76 obserwujących
402 notki
400k odsłon
  845   8

Jutro Halloween, bawmy się!

Czasem słyszy się o dziwnych zbiegach okoliczności, szczególnych nagromadzeniach przypadków, które w sumie doprowadzają do tragedii. Ot, dla przykładu: Annuszka rozlewa olej słonecznikowy, co w następstwie kolejnych - jakby złośliwie zaplanowanych przez kogoś drobnych zdarzeń - doprowadza do obcięcia głowy Miszy Berlioza przez dziewczynę - komsomołkę prowadzącą akurat tramwaj na Patriarszych Prudach. Czasem, słysząc o takich wydarzeniach, lub nawet doświadczając ich, kiwa się głową w zadumie i stwierdza, że taki zbieg okoliczności to "dowód na istnienie diabła". Może tak a może nie - to kwestia wiary. Nie wiem czy skierowanie tłumu rozbawionych beztroskich ludzi w wąską opadającą w dół uliczkę tak by musieli się tam stłoczyć do tego stopnia, że w wyniku potknięcia się kogoś, kolejni też muszą się na nim potknąć a napierający tłum ma do wyboru albo zdeptać leżących albo samemu upaść i być stratowanym; czy takie wydarzenie można zaliczyć do wspomnianej kategorii "dowodów na istnienie diabła". No cóż, ponad 150 ofiar śmiertelnych... ale kto by tam dziś wierzył w istnienie szatana? Chyba już tylko katolicy i ... sataniści. Zresztą sam papież Paweł IV stwierdził kiedyś, że ów współczesny zanik wiary w złego to jego największy triumf. Coś w tym może być...

A póki co przed nami kolejny wesoły dzień zabawy zwanej Halloween. Wstrząśnięty wydarzeniami z Korei postanowiłem odnowić swoją wiedzę o tym "święcie" i błądząc po internetach dowiedziałem się, że ten dzień to nic tylko sam "cud miód i orzeszki". Beztroska radosna zabawa mająca swe źródło w dawnych celtyckich obrzędach służących odpędzeniu (oczywiście że odpędzeniu a nie przywołaniu!) złych duchów. Niejako na marginesie wzmianka że przypadkiem czciciele szatana w tym samym dniu obchodzą jakieś swoje święto, ale tak sformułowane (przynajmniej na "wiki") jak by to było jakieś inne święto nie mające związku z Halloween, przypadkowa zbieżność dat. Trochę się zdziwiłem, bo dawno temu czytałem (chyba w tejże wikipedii!) że wśród źródeł jest też odwieczna chęć oswojenia strachu przed śmiercią i przed demonami, dziś już o tym ani słowa, dziś Halloween coraz bardziej słodki, niewinny, dziecięcy... Oczywiście ani słowa też o ciężkiej przestępczości (morderstwa i gwałty) która podobno (o tym też kiedyś słyszałem i dotyczyło USA) pikuje w tym dniu jak TVP w Sylwestra, ale to zapewne jakieś fejk-njusy. Halloween to dziś święto dzieci i wielbicieli horrorów, a "któż z nas nie lubi horrorów?" - jak doczytałem w jednym z artykułów. No ale właśnie w horrorach Halloween to pole do popisu dla wszelkiej maści morderców i zwyrodnialców! Dziwne...

Przyznam, że piszę to gdyż poczułem się niejako wywołany do odpowiedzi, właśnie jako wielbiciel horrorów i w dodatku katolik wierzący w istnienie "osobowego zła", o którym wiedza jest dziś rozproszona pomiędzy filmami grozy, a dość niszową dziedziną nauczania Kościoła zwaną demonologią. Związek miedzy jednym a drugim jest dość luźny, ale niewątpliwie istnieje, a kwestią wiary jest to, czy obie te dziedziny nie są powiązane z trzecią - z rzeczywistością. Co więc mówią nam oba te źródła na temat niebezpieczeństw związanych z "zabawą w diabła"?

