowa, ta sprawa jest o tyle ważna, że według licznych opracowań na temat Suareza, miał on z Che Guevarrą przeprowadzić w dżungli boliwijskiej wywiad.
Była to niewątpliwie podróż wymagająca sporo odwagi żurnalisty z Meksyku. Jego analiza co do szans na powodzenie tego buntu okazała się jako absolutnie błędna.
Pod tą notatką jest ręczny dopisek: przekazać przyjaciołom. To oznaczało, że wiadomość wędrowała do KGB i na Kubę.

„Boliwijski raport” Suareza
W październiku 1967 r. Suareza „przejął” kolejny oficer StB, który na rezydenturze zmienił poprzednika. I tym razem przejęcie odbyło się bez komplikacji, „Adam” jako coś oczywistego traktował sugestię, że będzie od „Rogla” (Bedřich Kubeš) otrzymywał interesujące materiały, na podstawie których będzie realizował kolejne AO. Gdy o tym rozmawiali, oficera StB ucieszyło, że sam Suarez zwracał uwagę na to, że materiały muszą być takiego rodzaju, by w nich nie było żadnej wzmianki wskazującej, że ich publikacja ma coś wspólnego z Czechosłowacją. „Adam” zaproponował, by ich kontakty były bardziej zakonspirowane, poprosił wręcz, by czechosłowacki dyplomata nie dzwonił do niego do biura i by nigdy przez telefon nie łączył jego nazwiska z nazwiskiem Juan Rejeno – członkiem politbiura KPH. Chodzi o to, jak powiedział Suarez, że telefony mogą być na podsłuchu.
Nie ma chyba sensu przytaczanie kolejnej weryfikacji, gdy StB uzyskała od swego innego agenta prowadzonego w Meksyku (agent BOGAN ze środowiska dziennikarskiego) zapewnienie, że „Adam” to człowiek żądny pieniędzy i korzyści. Świadczy to jedynie o tym, że StB kontynualnie prowadziła weryfikację tego kontaktu, co oznacza, że traktowała go jako bardzo ważne źródło osobowe.
Suarez i wobec nowego oficera prowadzącego nie miał żadnych oporów i upomniał się o możliwość tańszego zakupu alkoholu tłumacząc to następująco: twój poprzednik mi co 2-3 miesiące przysyłał skrzynkę alkoholu, który jest mi potrzebny dla moich kontaktów. „Rogl” natychmiast pytał centralę wywiadu, czy aby naprawdę ma mu dostarczać całą skrzynkę?
Trzeba przyznać, że „Adam” starał się na ten alkohol zasłużyć. Pod koniec roku 1967 zrealizował kolejną AO w czasopiśmie SIEMPRE (AO VERY MACHOS).
Pod choinkę Suarez z ambasady otrzymał 12 butelek koniaku, 12 butelek piwa i 3 butelki whisky (kosztowało to 700 pesos) – była to zapłata za wykonanie AO. „Rogl” dosyć cynicznie w notatce dla centrali zauważył, że „uwzględniając to, że ADAM pieniędzy nigdy nie przyjmie, uważam, że z czysto ekonomicznego punktu widzenia ta AO nie była zbyt droga”. I o to chodzi! – powiedzieli sobie pewnie towarzysze szpiedzy w Pradze.
Swoistym poczuciem humoru wykazał się także Suarez, który na pierwszym spotkaniu z oficerem StB w styczniu 1968 r., nawiązując do świątecznego prezentu alkoholowego miał stwierdzić, że teraz to został w pełni skorumpowany, „Rogl” starając się utrzymać konwencję dowcipu miał odpowiedzieć, że pomiędzy towarzyszami, którzy kochają wspólną sprawę, korumpowanie nie jest potrzebne.
W lutym 1968 r. doszła do skutku podróż „Adama” do Wietnamu, przerwę w podróży w Pradze wykorzystał do tego, by skrytykować i podkopać pozycję Jaromíra Švamberka. Wyjaśnijmy, o co chodzi. ČTK zapewne z związku ze zbliżającymi się letnimi igrzyskami olimpijskimi w Meksyku zorganizowała swe stałe biuro w stolicy Meksyku. Suarez załatwiał pomieszczenia dla agencji, gdy to zrobił, z Pragi wysłano dwóch czechosłowackich pracowników do obsługi biura. Najpewniej Suarez obawiał się, że gdy się panowie zadomowią, agencja się z nim pożegna, więc już w Meksyku w kontaktach z oficerem StB zaczął omal
że na każdym spotkaniu krytykować jednego z czeskich pracowników biura. Dodajmy, iż J. Švamberk w latach 1959-1963 pracował w Departamencie i MSW, czyli był to były wywiadowca. StB w sprawie tego swego byłego pracownika stanęła po stronie Meksykanina, tym bardziej, że w przeciwieństwie do Suareza, Švamberk po sierpniu 68 jawnie krytykował sowiecką interwencję. To jednak historia ciut późniejsza.
Suarez w Pradze też dbał o inne swoje interesy, pokazał np. w ubiegłym roku wydaną w NRD książkę „Stary Meksyk” i pytał o możliwość wydania tej pozycji w Czechosłowacji.
Do Wietnamu wybierał się na zaproszenie towarzyszy wietnamskich, czyli o koszty podróży nie musiał się martwić, ale zamierzał wysyłać podróży reportaże do SIEMPRE i EL HERALDO. Na spotkanie z Ho Chi Minem miał przygotowane osobiste przesłanie Cárdenasa, byłego prezydenta Meksyku.
Uściślijmy, że w Pradze był po słynnym plenum styczniowym KPCz, czyli rozpoczynała się tzw. Praska Wiosna i Suarez domagał się także wyjaśnień, co do proponowanych reform systemu komunistycznego, by mógł zrozumieć co się w Czechosłowacji dzieje.
W drodze powrotnej zatrzymał się ponownie w Pradze, więc StB zadbała o to, by mu zapewnić atrakcyjny program i by od niego uzyskać bardziej szczegółowe informacje. Wyszło na jaw, że nie spotkał się z Ho Chi Minem, ale został przyjęty przez premiera i ministra spraw zagranicznych Wietnamu Północnego. Ogólnie był komunistycznym Wietnamem zachwycony, napisał stamtąd sporo reportaży. Na kilka dni mu umożliwiono tez wizytę CHRL. Chiny go przeraziły, mówił o bezkrytycznym fanatyzmie, uwielbieniu dla Mao, o tym, że sytuacja gospodarcza jest tam wręcz katastrofalna.
Odwiedził także Moskwę, tam był w kontakcie z przedstawicielami MON, którzy – i tu mamy dokładniejszą informację – zorganizowali i sfinansowali podróż do WRD (Wietnamskiej Republiki Demokratycznej).
Ogólnie, oficer, który towarzyszył „Adamowi” w Pradze (stary znajomy „Neužil”) odniósł z tego praskiego spotkania jak najlepsze wrażenia, w obszernej notatce opisującej spotkania z Suarezem w Pradze, stwierdził: „Dotychczasowy kontakt z ADAMEM przyczynił się do pogłębienia przyjacielskich kontaktów, sprawdziłem jego chęć nadal z nami współpracować po linii prasowych oper. aktywnych, udało się go zainteresować na wykonaniu oper. aktyw. AO LOTOS 6.” W ramach kosztów obsługi tych spotkań oficer wymienił nie tylko wspólną wycieczkę na imponujący gotycki zamek Karlštějn (obiad, przekąski, bilety wstępu, opłata za parking), ale też prezent dla małżonki Suareza – ceramiczna butelka ze śliwowicą i kliszy do aparatu dla „Adama”, o które pazerny dziennikarz poprosił. Oczywiście Suarez nie omieszkał poprosić oficera StB, by załatwili mu, tak jak już kiedyś, transport nadmiernego bagażu (prezentów z Wietnamu i nie tylko) do Meksyku. StB zadbała o to, by rzeczy te zostały dostarczone aż pod próg domu Suareza w Meksyku.
Gdy Suarez wrócił do Meksyku (czerwiec 1968), spotkał się z swoim oficerem prowadzącym, gdyż trzeba było omówić ostatnie szczegóły związane z AO LOTOS 6 (dotyczyła wojny we Wietnamie). Oficer odnotował: „W rozmowie na ten temat ponownie zauważyłem, że ADAM zajmuje stanowisko, że on dla nas materiał ten przeforsuje, ale sprawia przy tym wrażenie, że w rzeczywistości nie wie, kto za tym stoi – wywiad. Przy tym jestem przekonany, że istotę dobrze zna, ale postępuje tak, jakby nie znał prawdziwego tła”. To są osobiste i subiektywne spostrzeżenia „Rogla”, w lipcu tego samego roku pisząc krótką ocenę „Adama” jego sprawę podsumował następująco:

Książka Suareza wydana w NRD.
„ADAM – dziennikarz, m.in. korespondent CTK, kontakt wykorzystywany głownie do realizacji prasowych AO. Tow. Rogl przejął go od tow. Neužila, wzmocnił i rozwinął we wcześniejszym duchu. Pomimo, że na początku minionego okresu operacyjnego stwierdzono, że trzeba ograniczyć wykorzystywanie ADAMa do realizacji prasowych AO (w konsekwencji jego stosunku do ČTK), zamiar ten nie został zrealizowany. Rezydentura Meksyk cierpi bowiem na zupełny brak agentury i kontaktów do realizacji AO, z tego też powodu z powodzeniem jest nadal wykorzystywany … Jestem przekonany, że ADAM dobrze wie, że podczas realizacji AO jest w kontakcie z pracownikami wywiadu… [reszta gorzej czytelna]”
Wydarzenia Sierpnia 1968 r. (wtargnięcie wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji i zdławienie Praskiej Wiosny) nie wpłynęły zasadniczo na postawę Luisa Suareza wobec współpracy z wywiadem StB. Także w 1969 r. „Adam” był dobrym źródłem informacyjnym, informował np. o Peru, nawiązał dobrą relację z nowym oficerem prowadzącym, po prostu wszystko było tak jak wcześniej. Nawet przepraszał, że pomimo swej dobrej pozycji w tygodniku SIEMPRE nie był w stanie uniemożliwić publikację tekstu red. Ant. Rodrigueza potępiający inwazję sowiecką na Czechosłowację! Po prostu się dostosował do obecnego kursu politycznego swoich panów w Pradze. Także nowy oficer prowadzący (pseudonim „Juřík”) nagradzał informatora prezentami – koniakiem francuskim i porcelanowymi kieliszkami z Pragi.
W tym okresie (1969-1970) nie odnotowano żadnej AO wykonanej przez „Adama”, był jedynie na etacie informatora. Brak operacji aktywnych, zadnianiowania na tym odcinku, wynikał z faktu, iż jednym z defektorów z szeregów StB był Ladislav Bittman (wyemigrował we wrześniu 68 do Austriii i nast. do USA), który pracował w wydziale 8., czyli właśnie tym, który planował i organizował operacje aktywne. Było omalże pewne, że znał też tożsamość „Adama”, więc ostrożność nakazywała nieco przyhamować tego rodzaju działania.
Gdy Luis Suarez zawitał w marcu 1970 r. ponownie do Pragi, spotkał się z „Neužilem“. Tym razem wracał z NRD. Był wręcz wniebowzięty, bardzo mu się podobało jak go towarzysze w NRD traktowali. Największe wrażenie na nim zrobiło to, że mu tam umożliwiono osobiste spotkanie ze znanym autorem licznych publikacji na tematy szpiegowskie, z Juliusem Maderem. Dziś wiemy, że był to pisarz i „ekspert” w pełni na usługach wschodnioniemieckiej STASI. Suarez miał od Madera otrzymać jakiś bardzo interesujący materiał, o którym nie chciał bliżej mówić, ale zapewniał, że go wykorzysta w swej publicystyce. „Neužil” bardzo przytomnie te rewelacje skomentował słowami: „Robi to na mnie wrażenie, że towarzysze z NRD w ten sposób próbują wpłynąć na ADAMa i wykonać poprzez niego jakąś prasową operację aktywną.”
Na końcu notatki oficera StB jest jeszcze krótki fragment dotyczący Suareza jako takiego. Ponownie otrzymujemy informacje bardziej osobiste, wyjaśniające kim był Luis Suarez: „pomimo, że ADAM bardzo się asymilował w Meksyku, wciąż uważa, że jego ojczyzną jest Hiszpania. Zawsze, gdy jest w Europie, stara się tam jechać. Pochodzi z małego miasteczka koło Sevilli (Andalucia). Otwarcie przyznał, że w większej części jego pochodzenie jest arabskie (maurskie) i że wśród jego przodków byli także Żydzi (sefardyjscy). Małżonka (Pepita) jest pochodzenia żydowskiego.”
Historia potrafi sobie ironicznie pograć – praski pobyt Suareza wiosną 1970 r. przynosi jeszcze jedno zaskakujące odkrycie w życiorysie Suareza. Ten wieloletni komunista praskim komunistom skarżył się, że ma problem z kierownictwem Komunistycznej Partii Hiszpanii w Meksyku! Znalazł się bowiem w mniejszości ze swoim poglądem na sowiecką interwencję w Czechosłowacji w 1968 roku. Suarez bowiem nie potępił ZSRS, jak większość komunistów na świecie. Martwiło go, że w podobny sposób krytykują go towarzysze z emigracyjnego kierownictwa Komunistycznej Partii Hiszpanii w Paryżu!
Nie wiem czy z tego powodu rozstał się z komunistami, gdyby tak było, byłaby to nader osobliwa i wręcz ironiczna przyczyna. Człowiek służący co najmniej trzem reżimom komunistycznym (Sowietom, bo to KGB kontrolowała MON, Czechosłowakom i NRD), który dla nich ryzykując podpisywał własnym nazwiskiem teksty mające więcej wspólnego z propagandą i dezinformacją niż z uczciwym dziennikarstwem, nie znajduje zrozumienia u towarzyszy jego sercu najbliższych.
W teczce znajdujemy pod sam koniec jeszcze jedną charakterystykę „Adama”, którą zdobyła StB i w której niejaki Varela dosyć niepochlebnie wyraża się o Suarezie. Pada zarzut typu, że Suarez jest w stanie zrobić dosłownie wszystko, by osiągnąć korzyść osobistą i że on i jego małżonka – a ten zarzut już znamy – „się zburżoaznili”.
Ostatnie spotkanie oficera rezydentury, przynajmniej według zapisów w teczce, odbyło się 11. czerwca 1970 r. w restauracji Sanborns de la Reforma. Celem było uzyskanie informacji na temat „ERBa”. Był to w Kolumbii przez StB rozpracowywany ksiądz katolicki German Guzman Campos, który zniknął z kraju i StB chwilowo straciła z nim kontakt, dopóki nie pojawił się w Meksyku. Dzięki „Adama” czechosłowacki wywiad znów nawiązał z byłym już, jak się dowiedziano, księdzem kontakt.
Kolejnych zapisów już w teczce nie ma, poza formalną decyzją z lutego 1971 r. o złożeniu teczki do archiwum. Ta wynikała z tego, iż StB ukończyła swoje działania operacyjne w Meksyku.
Z moich badań wynika, iż wznowienie działań operacyjnych StB w Meksyku nastąpiło w 1975 r. Luis Suarez pojawia się w dokumentacji czechosłowackiego wywiadu ponownie w połowie lat 80. W 1983 r. jeden z oficerów rezydentury melduje, że Luis Suarez, wiceprzewodniczący MON, zrealizował dla StB jedną operację aktywną (w telewizji) i że częściowo został przez niego wykorzystany do typowania odpowiednich dla wywiadu osób w środowisku dziennikarskim. Stwierdza on także, iż jego rozpracowanie operacyjne jawi się jako bardzo skomplikowane. W okresie 1984 – 1985 miał Suarez wykonać jeszcze jedną operację aktywną (MEVI), w 1987 roku miał brać udział w realizacji kolejnych AO: BOTTO i LIBA. Do szczegółów na temat tych konkretnych operacji nie udało mi się dotrzeć.
W latach 1976 – 1990 Luis Suarez był wiceprzewodniczącym Międzynarodowej Organizacji Dziennikarzy, co niewątpliwie zwiększyło jego prestiż w kręgach lewicowych, ale z drugiej strony definitywnie uwikłało go w układ sterowany przez KGB.

Nie można pominąć jeszcze polskiego wątku – Kapuściński Ryszard, znany polski reporter (zresztą także mający doświadczenie ze współpracą z komunistycznym wywiadem – Departament I MSW PRL nadał mu kryptonim „Poeta” i „Vera Cruz”), Suareza wychwalił w swej książce „Wojna futbolowa”: „Luis Suarez powiedział, że będzie wojna, a we wszystko, co mówił Luis – wierzyłem. Mieszkaliśmy razem w Meksyku, Luis dawał mi lekcje Ameryki Łacińskiej. Czym jest i jak ją rozumieć. Potrafił przewidzieć wiele wydarzeń. W swoim czasie przewidział upadek Goularta w Brazylii, upadek Boscha w Dominikanie i Jimeneza w Wenezueli. Na długo przed powrotem Perona wierzył, że stary caudillo będzie znowu prezydentem Argentyny, zapowiedział też rychłą śmierć dyktatora Haiti Françoisa Duvaliera, któremu wszyscy dawali wiele lat życia. Luis umiał poruszać się po sypkich piaskach tutejszej polityki, w których tacy amatorzy jak ja grzęźli beznadziejnie, co krok popełniając błędy.”
Tzw. wojna futbolowa miała miejsce w 1969 r., czyli Kapuściński spotykał się z Suarezem w stolicy Meksyku właśnie w czasie, kiedy jeden i drugi uprawiali ścisłe kontakty z bratnimi służbami bezpieczeństwa, Kapuściński z polską SB, Suarez z czechosłowacką StB.
Luis Suarez – ikona lewicowego łatyno-amerykańskiego dziennikarstwa – niewątpliwie był dyspozycyjnym wobec komunistycznych służb bezpieczeństwa, lokajem nie przestrzegającym zasad obiektywnego dziennikarstwa, lecz dbającym głównie o swój interes osobisty. W tym był bardzo skuteczny i konsekwentny. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Być może ktoś odkryje materiały wschodnioniemieckiego wywiadu, które ten zgromadził na temat Suareza. Można domniemywać, że coś będzie też ukryte w archiwach moskiewskich. Swoje będzie miała zapewne do powiedzenia też Hawana…
Jeżeli chodzi o ilość spotkań Luisa Suareza z oficerami StB w Meksyku i w Pradze, było ich w okresie od 1961 do 1970 r. około sześćdziesięciu. To liczba przybliżona, gdyż trudno ocenić, ile spotkań odbyło się w latach osiemdziesiątych i czy wszystkie z lat poprzednich zostały faktycznie zapisane i przeze mnie dobrze policzone. W jego teczce nie podliczono wszystkich wydatków związanych z prowadzeniem tego informatora, jak to zazwyczaj robiono w teczkach agenturalnych, ale w tekście starałem się wymienić przynajmniej niektóre alkoholowe i inne podarunki dla Suareza. Nie było ich mało.
Na koniec jeszcze zrobiłem jeden eksperyment. Poprosiłem CHAT GPT, by w ramach głębokiego badania odpowiedział na pytanie: Luis Suarez, dziennikarz meksykańsko-hiszpański, czy znane są jego związki ze wschodnioniemieckim wywiadem? Chat stwierdził, że na takie powiązania nie ma dowodów.
Zapytałem AI również o słynne wywiady, które miał Suarez przeprowadzić z wielkimi osobistościami okresu Zimnej wojny (Chruszczow, Ho Chi Minh, Che Guevarra, Allende). Sztuczna inteligencja twierdzi, że takich wywiadów nie ma, ale tu trzeba uwzględnić fakt, iż nie ma ona dostępu do prawdziwych – papierowych archiwów, nie wszystko zostało przerobione w formie elektronicznej, więc w tej kwestii może się AI mijać z prawdą.
Ja jedynie odnotowałem, że sam Suarez w swoich rozmowach z oficerami StB nie pochwalił się tym, iż spotkał Che Guevarę, Chruszczowa czy Ho Chi Minha. Co do Allende nie mogę niczego stwierdzić, gdyż w czasie, kiedy miał się z nim spotkać, StB już nie miała z nim kontaktu.
Luis Suárez López, dziennikarz pochodzący z Hiszpanii, mieszkający w Meksyku, w rzeczywistości żył w zupełnie innej rzeczywistości niż ta meksykańska czy hiszpańska. Jego kariera i awans zawodowy były bezpośrednio związane z tym Innym światem, jakim był świat komunistyczny. Życie osobiste Suáreza, jak się wydaje, nie było wprawdzie wzorowo proletariackie, ale było całkowicie sowieckie w tym sensie, że doskonale przyswoił sobie tę schizofrenię tak typową dla mieszkańców bloku wschodniego. Był wspierany przez Wschód, więc śpiewał komunistyczną pieśń, żył jak klasyczny ważniak czy funkcjonariusz, wyznawał pewną formę komunizmu, żyjąc przy tym w demokracji co prawda latynoamerykańskiej, ale jednak w demokracji, nie doświadczył, jak to jest żyć w komunistycznym raju. O tym, że nie potrafił dostrzegać rzeczywistości, że patrzył na świat przez pryzmat propagandy, świadczą jego reportaże z Czechosłowacji opublikowane w książce „Inny świat”. „Postępowość” przynosiła mu korzyści, ale nie zaprzeczył swoim – mówiąc językiem Lenina – burżuazyjnym skłonnościom. Ten meksykańsko-hiszpański dziennikarz jest dobrym przykładem twierdzenia, że komunizm budzi w człowieku to, co najgorsze.

Vladimír Petrilák
Copyright by StB no Brasil ©2014.


Komentarze
Pokaż komentarze