Zarówno demonologia jak i twórcy horrorów są zgodni w jednym: aby nabawić się kłopotów związanych z obecnością złych duchów, trzeba na to samemu wyrazić zgodę, niejako wysłać zaproszenie. "Pozwól mi wejść" to dość ambitny horror w niezłej obsadzie (Chloë Grace Moretz) w którym bohaterka - młoda wampirzyca oświadcza, że aby mogła wejść do czyjegoś domu musi otrzymać zaproszenie od gospodarza. Nie inaczej jest z przypadkami opętania demonicznego (zarówno w horrorach jak i w demonologii!) - zawsze u źródeł pojawia się jakaś forma zaproszenia pod adresem złego. Czasem jest to świadome oddanie się w służbę Szatana i wtedy sprawa jest jasna (choć niekoniecznie "czysta"). Takie zachowania dotyczą jednak zdecydowanej mniejszości - jak już napisałem:  któż dziś wierzy w Szatana, a w dodatku nie tylko wierzy ale jeszcze chce mu oddać duszę? No cóż, niestety są też tacy...

Zdecydowanie liczniejsza jest druga kategoria, wśród której zły może liczyć na bez porównania większe sukcesy. To wszyscy ci, którzy wysyłają mu zaproszenie nie tyle świadomie co "półświadomie". Ci którzy dokonują jakichś obrzędów, o których słyszeli że wiążą się z czymś złym i nieczystym, ale robią to dla zabawy, nie wierząc w możliwe złe skutki. Zabawa planszą Quija, jakieś wywoływanie duchów, seanse spirytystyczne, religie wschodu... W horrorach jest tego pełno. Samo oglądanie horrorów też może być formą zaproszenia. "Tajemnica instytutu Atticus" to niezły, mocny film którego oglądanie przerwałem w pewnym momencie i do dziś do niego nie wróciłem, choć... kusi. Tytułowy instytut zajmował się podobno badaniem zjawisk paranormalnych w USA celem wykorzystania przez armię. W pewnym momencie (film ma charakter "paradokumentalny") udziela wywiadu jeden z byłych pracowników rozwiązanego instytutu, żołnierz który pełnił wartę przy klatce w której przebywała szczególnie niebezpieczna osoba na której przeprowadzano eksperymenty. W wywiadzie opowiada o tym jak bardzo się bał przebywając w jej pobliżu i że takie eksperymenty to nic innego jak zaproszenie pod adresem złego. Następnie mówi prowadzącym wywiad, że ich zainteresowanie tematem to też proszenie się o nieszczęście, a w kierunku kamery oświadcza oglądającym, że : "wy też oglądając to zapraszacie go do siebie". W tym momencie stwierdziłem, że dalej nie mogę tego oglądać...

 Trzecia kategoria to ci którzy robią coś przypadkowo i nie mają pojęcia, że swoim zachowaniem proszą się o odwiedziny demonów, zapraszają je więc zupełnie nieświadomie. Tu istnieją wątpliwości, czy taka forma zaproszenia jest w ogóle zaproszeniem. W horrorach raczej tak, w demonologii - o ile wiem - nie. Jednak wątpliwości pozostają...

 No cóż, tak czy inaczej jutro miliony dzieci na całym świecie, a także w Polsce ("co Francuz wymyśli to Polak polubi"), wyruszy nieświadomie włączyć się w obchody święta czcicieli szatana. Ich rodzice z radością sprawią im demoniczne przebrania przeważnie w czarnym kolorze, nie tracąc czasu na dociekania dlaczego akurat w czarnym a nie na przykład w niebieskim lub białym - zresztą jakie to ma znaczenie?. Niektórzy nawet zaopatrzą swoje dzieci w diabelskie rogi efektownie świecące w ciemnościach czerwienią - cóż za wspaniała zabawa!

I ten tłum niewinnych dzieci wyruszy z "błogosławieństwem" swych jakże "mądrych" rodziców by wysłać zaproszenie pod wiadomym adresem, z prośbą by ON zechciał zaistnieć w ich życiu i by się nimi zainteresował. Straszliwa tragedia w Seulu nic tu nie zmieni, nikt się nad nią nie zastanowi. To przecież tylko taki fatalny zbieg okoliczności, nie ulegajmy zabobonom i ciemnocie. Bawmy się...


Lubię to! Skomentuj37 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura